piątek, 29 maja 2015

Rozdział 10

To już 10 nudny rozdział, a wy to czytacie? Kocham was. Jesteście najlepsi.

*Perspektywa Wiktorii.
-Wal się!- Krzyknęłam,  puszczając Jaśka  i pokazując Michałowi  środkowy palec.

Boże jak on mnie wkurza.-Pomyślałam.

-Wiktoria.-Powiedział nieśmiało Jasiek, jak już Mikołaj był, poza zasięgiem naszego wzroku.

-Tak?-Spytałam, pewna siebie, ale jak usłyszałam pytanie moja pewność nagle znikła.

-Czemu przed nim uciekałaś?-Spytał zatrzymując nas.

-Ja nie chcę o tym gaa-dać.-Powiedziałam.

-Wiki, to jest bardzo ważne.-Powiedział przyciągając mnie do siebie.

-No, bo .. -Skończyć nie było mi dane.

-Wiktoria ty piłaś?-Spytał zdziwiony.

-Tylko troszkę.-Powiedziałam wymuszając uśmiech na twarzy.

-Ile?-Spytał a jego głos brzmiał, jakby chciał mnie zabić. 

-No z 5 piw, no tak około.-Powiedziałam z uśmiechem.

-Co!? Dziewczyno?- Spytał a jego twarz przybrała dziwny wyraz.

-Hahah.-Nie wytrzymałam.

-Dziewczyno z czego ty się, śmiejesz? Przed chwilom gonił cie jakiś pajac, a po pierwsze ty jesteś niepełnoletnia.

-Janek przestań, a z resztą już wytrzeźwiałam.-Powiedziałam.

-Jedziemy do domu.-Powiedział.

-Chyba śnisz. Dziewczyny na mnie czekają.-Powiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę dziewczyn.

-Idziemy.-Powiedział i złapał mnie za nadgarstek.

-Tak idziemy do dziewczyn.-Powiedziałam dumna.

-Nie wracamy do Legnicy.-Powiedział.

-Mówiłam ci, że nie.-Powiedziałam.

-Idziemy do domu.-Powiedział.

-Spadaj.-Powiedziałam, po czym zaczęłam się szarpać.

-Wiktoria, kur*a!. Jedziemy do domu!-Krzyknął i zacisnął swoją rękę bardziej zadając mi tym ból.

-Ej Janek, to boli!-Krzyknęłam, a ten mnie puścił.

Nie opierałam się, bo byłam pewna, że znowu mi ściśnie rękę. Szliśmy w spokoju, lecz kiedy zobaczył grupkę chłopaków, to po cichu powiedział, że mam się nie odzywać i szybko iść, za nim. Wściekłam się, że nie chce, żeby nas zobaczyli wiec powiedziałam głośniej, żeby usłyszeli.- A oni mają nas nie zobaczyć.

Kilku chłopaków się odwróciło i na nas spojrzało. Janek założył kaptur, chwycił mnie mocno za nadgarstek. 

-Janek?!-Krzyknął jeden z chłopaków.

-Wołają cie.-Powiedziałam dumna z siebie.

-Zamknij się już.-Powiedział zły, a ja bardziej dumna.

-Nie, Janek nie zamknę się!-Krzyknęłam podkreślając jego imię.

Ten jeszcze bardziej zacisnął moją rękę.

-Janek Baranie to boli!-Krzyknęłam.

-No Pacanie puść!-Krzyknęłam znowu, bo nie zareagował.

-Idioto.-Powiedziałam.

Janek nie stanął, nie zwolnił, ani mnie nie puścił. Nie wiedziałam co zrobić, wiec postanowiłam inaczej do niego dotrzeć.

-Mikołaj, chciał mnie zgwałcić.!-Krzyknęłam, a ten od razu zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.

-Co?!-Krzyknął był cały czerwony ze złości.

-To co słyszałeś.-Powiedziałam po czym się rozpłakałam.

-Wsiadaj.-Powiedział zły.

-Po co?-Spytała zdziwiona, nadal płacząc.

-Jedziemy do mnie.-Powiedział i wepchał mnie do samochodu.

Sam chciał wejść, ale podeszło trzech chłopaków. Zobaczyłam, że jednym z nich był mój brat, szybko się zakryłam kocem który Jaś miał w bagażniku i udawałam, że śpię.

*Perspektywa Janka.

Zauważyłem, że zbliżają się chłopaki, wiec wepchnąłem Wiktorie do samochodu, sam chciałem wejść, ale zatrzymał mnie Rembol.

-Stary co ty wyrabiasz?-Spytał.

-Jadę do Legnicy, nie mam czasu śpieszę się.-Powiedziałem.

-Mieliśmy wracać o 15.-Powiedział.

-Wy wracacie o 15, a ja teraz, sorry muszę lecieć.-Powiedziałem.

-Chodź na słówko.-Powiedział Smav.

-No tylko szybko.-Powiedziałem i odszedłem kawałek od samochodu i chłopaków.

-Co to za dziewczyna?-Spytał.

-Nie ważne.-Powiedziałem, zdenerwowało mnie te pytanie.

-Czy ty z nią już?-Spytał.

-Nie.-Powiedziałem bardziej wkurzony.

-Czyli, że dzisiaj?-Spytał.

Co on taki ciekawski?-Spytałem się w myślach.

-Nie.-Powiedziałem. 

-Uff.-Powiedział i mu ulżyło.

Ale o co mu chodzi?- Spytałem sam siebie.

-Ale ... -Nie dokończyłem.

-Kur*a.-Przęklnąłem w myśli.

-Filip! Chodź już!- Krzyknął Rembol.   

Pożegnałem się z nim i podszedłem do auta. Wsiadłem i odpaliłem samochód. Od razu spytałem się dziewczyny.

-Śpisz?-Spytałem, ale nie dostałem odpowiedzi.

-Wiem, że nie śpisz, już ich nie ma.-Powiedziałem.

-Ugh.-Powiedziała.

-Co chcieli?-Po chwili  spytała.

-No ten ... -Nie wiedziałem co wymyślić.

-No ten  czyli co?-Spytała.

-Chodziło o ...

-Chodziło o o co?!-Spytała wkurzona.

-O ciebie.-Powiedziałem wściekły, a ona już się nie odezwała.

Niecałe  trzy godziny później byliśmy u mnie w domu. Wyszedłem z auta, otworzyłem jej drzwi. 

*Perspektywa Wiktorii.

Zatrzymaliśmy się, przed posiadłością Janka. Wyszedł szybko z auta i otworzył mi drzwi, nie powiem ucieszyło mnie to, chcąc, nie chcąc uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Gdy wchodziliśmy do jego mieszkania, wpuścił mnie przodem. 

Co mu się stało?-Spytałam się w myślach.

Nie wiedziałam co mam zrobić, Jaś chyba poszedł do kuchni, a ja stałam w przed pokoju. 

Po około trzydziestu minutach przyszedł Jan.

-A ty czemu tak stoisz? Nie usiądziesz?-Spytał dziwnie się na mnie patrząc.

-No ten, nie wiem co mam ze sobą zrobić.-Powiedziałam a on się zaśmiał.

-Chodź do salonu.-Powiedział.

-Ok.-Powiedziałam i pokierowałam się za nim.

-To co robimy?-Spytałam.

-Może obejrzymy jakiś film? -Opowiedział pytaniem na pytanie.

-Eh. Musimy?-Spytałam z nadzieją, że wyjdziemy z domu, gdzieś do klubu.

-Albo po prostu idź spać?-Spytał  z cwanym uśmieszkiem.

Jak on mnie wkurza.-Pomyślałam.

-To jaki film?-Spytałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy a on się zaczął śmiać.

-Wybierz coś.-Powiedział i wskazał na szafkę z płytami.

-Co nie.-Powiedziałam.

-Szukaj, szukaj, a ja idę nalać nam picia.-Powiedział.

-Ale co chcesz?-Dodał.

-Mm. Piwo!-Krzyknęłam bo poszedł do kuchni.

-Czyli co?-Spytał, dobrze wiem, że usłyszał.

-Piwo, albo coś w tym stylu!!-Krzyknęłam głośniej, teraz nie mógł mi wmówić, że nie słyszał.

-18 jest?!-Spytał.

-Za niecały miesiąc.-Powiedziałam.

-No to za niecały miesiąc dostaniesz.-Powiedział.

-Pff. To co masz?-Powiedziałam wkurzona.

-Wodę, sok, sprite!-Krzyknął.

Czemu on tu nie przyjdzie, tylko się wydziera.?-Spytałam sama siebie.

-Sok!-Krzyknęłam po chwili namysłu.

Nie dostałam odpowiedzi wiec zaczęłam szukać jakiegoś filmu.

Obcy? Nie.

Dziewiąte wrota? Nie.

28 dni później?  Raczej nie.

Annabelle? Nie może kiedy indziej.

Granice bólu? Nie za bardzo drastyczne.

Naznaczony? Nienarodzony? Nie, nie, nie.

Obecność? Oglądałam.

Co?! Co tu robi "Bezpieczna Przystań"? Przecież to babski film?- Pytałam się w myślach.

Przyszedł Jasiek, a ja pokazałam mu film.

-Kobieto ty chyba chora jesteś.-Powiedział i dziwnie się na mnie popatrzył, a ja się zaczęłam śmiać.

-Z czego się brechtasz?-Spytał.

-Z ciebie.-Powiedziałam, ale bardziej mnie to rozśmieszyło.

-Nie śmiej się tylko usiądź ja wybiorę film.

-Tylko nie horror.-Powiedziałam znudzona.

-Oj nie marudź, będę obok.-Powiedział i włączył film.


Przez cały film wtulałam się w Janka. Raczej mu się podobało bo odwzajemniał uścisk.

Po filmie, zjedliśmy kolację i poszliśmy spać.


Czas to nie kaseta magnetofonowa, którą można przesuwać w przód i w tył.  -Paulo Coelho

Pisałyście, że tak jak było, było okey i, że się nie znacie, wiec postanowiłam, wam pokazać inny sposób. Dziękuję i proszę o komentarze, szczególnie jak proszę o pomoc. 

No to jak wam się podoba? Zostawić tak? Czy zmieniać?





czwartek, 28 maja 2015

*Rozdział 9


W pewnym momencie zobaczyłam Katrinę z jakimś chłopakiem. Gadała z nim po chwili, chciała go pocałować, ale on ją odepchnął. Ona szybko zaczęła się obracać czy nikt tego nie widział, to była jej typowa reakcja, wiec ja odwróciłam wzrok, żeby nie widziała, że na nią patrze. Powiedziała do tego chłopaka, że musi iść do koleżanek i pokazała na nas, kątem oka widziałam jak ten chłopak na nas zerka, był bardzo podobny do Jasioka, gdy się odwróciłam w ich stronę chłopak szybko odwrócił się i powiedział do Kat "nara". Katrina podeszła do nas i chciała mnie przytulic, ale ja się odsunęłam, widziałam, że ten chłopak po kryjomu na mnie patrzy.
-Ej Wiktoria, nadal się gniewasz?-Spytała obojętnie Kat.
-Raczej nie inaczej.-Rzuciłam oschle.
-On i tak cie nie kochał.-Powiedziała Katrina.
-Lepiej uciekaj, bo jak cie dopadnę to ci wszystkie włosy powyrywam i wtedy dopiero będziesz musiała nosić doczepy!-Powiedziałam złośliwie.
Czułam na sobie jego wzrok z jednej strony chciałam się odwrócić i upewnić czy to nie jest Jaś, ale z drugiej strony nie chciałam temu gościowi satysfakcji.
-Ej dosyć!-Krzyknęła Liwia.
-Właśnie, nie lubicie się to się olewajcie, a nie szopkę odstawiacie.-Powiedziała Weronika.
Nic się nie odezwałam, w sumie mają raję. Szłam za dziewczynami, naglę doszłyśmy do Burger King`a. Dziewczyny po siłowni były strasznie głodne.  Ja jadłam jak tu przyjechałam, wiec wzięłam tylko  HOT BLONDIE, nie chciało mi się pić wiec nic nie wzięłam. Jako pierwsza odebrałam zamówienie, wiec poszłam zająć miejsca. Usiadłam przy 5 osobowym stoliku bo 4 osobowego nie było. Po niecałych 4 minutach przyszły dziewczyny, trzymały w ręce 4 Carlsberg`i. Katrina podała mi jednego, zdziwiłam się może one mają już 18 lat, ale ja nie.
-Ale ...-Nie dokończyłam bo mi przerwały.
-Nie ma żadnego, ale.-Powiedziała Liwia.
-Ale ja nie mam 18 lat!-Krzyczałam.
-Nie krzycz, nikt nie musi wiedzieć.-Powiedziała Weronika.
-Nie wiem, nie jestem przekonana.
-No weź nie widziałyśmy się dwa tygodnie, a ty nawet na naszych urodzinach nic nie piłaś.-Powiedziała Li.
-A na moich nawet nie byłaś.-Powiedziała Kat, spoglądając na mnie złowrogo.
Nie odezwałam, bo stwierdziłam, że tak będzie najlepiej nie chciałam zaczynać kutni.
-No nie daj się prosić.-Powiedziała Liwka robiąc minę zbitego psiaka.
-No dobra, ale nie rób tak.-Powiedziałam.
-Tak?-Powiedziała i znowu zrobiła tak samo.
-Ej.-Powiedziałam i napiłam się "Napoju", którego mi przyniosły.
-No i prawilnie.-Zaśmiała się Liwia, a my dołączyliśmy do niej,
Siedziałyśmy tam godzinę.
-Ej dziewczyny za pół godziny macie autobus.-Oznajmiłam.
-Wiecie co nie chce mi się jechać, do domu.-Powiedziała Liwcia.
-No mi w sumie też.-Powiedziała smutna Weronika.
-To zostańmy w hotelu.-Zaproponowałam.
-No w sumie, czemu nie.-Powiedziały dziewczyny.
-Ale ty też?-Spytałam i wskazałam palcem na Kat.
-No przecież sama nie będę wracać.-Powiedziała.
-No dobra.-Powiedziałam i głośno westchnęłam.
-No już. Idziemy szukać hotelu.-Powiedziała uradowana Liwia.
-No tylko trzeba powiadomić rodziców.-Powiedziała Werka.
-Po co rodziców jesteśmy pełnoletnie.-Powiedziała Katrin.
-No i co, ale oni i tak się martwią.-Powiedziałam.
-No tak ty jesteś jeszcze nie pełnoletnia.-Powiedziała złośliwie Katrina.
-Kat, Wiktorcia ma racje, rodzice się martwią nie ważne ile mamy lat.-Powiedziała Li.
Katrina zaczęłam płakać, podeszłam do niej i spytałam co się stało. Nic nie odpowiedziała tylko wtuliła się we mnie. Stałyśmy tak 30 minut, dziewczyny ciągle się na nas patrzyły, a ja na prawdę nie wiedziałam o co chodzi. Potem Kat uspokoiła się trochę i poszłyśmy poszukać hotelu w pierwszym jakiego znalazłyśmy był wolny pokój 4 osobowy. Weszłyśmy do pokoju nr 202. Zadzwoniłam do mamy i poinformowałam ją o moich planach. Liwia i Weronika też zadzwoniły do rodziców , tylko mama Liwii chciała, żeby na chwilę zeszła na dół. Li nie chciała iść sama, wiec Wera poszła z nią. Zostałam sama z Kat. Siedziałam i nie odzywałam się do niej, z resztą ona do mnie też.
-Bo...-Zaczęła.
-Ja chciałam cię przeprosić.-Dokończyła.
-Nie masz za co.-Powiedziałam, choć wiedziałam i czułam, że jest inaczej.
-No za to co zrobiłam wtedy na domówce, u Mi...-Przerwałam jej.
-Nie wymawiaj przy mnie tego imienia. Tak wiem, za co przepraszasz.-Powiedziałam wkurzona.
-No właśnie, bardzo mi przykro naprawdę.-Powiedziała smutna Kat
-Nie, teraz to już za późno.-Powiedziałam zażenowana.
-Ale Kusia, przepraszam szczerze, ja już wcześniej chciałam cię przeprosić, ale mi honor nie pozwalał.-Powiedziała patrząc się na mnie.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam.
-Ale lubiłaś jak cie tak nazywałam.-Powiedziała smutna.
-Właśnie lubiłam, czas przeszły.-Warknęłam w jej stronę.
-Ku ... Wiktoria no bo ja ...-Przerwała.
-No bo ja naprawdę, nie wiedziałam co robię.-Dokończyła.
-Jak nie wiedziałaś co robisz, nie wiedziałaś, że dobierasz się do chłopaka, który od 7 lat mi się podobał?-Spytałam z niedowierzaniem.
-No właśnie tak bo   ja     no ja   wtedy nie panowałam nad sobą.-Powiedziała przecierając twarz rękoma,
-Możesz coś lepszego wymyślić?-Spytałam chamsko.
-Ale ja nie wymyślam, ja mówię prawdę. Bo ja wtedy ..
-Yhy ty wtedy ... -Powiedziałam z kpiną w głosie.
-Bo ja półgodziny przed tym...
-Yhy dalej, bo ...-Przerwała mi.
-Ćpałam!-Krzyknęła i zaczęła płakać.
-Cooo?!-Spytałam z niedowierzaniem.
-Ty sobie ze mnie jaja robisz?-Spytałam.
-Nie Wiktoria przepraszam.-Powiedziała krztusząc się przez łzy.
-Wybaczam.
-Naprawdę?-Spytała.
-Nie, ale to nie wszystko.-Powiedziała głośniej płacząc, a ja ją przytuliłam.
-No bo ja się z nim przespałam.-Powiedziała wtulając swoją głowę w mój brzuch.
-No i co nic się nie stało.-Powiedziałam, choć było m bardzo przykro, ale to już się nie liczyło, liczy się tu i teraz, przecież mam Janka, `właśnie Janka, nie chce mnie znać` i ja też zaczęłam płakać.
-No bo ja byłam w ciąży.-Powiedziała wtulając się mocniej.
-Jak?-Otworzyłam szerzej oczy.
-No bo ja poroniłam, ale nie przypadkiem. Zabiłam, zabiłam je rozumiesz?!-Krzyczała.
Nagle zaczęło mi się kręcić w głowię, usłyszałam tylko krzyk Katusi, ale nie rozumiałam co krzyczała, za chwilę nic nie słyszałam. Widzę tylko ciemność. Powieki zrobiły się strasznie ciężkie. Próbowałam je otworzyć. Po wielu próbach się udało, akurat gdy otworzyłam oczy poczułam coś zimnego, mokrego, nie było to przyjemne.
-Obudziłaś się!-Krzyknęła Katrina.
-Katrina? Co ONA tu robi?-Spytałam, lecz po chwili wszystkie wspomnienia wróciły.
-Przepraszam.-Powiedziałam i wtuliłam się w Kat.
-Nic się nie stało K-kusia.-Powiedziała niepewnie, a ja się uśmiechnęłam.
-Tęskniłam Katuś.-Powiedziałam, a na jej twarz wkradł się wielki uśmiech przypominał trochę banana.
-Nie było nas pół godziny wy a wy się pogodziliście?-Powiedziała Li.
-Tak wszystko sobie wyjaśniłyśmy.-Powiedziałam.
-Mam nadzieje.-Powiedziałam i spojrzałam się na Kat.
Postanowiłyśmy, że pójdziemy szybko jeszcze do centrum. Ogarnęłyśmy się i wyszłyśmy. Chodziłyśmy po sklepach godzinę, kupiłam bardzo dużo ciuchów. Po drodze dziewczyny wstąpiły po coś do "picia". Usiadłyśmy na ławce w parku i popijałyśmy "napój". Potem Kat i Wercia poszły po następne. Ja z Liwią zostałyśmy, zaczęłyśmy gadać. Po 10 minutach zobaczyłam Mikołaja z Anią?.Przytuliła się do niego, a po chwili pocałowała go w policzek. Patrzyłam na nich, ale to był mój błąd. Ania mnie zobaczyła, zaczęła mi machać, Mikołaj też się odwrócił. Zaczął się na mnie patrzeć, po chwili oblizał językiem usta. To było obrzydliwe wiem, że  mu się podobałam, ale on chciał mnie tylko zaciągnąć do łóżka. Zaczęli się zbliżać, udawałam obojętną. Przyszły dziewczyny jakby nigdy nic podały nam piwo, dosiadając się do naszej czwórki to teraz z 4 zrobiło się 6. Po następnych dwóch piwach, byłam już pijana. Śmiałam się, ale olewałam Anie. Chyba nawet próbowała mnie przepraszać, ale ją olewałam. Po dwóch godzinach siedzenia tam byłam już kompletnie pijana.
-Wiktoria, możemy porozmawiać?-Spytał Miki.
-No, pewnie.-Powiedziałam uśmiechnięta.
-Kusia!-Powiedziała Katka.
-Tak.-Spytałam.
-Proszę zostań.-Powiedziała.
-5 minut będziemy.-Powiedział chłopak.
-Ale ja nie chcę, żebyś z nią gdziekolwiek szedł!-Krzyknęła moja przyjaciółka.
-Ale jej się nic nie stanie, on chcę porozmawiać z nią o mnie.-Powiedziała Anka do Kat na ucho, ale wszystko było słychać.
-No macie 5 minut.-Powiedziała Kat.
Poszłam z nim do lasu bo powiedział, że nie może nikt nas słyszeć. Myślałam, że naprawdę będziemy rozmawiać o Ani, ale się myliłam. Zaczął się do mnie zbliżać, a ja zaczęłam się cofać, aż oparłam się plecami o drzewo. On się uśmiechnął i położył ręce na mojej tali. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Tak bardzo chciałam go pocałować, ale przypomniał mi się Jasio. Zaczęłam się wyrywać, a on bardziej przycisnął mnie do drzewa.
-Ja wiem, że tego chcesz.-Wyszeptał mi słodko do ucha.
-Nie, nie chcę.-Skłamałam, bardzo tego chciałam.
-Nie daj się prosić.-Powiedział.
-Nie, ja naprawdę nie chcę.-Powiedziałam stanowczo.
Zaczęłam się wyrywać, ale że jestem dziewczynom i to do tego nie jestem trzeźwa, nie udało mi się. Przeniósł swoje ręce niżej, po chwili lekko je ścisnął, a ja zaczęłam się wyrywać z całej siły. Zaczął ściskać swoje ręce jeszcze bardziej. Nie panowałam nad sobą i kopnęłam go z całej siły w kroczę. Zwijał się z bólu na ziemi, a ja uciekłam. Biegłam przez las, po pewnym czasie wbiegłam do parku. Biegłam, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa, nie poddawałam się bo słyszałam jak za mną biegnie. Po chwili zaczął mnie wyzywać od najgorszych, naglę na kogoś wpadłam.

*Perspektywa Janka.

Rano pojechaliśmy do Katowic. Poszliśmy na miejsce i uzgodniliśmy plan. Okazało się, że jeden z nowych ma problem i wszyscy się spóźnią. Wiec poszliśmy do siłowni trochę poćwiczyć. Raczej oni bo ja zostałem jeszcze z szefem. Po rozmowie z Eskaczem, poszedłem do siłowni. Zobaczyłem jak Kiślu siłuję się ze sztangą. Usłyszałem śmiech jakiś dziewczyn, stwierdziłem , że śmieją się z Rafała, bo z kogo innego? Jeden głoś wydał mi się znajomy, spojrzałem w stronę dziewczyn i zobaczyłem tam Wiktorie. Szybko się odwróciłem i zawołałem chłopaków. Poszliśmy do szefa, który czekał z trzema nowymi chłopakami. Gdy zobaczyłem Adriana cały się zagotowałem, wiedziałem, że będą z nim problemy. Poznaliśmy się i poszliśmy do maka. Ja nie byłem głodny wiec zostałem w ustalonym miejscu. Pisałem sms do Kiśla, ale jakaś dziewczyna o mnie podeszła.
-Ekhem
-Co?-Spytałem oschło.
-Wyluzuj, mogę od ciebie zadzwonić? Bo umówiłam się z przyjaciółkami, a nie wiem gdzie są. Proszę?
-Yh masz.-Powiedziałem i dałem jej telefon.
Widziałem jak wchodzi w kontakty i zapisuje mi swój nr. Nie wiem chyba myśli, że mi się podoba, ale się myli.
-Ekhem.
-A no ten... gdzie się tu wpisuje numer?-Spytała głupio.
-Tu.-Powiedziałem i pokazałem.
Zadzwoniła i nikt nie odebrał.
-Katrin.
-Co? A ten Janek.-Powiedziałem.
Chwilę pogadaliśmy i dziewczyna stanęła na palcach, nie chciałem jej całować, wiec ją odepchnąłem. Dziewczyna zaczęła oglądać się za siebie i nagle powiedziała.
-Musze iść koleżanki na mnie czekają, nie zauważyłam ich.-Powiedziała i pokazała palcem na trzy dziewczyny.
Zauważyłem, że w śród tych dziewczyn jest Wiktoria. Po chwili Katrina chciała przytulić Wiktorie, ale ona się odsunęła, wyglądało to komicznie. `A może ona zauważyła, że to ja i o nie.-Pomyślałem.` Ale usłyszałem ich rozmowę.
 -Ej Wiktoria, nadal się gniewasz?-Spytała obojętnie Kat.
-Raczej nie inaczej.-Rzuciła oschle Wiki.
-On i tak cie nie kochał.-Powiedziała Katrina.
`On i tak cie nie kochał? O boże chodzi o mnie?-Pytałem sam siebie.` `Nie bo przecież, już wcześniej się gniewała, a ja Katrin spotkałem po raz pierwszy.-Pomyślałem i mi ulżyło.`
-Lepiej uciekaj, bo jak cie dopadnę to ci wszystkie włosy powyrywam i wtedy dopiero będziesz musiała nosić doczepy!-Powiedziała złośliwie Wiktoria.
`Nie wiedziałem, że ona potrafi tak odpowiedzieć.-Pomyślałem.`
-Ej dosyć!-Krzyknęła ich koleżanka.
-Właśnie, nie lubicie się to się olewajcie, a nie szopkę odstawiacie.-Powiedziała druga.
Dostałem sms i poszedłem do McDonald'a. Potem poszliśmy obgadać plan. Po 3 godzinach stwierdziłem, że musimy odpocząć.
-Dobra na dziś koniec.-Powiedziałem.
-To co teraz?-Spytał Mikołaj.
-Idziemy się bawić!-Krzyknął Rafał.
-Co masz na myśli?-Spytał Mikołaj.
-Ej nikt nie mówił, że jesteśmy grzecznymi chłopczykami.-Powiedział słodko Filip, a my zaczęliśmy się śmiać.
-No, to fajnie, nie będzie sztywnie.-Powiedział Mikołaj.
Poszedłem z Smav'em, Rembolem i Kacprem do klubu, który znajdował się koło parku. Po niecałych  4 godzinach znudziło mi się, gadanie z chłopakami, wiec wyszedłem.  Założyłem słuchawki i szedłem dróżką w parku, kiedy ktoś na mnie wpadł, słuchawki automatycznie wypadły mi z uszu, a ja sam upadłem na ziemie, a ona na mnie skąd wiedziałem, że to dziewczyna? Bo po pierwsze jej długie włosy, wpadały mi do oczów, a po drugie wbiła we mnie paznokcie. Usłyszałem jak ktoś biegnie w naszą stronę, wyzywając tą dziewczynę. Automatycznie zacząłem się podnosić, podałem tej dziewczynie rękę, żeby pomóc jej wstać. Dziewczyna szybko wstała, a ja schowałem ją za moimi plecami, żeby obronić ją przed tym chłopakiem. Jak był już niedaleko nas zauważyłem, że to jest Mikołaj.
-O skąd ty się tu wziąłeś?-Spytał mnie.
-To raczej ty powiedz mi co ty tu do cholery robisz.-Powiedziałem oschło.
-Przyszedłem po moją zgubę.-Powiedział skazując na dziewczynę za mną.
-Po co?-Spytałem chamsko.
-Po dziewczynę stojąca za tobą.-Powiedział z ironią.
-Jaką dziewczynę?-Spytałem udając głupiego, nie chciałem mu przy*ebać.
Może ja nie traktowałem dobrze dziewczyn, ale żadna przede mną nie uciekała, ze strachu.
-Stary.-Powiedział wkur*iony.
-Janek.-Usłyszałem cichy głos za sobą.
`Boże to Wiktoria.!-Pomyślałem zły.`
-Spokojnie.-Powiedziałem cicho do dziewczyny.
-Oddaj ją.-Powiedział.
-A co ona zabawką jest?-Spytałem z ironią w głosie.
-Stary nie róbmy problemów.-Powiedział.
-To spad*j.-Powiedziałem głośniej.
-Chciałem po dobroci.-Powiedział i zaczął się przybliżać.
-Odsuń się.-Powiedziałem cicho do dziewczyny.
Mikołaj stał metr ode mnie, naglę podniósł rękę i się zamachnął, dziewczyna odskoczyła, a ja zablokowałem cios ręką. Złapałem jego kończynę, z całej siły zaciskając i przekręcając, ja w bok. Chłopak jęknął z bólu i próbował mnie kopnąć, ale przewidziałem jego ruch i odepchnąłem go, puszczając jego prawą rękę z uścisku. Chłopak upadł na ziemie. Szybko wstał i zaczął się sapać. Po tym wszystkim, znowu próbował mnie uderzyć, ale się nie dałem. Uderzyłem go z całej siły w ryj, a ten padł na ziemię, zwijając się z bólu.
-Jeszcze mnie popamiętasz.-Powiedział.
-Zobaczymy.-Odpowiedziałem kpiąco.
-Zabije cię, ale przed tym zerżnę ją, na twoich oczach, a ty nie będziesz mógł nic zrobić!-Krzyknął śmiejąc się jak opętany.
Nie mogłem już tego słuchać, kopnąłem go z całej siły w brzuch, chciałem znowu, ale mi przeszkodzono.
-Janek! Nie! Leżącego się nie kopie!- Krzyczała na mnie dziewczyna.
-Jak chcesz.-Powiedziałem.
Schyliłem się, pociągnąłem go do góry za koszulkę tym samym go stawiając na ziemi. Uderzyłem go z całej siły z mordę i znowu upadł, ale tym razem nie pozostał mi winny i uderzył mnie w nos. Nie uderzył mocno, ale wystarczyło, żeby zaczęła mi lecieć krew.
-Janek do cholery! Zostaw go! Chodź już!-Krzyknęła Wiktoria podbiegając do mnie.
Chwyciła mnie za rękę i splotła nasze palce. Uśmiechnąłem się pod nosem, ale ona chyba to zauważyła, bo też się uśmiechnęła.

-Jeszcze się policzymy.-Krzyknął.
-Zamknij ryj!-Krzyknąłem przez zaciśnięte zęby.
Wiktoria pociągnęła mnie za rękę i w taki sposób zaczęliśmy się oddalać.
-On i tak chce cie tylko wykorzystać!-Krzyknął ten pajac.
-Wal się!- Krzyknęła,  puszczając mnie i pokazując mu środkowy palec.

Wspólnota w nieszczęściu i cierpieniu przyciągnęła ich do siebie jak magnes. Zaczęło się od pokusy, a gdyby tak wszystko rzucić i uciec.    -Harlan Coben

Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale brak weny daje  znać. Naprawdę przepraszam. Mam nadzieje,  że zrozumiecie, bo ja nie jestem robotem. 

Nie wiem czy nie zmienić, stylu pisania. Piszcie jak wam się czyta. Czy zostawić, czy też może nie. Proszę potrzebuję pomocy. Może mam pisać częściej, ale krótsze? Jak wolicie?

sobota, 23 maja 2015

*Rozdział 8
-John Flanagan 

Wow Jak Was Dużo!. Dziękuję!.


*Perspektywa Wiktorii.

To co przeczytałam kompletnie zbiło mnie z tropu. `A ten telefon, po co on go kupił? Po co on tu przyszedł? Po co?-Pytałam się w myślach szlochając.` Wzięłam telefon i położyłam się na łóżku, miałam ochotę nim rzucić, ale się powstrzymałam. Zaczęłam płakać coraz to bardziej i bardziej. Zaczęłam dusić się przez łzy.
Ale Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego on tu przyszedł? Dlaczego to napisał? Dlaczego mi to robi? Dlaczego napisał, że nie chce mieć ze mną kontaktu? Co może mi się stać? Nic już nie rozumiem!-Wydzierałam się sama do siebie.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kochanie otwórz!-Krzyczała moje rodzicielka.
-Mamo przestań.-Powiedziałam i po chwili dodałam.-Nie mam ochoty rozmawiać.
-No dobrze, ale nie płacz już.-Powiedziała i odeszła.
Tak jak powiedziała, tak zrobiłam przestałam płakać. Poszłam się przebrać zdjęłam dres i założyłam czystą bieliznę. Nawet nie zdążyłam się przebrać bo naglę zaczął dzwonić mój telefon.

-Hallo.
-O w końcu odebrałaś!-Wydarła się do słuchawki Ania, a ja aż odskoczyłam.
-No. Coś ważnego masz do przekazania?-Spytałam.
-Tylko chciałam...-Powiedziała, ale nie dałam jej dokończyć.
-Sorry nie mam ochoty rozmawiać.-Powiedziałam i się rozłączyłam.
Odłożyłam telefon na szafkę i włączyłam laptopa. Puściłam piosenkę i zaczęłam śpiewać, od razu humor mi się poprawił.

Na horyzoncie widzę ślad,
Mój krajobraz idę tam!
Miejsce, w którym możesz być,
Zawsze sobą, chcesz to idź.
Tam nie napotkasz żadnych kłamstw,
To jest nowy lepszy świat!
Spójrz, nie jesteś sam
Śmiało wydaj żagle w wiatr!

Nie bój się, pokonaj lęk!
Pokaż na co cię stać!
Wiem to, każdy z nas,
Znajdzie lepszy świat!

Po deszczu wyjdzie słońce.
Nie wierzysz? - To takie proste!
Rozum mówi ''nie'', Tobą znów kieruje serce!
Po deszczu śladu nie będzie.
Nie wierzysz? - To unieś ręce!
Rozum mówi ''nie'', zimnej kropli nigdy więcej!


-A może ona ma racje?-Spytała sama siebie.
-Nie mogę ciągle o tym myśleć.-Krzyczałam sama do siebie.
Podeszłam do laptopa i włączyłam następną piosenkę.

Bez ciebie tracę siebie wiem
Którą z dróg mam wybrać
Nie wiem nie wiem nie wiem 2x

Odebrałeś mi nadzieje
Jesteś mym natchnieniem wiem
Za kim mam podążać nie wiem nie wiem nie wiem
Może kiedyś Cie odnajdę

Od razu przełączyłam na coś wesołego, nie chcę się bardziej dobijać. Wybrałam odpowiednią piosenkę.

Jako ludzie mamy wiele problemów
Które w głowie siedzą nam
Zapominamy, coś gubimy nie wiemy
Jak przezwyciężyć strach który w nas trwa
Życie często bywa okrutne
Lecz nie w tym sedno przecież wiesz
W odwłoki trosk w zapomnienia wlej studnię
I uwolniony od ciężaru leć

Zaczęłam śpiewać, podeszłam do łóżka, stanęłam na nim, zaczęłam skakać podśpiewując.

Raz dwa trzy uwierz mi
Uśmiech czyni cuda
Raz dwa trzy tylko Ty
Innym się nie uda
Raz dwa trzy powiedz czy
Życie nie jest cudne
Raz dwa trzy uwierz
To nie takie trudne
Skakałam, aż spadłam z łóżka.  `Ała.-Powiedziałam w myślach i zaczęłam masować obolałe miejsce. ` Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wziąć się za siebie. Wstałam, włączyłam playlistę i poszłam do garderoby.  Na początku zebrały mi się łzy w oczach,  ale potem zacisnęłam pięści, wzięłam walizkę, położyłam przy wejściu od garderoby, potem sama do niej weszłam, odpięłam walizkę i zaczęłam do niej pakować ciuchy. Jedna, druga,  trzecia, czwarta, piąta, szósta, siódma, ósma podarta sukienka, nie starczyło mi  torbie dobrze, że mam kilka zapasowych. Poszłam po trzy następne i postawiłam w garderobie zaczęłam do nich pakować podarte spodnie, bluzki, bluzy, spódniczki, pozdzierane ciuchy, buty, stare torebki, paski i inne nie potrzebne duperele. Skończyłam pakować, zamknęłam torby i wyniosłam je na środek pokój. Przez chwilę stałam w bezruchu, wsłuchałam się w tekst piosenki i zaczęłam śpiewać.

Dzięki tobie już umiem
Nie szukać zbędnych mi złudzeń
Nie jestem naiwna
Tak jak byłam dotychczas
Nie dam zniszczyć swych uczuć
Tylko po to byś znów mógł
Cieszyć się swoim szczęściem
Niszcząc we mnie całą resztę

  Dobrze znałam tekst piosenki bo kiedy moją przyjaciółkę zdradzał chłopak ciągle ją śpiewałyśmy. Nagle usłyszałam moją mamę, chodź dźwięk nie dobiegał z za drzwi, obróciłam się szynko i mało co nie dostałam zawału,  przede mną stała moja mama. 
- Ekhem.
-Skąd się tu wzięłaś?-Spytałam zdziwiona. 
- Mam zapasowy klucz.-Powiedziała i pomachała minim przed nosem. 
- Ale jak?-Otworzyłam szerzej oczy.
- Kochanie do drzwi mam dodatkowe drzwi. 
- Ale nie weszłaś wcześniej.-Patrzyłam się na nią jak na idiotkę. 
- Wiedziałam, że chcesz być sama, ale jak by coś się stało od razu bym weszła. - Powiedziała i spojrzała na mnie i zaczęła rozglądać się po garderobie. 
- A co tu się dzieje? -Spytała zdziwiona. 
-No ten...-Nie wiedziałam co powiedzieć, wiedziałam, że Adrian przegiął, ale nie chciałam źle dla niego. 
-Wiktoria co tu się działo? Tyle miałaś ciuchów. - Powiedziała i spojrzała złowrogo nam mnie.
-Tak wiem... Są w walizce.-Powiedziałam, wskazałam na walizki, a moja rodzicielka się odwróciła w ich stronę.
-Ale jak to wyprowadzasz się?-Spytała. 
-Yyy...    Nie.-Powiedziałam. 
- To czemu tam są...
- No bo to Adrian.-Powiedziałam i zaczęłam płakać. 
-Ale jak Adrian? -Pytała z niedowierzaniem. 
- No bo on podarł mi prawie wszystkie ciuchy.-Wydukałam płacząc. 
- To dlatego ciągle płaczesz?
- T-tak.-Powiedziałam tuląc się.
-No to przegiął.-Powiedziała, puściła mnie i szybko zeszła na dół.
Usłyszałam tylko "Krzysztof gdzie jest Adrian" `Łał mama zwraca się do taty po imieniu tylko jak jest na niego zła.-Pomyślałam.` "Nie wiem rybko, gdzieś wyszedł, coś się stało?". I dalej nic nie słyszałam.  Zaczęłam zbierać ocalone ciuchy i układać na półkach. Po 20 minutach wszystko było poukładane. Po skończonej pracy położyłam się na łóżku, zaczęłam rozmyślać o Jasiu. Po kilku minutach, godzinach? Nie wiem. Przyszła moja mama i oznajmiła, że mam iść spać, bo jutro zabiera mnie i Anie, do jakieś galerii poza miastem. Zgodziłam się i zasnęłam. Obudziłam mnie Ania.
-Ania co ty tu robisz? O   o 12? Co ja tak długo spałam? Kiedy jedziemy? -Zasypałam ją pytaniami.
-Ubieraj się, za 5 minut wyjeżdżamy.-Powiedziała Ania, zwalając mnie z łóżka.
-Ał, to bolało!-Krzyknęłam na przyjaciółkę.
-Trudno ubieraj się, a nie gadasz, masz 4 minut.-Powiedziała spoglądając na zegarek.
Pobiegłam do garderoby i nie wiedziałam w co mam się ubrać, bo nie miałam nic ładnego. Wzięłam zwykłą niebieską bluzkę i białe spodenki, poszłam do łazienki, odłożyłam ciuchy na półkę i zobaczyłam sukienkę, była to sukienka od Janka, chwilę się wahałam, ale w końcu ją założyłam. Zrobiłam szybki makijaż, bo Ania już mnie pośpieszała. 
-No Wiktoria! Wyłaź już powinnaś zakładać buty!-Krzyczała z za drzwi dziewczyna.
-Idę!-Krzyknęłam i wyszłam.
-Ładna sukienka, skąd masz? A zresztą nie ważne opowiesz mi w aucie. Teraz choć.-Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę.
Wyszłyśmy z domu mama czekała w aucie, nie zamykałam drzwi bo tata jeszcze nie wyszedł do pracy. Wsiadłam do auta, a Ania od razu zaczęła gadać, nawet jej nie słuchałam, zasnęłam. Znowu poczułam szturchanie. 
-Co? Gdzie? Jak? 
-Wiktoria, już jesteśmy, wysiadaj-Powiedziała moja mama, a Ania przestała mnie szturchać.
-Ok, już spokojnie.-Powiedziałam i wyszłam z auta.
Weszłyśmy do wielkiej galerii, była taka wielka, że nie mogłam się odnaleźć, Ania chyba to zauważyła, bo złapała mnie za rękę i prowadziła, doszłyśmy do KFC. `A to, to jest śniadanie.-Pomyślałam.`
-Dziewczyny co chcecie?-Spytała nasza opiekunka.
-Sałatke Greek.-Powiedziałam.
-To samo.-Powiedziała Anna.
-A na deser?-Spytała moja rodzicielka.
-Cheesamisu.-Powiedziałam.
-A ja po proszę wiśniowy deser jogurtowy.-Powiedziała Ania.
-A do picia?
-KFC Summers.-Powiedziałyśmy równocześnie. 
Moja mama pokiwała głową i odeszła, a my zaczęłyśmy się śmiać. Po około 5 minutach przyszła moja mama z jedzeniem. Zjadłyśmy i poszłyśmy do jakiegoś butiku. Kupiłam trzy pary obcasów. Potem poszłyśmy do Zary i zaczęłam przymierzać sukienki, w żadną się nie zmieściłam, byłam załamana. `Kurwa, muszę schudnąć.-Powtarzałam w myśli.` Odłożyłam sukienki i nie miałam ochoty szukać innych, żeby się bardziej nie załamać. Podeszłam do Ani i powiedziałam, że będę czekać, za zewnątrz. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo ja już siedziałam na ławce przed sklepem. Czekając ciągle błądziłam myślami wokół Jasia. `Tak strasznie mi go brakuje.-Pomyślałam.` Po 15 minutach przyszła moja mama z Anią.
-Co się stało Wiki?-Spytała moja przyjaciółka.
-Bo.. no ten ... w nic się nie mieszczę.-Powiedziałam.
-No nie prze sadzaj, może brałaś za małe rozmiary.-Powiedziała Ania.
-Nie na pewno, chodźmy gdzieś indziej.-Powiedziałam, wstałam z ławki, złapałam Ancie za rękę i poszłyśmy.
Przechodziliśmy koło sklepu z odzieżą dla grubszych, stanęłam i tym samym zatrzymałam Anie.
-Co jest?-Spytała.
-Wejdźmy tu.-Powiedziałam.
-Co ty oszalałaś, przecież jesteś bardzo chuda, nie przesadzaj.-Powiedziała Ania.
-Nie prawda.-Powiedziałam.
-Wiktoria nie wydziwiaj.-Wtrąciła się moja mama. 
-Oh, chodźmy do sklepu z butami.-Powiedziałam i skierowaliśmy się w stronę butiku. 
Kupiłam sobie trampki o kolorze pudrowego-różu i niebiesko-biało-fioletowe Air Max`y , musiałam kupić sobie jakieś buty do biegania, bo postanowiłam się odchudzać, zacząć biegać, jeść mniej kalorii. Weszłyśmy do H&M, chciałam kupić bluzkę do pępka z nadrukiem "Chupa Chup`s ", poszłam do przymierzalni, założyłam bluzkę i jak tylko zobaczyłam mój brzuch, zaczęłam piszczeć. Przybiegła Ania i zaczęła wypytywać się mnie co się stało, jaki jej powiedziała to obdarzyła mnie gniewnym spojrzeniem i wyszła. Powiedziała, pani kasjerce, która pytała się o co chodziło, że widziałam pająka, a ona odpowiedziała jej, że to normalne. Wyszłam ze sklepu i czekała już na mnie Ania.
-Co ci odwala, dziewczyno?-Spytała zła.
-Mogę wiedzieć, o co ci chodzi?-Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Czemu zaczęłaś krzyczeć?
-No nie widziałaś mojego brzucha?-Spytałam.
-Dziewczyno, ogarnij się! Wiesz jaki wstyd mi zrobiłaś?!-Krzyczała na mnie.
-O co ci chodzi?-Spytałam.
-O to, że ci odwala, może sama sobie rozwaliłaś ciuchy?!
-Co?! Nie! Jaki bym miała tego powód?-Spytałam zdziwiona i wkurzona na nią, że mi nie wieży. 
-Może ciuchy była na ciebie za duże? A może chciałaś w kopać Adriana?!-Krzyczała, a ja zaczęłam płakać.
-Jak możesz!-Wydarłam się na nią i uciekłam.
Biegłam przed siebie, przepychałam się przez ludzi, nie zwracałam na nich uwagę, nagle poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam moje przyjaciółki Liwie i Weronikę. Wtuliłam się w nie a one zadawały pytania typu "Kochana co się stało?", "Nie płacz, ktoś ci coś zrobił?, "W ogóle co ty tu robisz?" , po kilku minutach przestały i wtuliły się we mnie. Bez słowa usiadłyśmy na ławkę i zaczęłam im opowiadać o przeprowadzce, o Ani, o Jasiu, o Adrianie, o tym, że jestem za gruba, o tym, że Ania na mnie nawrzeszczała i, że mi nie wierzy. Zajęło nam to jakieś półtora godziny, bo opowiadałam bardzo szczegółowo. Nie oznacza, że  nie mówiłam o piciu to nie znaczy, że tego nie robiłam, bo piłam, ale nie jadłam. Dziewczyny słuchały mnie uważnie, nawet nie próbowały mi przerwać. Ciągle dzwonił mi telefon raz to była mama raz Ania. Nie chciałam z nimi gadać.
-Dziewczyny, a wy nie musicie wracać do domu?-Spytałam.
-Nie dopiero za trzy godziny mamy autobus.-Powiedziała Liwka.
-Ej a mogę z wami pochodzić?-Spytałam z nadzieją.
-Pewnie ...-Nie skończyła bo Weronika jej przerwała.
-Ale ...-Weronika nie mogła się wysłowić.
-Ale za godzinę przyjdzie Katrina.-Dokończyła Liwia.
-Eh, No nic.-Powiedziałam nie, że ona mnie nie lubi tylko ja ją uważała kiedyś się za moją przyjaciółkę, ale mnie zraniła, perfidnie oszukała.
-Okey jak ci nie przeszkadza, to może skoro mówisz, że jesteś za gruba, to pójdziemy na siłownię?.-Zaproponowała Weronika.
-Tak to dobry pomysł, ale najpierw idziemy kupić jakieś termoaktywne leginsy i termoaktywna bluzkę.-Powiedziała Liwcia. 
-No to do sklepu sportowego.-Powiedziałam i zaczęłyśmy szukać sklepu z odzieżą sportową.
Chodzimy po galerii kilka minut i nic nie możemy znaleźć. Wyjęłam telefon, żeby się rozłączyć i uświadomić im, że nie mam zamiaru ich widzieć, ani słyszeć, ale dziewczyny zobaczyły, ze mam 53 nieodebranych wiadomości.
-Wikcia napisz do mamy poinformuj ją, że nic ci nie jest ona też się martwi.-Powiedziała Li.
-No Liwia ma racje napisz chociaż sms`a.-Powiedziała Werka.
Tak jak powiedziały, tak zrobiłam.

 Mamo, ja jestem z Liwią i Werkom. One mają autobus za nie całe trzy godziny. Jak będziecie jeszcze tu to spotkamy się koło parkingu. Jak nie wrócę do domu autobusem, lub pociągiem. Nie martw się jestem cała i zdrowa. Nie chcę z wami gadać, wiec nie dzwoń i nie pisz. Pa kocham Wiktoria.

Napisałam i zauważyłam sklep sportowy.
-Dziewczyny znalazłam.-Powiedziałam z  uśmiechem.
-O jaka spostrzegawcza.-Powiedziała Wercia.
-No, a jak.-Powiedziałam, zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy do sklepu. 
Kupiłyśmy i poszłyśmy na siłownię, kupiłyśmy kupony bo stwierdziłyśmy, że będziemy częściej się spotykać i razem ćwiczyć.
-To gdzie idziemy? Hmm?-Spytała Liwia.
-Może najpierw na rowerki?-Zaproponowałam.
-Okey. Idziemy.-Powiedziały we dwie i zaczęłyśmy się cicho śmiać.
Poszłyśmy na rowerki i zaczęłyśmy ćwiczyć. Naglę zaczęłyśmy się śmiać z jakiegoś chłopaka, nie był chudy, ale też nie jakoś bardzo gruby. Śmiałyśmy się bo jego koledzy kazali mu podnosić sztangę, a on bulwersował się, że jest za ciężka, a ważyła 7 kilo, kiedy już ją podniósł to spadła mu prawie na twarz. Zaczęłyśmy się śmiać w niebo głosy, a oni zaczęli się na nas patrzeć, co nas jeszcze bardziej rozśmieszyło. Spojrzałam na dziewczyny pękały ze śmiechy, a potem znowu na chłopaków, zauważyłam, że było jednego więcej, bardzo przypominał mi Jasia, jak tylko zobaczył, że patrze to od wrócił się, zawołam chłopaków i szybko wyszedł. Nawet nie zdążyłam się mu pżyjrzec , a go już nie było. Chwilę się zastanawiałam czy to nie był Jasiu, siedziałam skupiona wiec się już nie śmiałam. Nagle podszedł do nas jakiś pan.
-Przepraszam, mogą panie przestać tak krzyczeć bo będziemy musieli panie wyprosić.-Powiedział Mężczyzna. 
-Właśnie dziewczyny, przestańcie się wydzierać.-Powiedziałam poważnym tonem co je jeszcze bardziej rozbawiło, ale po chwili przestały i powiedziały.
-Przepraszamy już się to nie powtórzy.-Powiedział Weronka, nadal rechocząc pod nosem.
Spojrzałam na Liwie, która wpatrywała się w tego mężczyznę jak w najpiękniejszy obraz na świecie. Weronika tego nie widziała, może to i dobrze, Li nigdy nie mówiła jej wszystkiego. Szturchnęłam ją lekko łokciem i od razu oprzytomniała, w sumie nadal się na niego patrzyła, ale już nie tak. Nagle ktoś go zawołał, a on tylko uśmiechnął się do nas i puścił oczko Liwce. Po pięciu minutach poszłyśmy na bieżnie. Biegałyśmy 25 minut. Po czym poszłyśmy się przebrać w normalne ciuchy i usiadłyśmy na ławce pod Cropp`em . W pewnym momencie zobaczyłam...


Noś w sobie pewność, wiedz, że osiągniesz cel, a osiągniesz go z pewnością. Nie pozwól, by do twojej głowy wkradły się wątpliwości, bo cię zniszczą. Tak brzmi reguła samosprawdzającej się przepowiedni.   -John Flanagan 

Oto rozdział 8 mam nadzieje, że się spodoba już dzisiaj piszę następny, ale nie obiecuję, że go jeszcze dzisiaj wstawię.  Mam pogodzić Wiktorię z "Katriną" i  "Anią"? Czy może tylko z jedną?? Co myślicie?   Dziękuję za komentarze, dużo ale mnie znaczą, a dla was to chyba nie jest problem napisać nawet "Czekam na nexta" lub"Next". Chyba, że wam się nie podoba to też piszcie uzasadniając tego powód, bo chciała bym wiedzieć co robię źle a co dobrze. Kocham was i widzę, że z dniem  na dzień jest was coraz więcej, bardzo mnie to cieszy.

niedziela, 17 maja 2015

*Rozdział 7
-Neil Gaiman 
+16 zaznaczone dwoma czerwonymi gwiazdkami   *  *

-Nie wcale.-Krzyknęłam.
-Wiktoria wyjdź.-Powiedział Ojciec.
-Nie!
-Bo zawołam matkę.-W tym samym momencie próbował otworzyć drzwi.
-Tato proszę cie idź już.-Znowu zaczęłam płakać, nie dostałam odpowiedzi.
`Czyli poszedł?-Pytałam się w myśli z jednej strony byłam szczęśliwa, że poszedł i zostawił mnie w spokoju, ale z drugiej strony było mi przykro.` Wstałam, zapłakana z podłogi i udałam się do łazienki na
szczęście jest połączona z moim pokojem. Wzięłam szybki prysznic, chciałam się ubrać, ale zapomniałam ciuchów wiec musiałam wrócić do pokoju po ciuchy, gdy tylko weszłam zobaczyłam ten cały syf. Wygrzebałam szaro-fioletowy dres, to chyba jedyna rzecz którą nawet nie dotknął. Poszłam do łazienki przebrała się i zrobiłam dość mocny makijaż, miałam straszne wory pod oczami. Poszłam do pokoju i usłyszałam dźwięk dochodzący z telefonu, spojrzałam, na wyświetlacz i zobaczyłam "Janek". Nie miała ochoty z nikim gadać tym bardziej z nim. Położyłam się na łóżko i patrzyłam na telefon jak co chwilę dzwoni. Po jakiś 15 nie odebranych połączeniach znudziłam się i włączyłam laptop, weszłam na Facebooka, zaczęłam oglądać zdjęcia moje i Adriana. Po kilku zdjęć, włączyłam muzykę, ustawiłam głośność na fulla. Słuchałam muzyki i oglądałam zdjęcia z dzieciństwa jak Adrian był jeszcze w miarę normalny. Zaczęła lecieć piosenka :   Aleksandra- Nie będę twoja.

Znam jedno takie miejsce na parkingu tuż za rogiem 
W pół mroku i zawsze po zmroku parują szyby.
I nikt o niczym nie wie,
Nikt nie pyta o Twoje imię.
Zaspokajając swoje żądze kupujesz miłość za pieniądze.

Nigdy nie będę twoja
Zapominam więc o wszystkim co zdarzyło się.

Nigdy nie będę twoja 
Zapominam więc o wszystkim co zdarzyło się.

Znam jedno takie miejsce, gdzie codziennie pada deszcz
I choć mam do kogo wracać czasem możesz mnie tu spotkać.
I nikt o niczym nie wie,
Nikt nie pyta o Twoje imię.
Zaspokajając swoje żądze kupujesz miłość za pieniądze.

Nigdy nie będę twoja x3
Zapominam więc o wszystkim co zdarzyło się.


Zaczęłam płakać, nie mogłam się uspokoić od czasu do czasu dusiłam się przez łzy. Płakałam jak opętana. Telefon ciągle dzwonił, chciałam się komuś wyżalić, podeszłam do telefonu myślałam, że to Jasiek chciałam mu się zwierzyć, ale na wyświetlaczu zamiast "Jasiek" zauważyłam "Adrian" , nie wiem czemu, ale odebrałam.
-Posłuchaj, ścisz kur*a tą muzykę i otwórz pokój. Przecież nic takiego się nie stało.-Mówił bardzo spokojnie, tak jak chciał by mi uświadomić, że nic się nie stało.
-Nie chcę cie słuchać i będę słuchać muzyki!-Krzyczałam, płacząc.
-Nie wydzieraj się!
-O co ci tak w ogóle chodzi? Urodziłeś się po to, żeby niszczyć mi życie czy co?!-Pytałam płacząc.
-Ja ci niszczę życie? To ja się o ciebie całe życie troszczę!
-Ty się o mnie troszczysz? Niszcząc mi ciuchy?!
-Ja robię to dla twojego dobra, nie chce, żeby ci się stała krzywda!-Może jak by mówił spokojnie to jeszcze bym uwierzyła, ale on się na mnie wydarł.
Nie wytrzymałam i rzuciłam telefonem, niestety wyleciał przez okno robiąc w nim dziurę jednocześnie hałasując. Zaczęłam płakać i przybiegła mama.
-Córciu wyjdź z tego pokoju, proszę.
-Nie chce.-Odpowiedziałam płacząc.
-Kochanie nie możesz siedzieć tak wieczność, siedzisz już tam drugi dzień.-Powiedziała spokojnie moja rodzicielka.
-Co?!-Spytałam i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
-Tak drugi dzień, spałaś w ogóle?-Spytała moja matka.
-Nie, nie mam ochoty spać.-Powiedziałam.
-A masz ochotę coś zjeść?
-Nie nie mam.-Już się oburzałam.
-A masz ochotę otworzyć? W ogóle skąd ty masz klucze?! Hmm? Dasz nam chociaż wymienić okno?-Zalała mnie pytaniami.
-Nie, Nie, Nie i jeszcze raz nie.-Powiedziałam zła, nadal płacząc.
-A skąd masz klucz?!-Powiedziała obrażona.
-Znalazłam idź już.-Powiedziałam i włączyłam muzykę na fulla.
Jeremi-Bez niej nie było by nas.

Chciałbym być przy Tobie
Dlaczego? Nie wiem sam.
Przytulić Cię, powiedzieć
Komplement może dwa.
Dlaczego jest tak trudno
Zamienić parę słów,
Spojrzeć w Twoje oczy, 
Uśmiechnąć się i móc
Teraz żyć (teraz żyć) tą chwilą,
Myśli złe (myśli złe) przeminą.
Tak, ja wiem,
Nie jest łatwo lecz,
Miłość w swoim sercu ma.

I Ty to wiesz, że tu i teraz.
Miłość ma moc, ona wypiera.
To taka siła, którą w sobie masz.
Ona naszemu życiu daje blask.

Bez niej nie byłoby nas.
Bez niej nie byłoby nas.
Bez nie istniałby świat.
Bez niej nie byłoby nas.

Wciąż chcę być przy Tobie,
Dlaczego? Nie wiem sam.
Przytulam Cię i mówię.
Komplement albo dwa.

Choć tyle lat minęło
I tyle padło słów.
Spoglądam w Twoje oczy, 
Uśmiecham się i znów.

Mogę żyć tą chwilą.
Myśli złe (myśli złe gdzieś minął) przeminą.
Popatrz jak teraz łatwo jest,
Gdy miłość w naszych sercach trwa.

I ty to wiesz, że tu i teraz.
Miłość ma moc, ona wypiera.
To taka siła, którą w sobie masz.
Ona naszemu życiu daje blask.

Bez niej nie byłoby nas
Bez niej nie byłoby nas


Usiadłam na łóżku, wzięłam mój zapasowy telefon, przeglądałam Facebooka, kierowałam się w stronę łazienki, w pewnym momencie dostałam sms, najpierw zobaczyłam kto napisał "numer zastrzeżony",  bez zastanowienia zobaczyłam co napisał, było tam zdjęcie ...
 [...] z dopiskiem : Nie odbierasz to znalazł sobie pocieszenie.

Nie mogłam w to uwierzyć, zaczęłam płakać, rzuciłam telefonem w kont,  zbiła się szybka. Nie wiedziałam co mam robić oparłam się o ścianę, dotykając ją plecami zjechałam po niej i usiadłam okrakiem na podłodze. Ostatnio to było moje ulubione zajęcie. Patrzyłam przed siebie, ale nic nie widziałam cały obraz był rozmazany, kręciło mi się w głowie, strasznie mnie bolała, nie dziwie się jej cały czas płacze. `Boże ja myślałam, że on mógł do mnie coś poczuć, jaka ja głupia.- Ta myśl nie wychodziła mi z głowy.` `Myślałaś, że komuś możesz się podobać. Co za idiotka z ciebie.-Skarciłam się w myślach.` Siedziałam tak bardzo długo  siedząc i płacząc na podłodze. Po pewnym czasie zdrętwiały mi nogi, ból był niemiłosierny. Nie wiedziałam co robić, położyłam się na podłodze myśląc o wszystkim. `Ciekawe, kto wysłał te zdjęcie, przecież Janek nie zmieniał by numeru, żeby wysłać mi to zdjęcie i było tam napisane "Nie odbierasz to ZNALAZŁ SOBIE pocieszenie".` `Wiktoria idiotko czy ty coś do niego czujesz? Nie to nie możliwe.-Pomyślałam.` `Na pewno nie, a może ...- Z taką myślą zasnęłam na podłodze.
Obudziłam się na łóżku. `Co na ŁÓŻKU?! Jakim cudem?! Przecież zasnęłam na podłodze, drzwi były zamknięte i są dalej w zawiasach tylko jeden klucz jest do tych drzwi, który mam ja?!-Myśląc o tym rozszerzałam coraz bardziej oczy ze zdziwienia.` Rozejrzałam się po pokoju i na stoliku zauważyłam mój pamiętnik, a na nim telefon.
-Yyy co to?-Pytałam sama siebie.
Nie dostałam odpowiedzi bo jak miałam sama sobie odpowiedzieć, jak sama nie wiem o co tu chodzi.
 Wstałam i podeszłam do pamiętnika był otworzony, na kartce było coś napisane, ale ja tego nie pisałam, było napisane długopisem żelowym, przetarłam lekko palcem napis, a na moim palcu został lekki ślad długopisu, litery na kartce lekko się rozmazały, ale były czytelne. Wzięłam pamiętnik i zaczęłam czytać.

*Perspektywa Janka.

Siedziałem w domu, chłopaki zrobili sobie u mnie domówkę. Nie przejmuję się tym, jestem przyzwyczajony. Wszyscy dobrze się bawili, ale nie ja od dwóch dni nie mogę się dodzwonić do Wiktorii, pisze do niej sms, a ona nawet nie oddzwania. Nigdy nie martwiłem się żadną laską, nawet jak cięły się z mojego powodu, a o Wiktorii nie mogę przestać myśleć, martwię się o nią. Przyznam, że trochę wypiłem , trochę to mało powiedziane, ale to tylko, żeby nie myśleć o Wiktorii. Siedziałem i rozmyślałem nad sensem mojego życia, aż podeszła do mnie jakaś laska. Nie zwracałem na nią uwagi, do puki jak nie ściągnęła bluzki. 
-Łał.! Jeszcze nigdy mi tak szybko nie poszło nawet nic nie powiedziałem a ty już ściągasz bluzkę.-Zaśmiałem się.
*
-No widzisz, ale na razie ściągnęłam tylko bluzkę.-Powiedziała i zaczęła się przybliżać, po czym wbiła się w moje usta, w przerwie między pocałunkami powiedziałem.-A co jeszcze możesz zdjąć.?
-Wszystko.-Odpowiedziała śliniąc się na mój widok.
Całowaliśmy się namiętnie, zacząłem jeździć dłonią po jej nagich plecach. Po chwili zjechałem rękom na jej pośladek lekko go ściskając, na co dziewczyna jęknęła z zadowolenia. Dziewczyna oderwała się ode mnie, patrząc mi prosto w oczy, widziałem w jej oczach iskierki. Dziewczyna szybkim ruchem zdjęła moją koszulkę, a ja złapałem dwoma rękoma za szlufki w jej spodni i tak samo szybkim ruchem opuściłem je na dół, dziewczyna dokończyła za mnie robotę i zdjęła je do końca, po czy przybliżyła się do mnie, nie pozostawiając między nami żadnej przestrzeni. Położyłem ręce na jej biodrach powoli jedną opuszczając w dół, ciągnąć przy tym materiał jej dolnej bielizny, w połowie jej płaskiego tyłka zatrzymałem się i ścisnąłem jej pośladki, po czym ona wplotła swoje ręce między moje włosy. Ścisnąłem jej pupę jeszcze raz, a ona znowu jęknęła, próbując uregulować oddech. Masowałem jej "Płaski" tyłek. `Był na prawdę płaski, nie tak jak Wiktorii.-Pomyślałem.` `Czy ja naprawdę muszę ciągle o niej myśleć?!-Spytałem siebie samego w myślach.` Dziewczyna zjechała palcami, na plecy, po czym trochę niżej i była palcami tuż moich spodni, ob krążyła ręką moje ciało i znalazła się przy rozporku od moich spodni, już miała go odpinać, ale przyszedł Filipa. Odsunąłem się od niej, ale ona nie chciała dać za wygraną i przysunęła się do mnie.
*
 Popatrzyłem błagającym wzrokiem na Filipa a on powiedział.-E laska, spadaj muszę z nim pogadać.
-No, ale...-Nie dokończyła bo Smav jej przerwał.- Nie ma ale spadaj!
-Nigdzie nie idę, muszę się ubrać!-Powiedziała wkurzona.
-Dobrze, że bielizny z siebie nie zdjełaś, widziałem jak się przed nim rozbierasz. Twojemu bratu się to nie spodoba.-Powiedział z chytrym uśmieszkiem, machając przed nią palcem.
-Spie*dalaj, masz mu nic nie mówić!-Mówiąc to spojrzała na nas złowrogo i wyszła.
-Dzięki, nie wiedziałem jak z tym skończyć.-Powiedziałem.
-Nie ma sprawy, ale czemu miał byś z tym kończyć mogłeś iść do sypialni a nie rozbierać ją w kuchni.-Powiedział.
-Nie w sumie dobrze, że to przerwałeś, strach się bać, do czego mogło dojść.-Mówiąc to sam się wkopałem. 
-Stary, doszło by do tego co zawsze. Co się z tobą dzieje od tygodnia nie chodzisz na imprezy, nie pijesz, żadnej laski nie przyprowadzasz.? Co się dzieje?-Powiedział patrząc mi w twarz.
-Nic, ja idę się przewietrzyć.-Powiedziałem i puściłem mu oczko.
-No dobra, ale ubierz bluzkę.-Powiedział śmiejąc się.
-Dobra, dobra nie martw się tak o mnie.-Powiedziałem, wziąłem koszulkę i poszedłem do swojego pokoju.
W pokoju wyciągnąłem sobie nowe ciuchy, poszedłem do łazienki, przebrałem się, umyłem zęby i wyszedłem z domu. Chodziłem po mieście w końcu zadzwoniłem do kolegi,  gadałem z nim 30 minut, gdy się rozłączyłem zobaczyłem w telefonie godzinę okazało się, że jest 17:25, miałem 35 minut do zakmknięcia wszystkich sklepów. Poszłem do najbliższego centrum handlowego, zrobiłem zakupy i wyszedłem ze sklepu. Wszedłem na posesje, zobaczyłem pod drzewem rozbity telefon, spojrzałem na dom i zobaczyłem jedną mocno wybitą szybę. Wszedłem na drzewo i z jednej z gałęzi wskoczyłem cicho na balkonik, przełożyłem rękę przez otwór, w szybie i pociągnąłem klamkę. Wszedłem do sierotka i się przestraszyłem, otworzone drzwi od garderoby, a w niej porozwalane ciuchy, w kącie drugi rozbity telefon, poduszki porozwalane po całym pokoju, prześcieradło nie zaścielone, komputer włączony i ustawiony na jakiś smutnych, a za razem dziwnych piosenkach, do tego Wiktoria leżąca na podłodze, nie przestraszyłem się, że tm leży bo nie było widać krwi, ale za to było słychać jak niespokojnie oddycha. Stałem tak i patrzyłem jak śpi, lecz po chwili postawiłem ogarnąć, nie ogarnąłem wszystkiego bo jak bym miał to robić to ona już dawno by się obudziła. Pościeliłem łóżko i wziąłem delikatnie dziewczynę na ręce bałem, że się obudzi, ale ona nawet się nie wierciła. `Ciekawe ile ona nie spała i nie jadła?-Spytałem się w myślach.` `Jak ostatni raz ją "trzymałem" to była cięższa nie, że jest gruba czy ciężka tylko schudła i widać różnice wtedy ważyła jak piórko a teraz nie waży nic.-Pomyślałem.` Znalazłem jakiś zeszyt w jej szafce okazało się, że to jej pamiętnik, nie mogłem się opanować więc przeczytałem trochę.

   Drogi pamiętniku. Piszę bo mam problem, mój brat ciągle się mnie czepia, to jest już męczące, ciągle do mnie wydzwania, ciągle mnie kontroluje. Chciała bym, żyć normalnie. Moi rodzice- ahh tak oni coś ukrywają od kilku dni chodzą jacyś spięci i zdenerwowani, ale nic się nie odzywam nie chcę, żeby jeszcze bardziej próbowali to ukryć, bo wtedy jeszcze bardziej im to nie wychodzi. Aśka, się przeprowadza do Gdyni, teraz zostaje sama z Laurą bardzo będziemy za nią tęsknić, ale mam nadzieje, że nasz kontakt się nie urwie od czego jest internet. Zawsze będziemy mogły pisać sms, rozmawiać na skype i na facebook`u. Nurtuję mnie pytanie: "Co chodzi po głowie moim rodzicom i czemu się tak dziwnie zachowują."  
                                    -09.06.2015r.  17:30. 

  Drogi pamiętniku. Piszę bo mam problem, mój brat ciągle się mnie czepia i kontroluje na każdym kroku. Ostatnio poznałam fajnego chłopaka Franek się nazywał, nie czułam nic do niego, byliśmy tylko przyjaciółmi, ale Adrian wszystko zepsuł, ciągle miesza się w nie swoje sprawy, mam już go dość. Co do moich rodziców to nadal mi nie powiedzieli o co chodzi, ciągle chodzą spięci jakby, ktoś umarł, oby nie nie mamy dużo bliskich osób, niedawno umarła moja babcia i bardzo źle to przeżyłam, ale o tym już pisałam. Tak też o tym, że chciałam się zabić przez to, chciałam podciąć sobie żyły, ale przyszła Laura i zobaczyła, że trzymam żyletkę wydarła się na mnie jak na jakąś Idiotkę. A może nią jestem? Sama nie wiem. Aśka wyprowadza się za trzy dni, robimy jej imprezę niespodziankę na pożegnanie, jej rodzice o tym wiedzą i bardzo spodobał im się pomysł.
-13.06.2015r.  18:45.

`Co Wiktoria próbowała popełnić samobójstwo? Nie to nie możliwe.-Myślałem nie mogąc uwierzyć.

Drogi pamiętniku. Znowu ta codzienna rutyna z Adrianem, jest coraz gorszy. Aśki już nie ma 2 dni bardzo za nią tęsknie już gadaliśmy trzy razy przez skype pokazywała mi swój dom, ma pokój o którym zawsze marzyła dowiedziała się też, że będzie miała rodzeństwo, zawsze po tym marzyła a jak tylko o tym wspominała mówiłam jej, że ja z chęcią pozbędę się mojego. Przyjęcie wyszło idealnie wszyscy przyszli, a m w trójkie to znaczy ja Laura i Aśka płakałyśmy. Trudno uwierzyć, ale za 5 dni koniec szkoły. Jupi!!. Moi rodzice nawet nie pisnęli słówkiem co się dzieje, zawsze mieli mało czasu wolnego, ale teraz nie mają go w ogóle. To jest straszne jak tylko się dowiem o co im chodzi od razu napiszę i wyjaśnię mam nadzieję, że to nic strasznego.
-19.06.2015r.  15:52

Drogi pamiętniku. Dziś chyba pierwszy raz na początku nie wspomnę jak to Adiś mnie wkurza. Bo dowiedziałam się czemu moi rodzice, chodzili tacy spięci po prostu nie wiedzieli jak nam powiedzieć, że się wyprowadzamy, z jednej strony mi smutno po rozstaniu z Aśka a na myśl, że jeszcze muszę rozstać się z Laurą to koniec świata, ale ciesze się, że będę mogła zacząć nowe życie. Mam nadzieje, że Adrian znajdzie sobie tam dziewczynę i trochę mi odpuści. Może i ja znajdę sobie drugą połówkę. Bo w Lublinie chyba już każdy boi się mojego natarczywego, podłego, najgorszego na świecie brata. Może tam będzie inaczej wyprowadzamy się dzień po zakończeniu szkoły. 
-21.06.2015r.  21:55
 `Kurdę co ta za Adrian, że ona ciągle o nim pisze.-Pomyślałem.` `Nie czytaj dalej, nie czytaj.-Mówiła mi moja podświadomość.` `No na co czekasz, weź czytaj dalej.-Mówiła mi podświadomość.` `Boże jakie to głupie, gdy raz mówi ci tak a raz tak.-Pomyślałem.` Zacząłem czytać dalej.

Drogi pamiętniku. Jestem już w Legnicy, ładne miasto, ale widziałam je tylko za szyby auta, nie miała okazji jeszcze go zwiedzić. Mój brat jest bardzo szczęśliwy, że to właśnie tu zamieszkamy, bo ma tu znajomych w tym najlepszego przyjaciela Mateusza. Na razie nic jeszcze nie odwalił. No i zakolegowałam się z taką jedną dziewczyną jest moją sąsiadką nazywa się Ania. Bardzo ładna i miła dziewczyna, chyba zostaniemy przyjaciółkami, bobrze się z nią rozumiem.
-28.06.2015r.  15:10

Drogi pamiętniku. Nie myliłam się dziś idę, zaprzyjaźniłam się z Anią. Dziś wybieram się z nią na miasto, wydaje mi się, że ma dobry wpływ na mojego NIE kochanego braciszka. A co do Adriana dalej nie dał mi spokoju ciągle mi przeszukuje ubrania, co nie kupię to sprawdza, codziennie jak wychodzę muszę mu się pokazywać , myślałam, że będzie lepiej, ale jest coraz gorzej. Musze iść się szykować na zakupy. Pa.
-03.07.2015r.  13:17

Drogi pamiętniku. Po zakupach, wróciłam do domu, od razu przyleciał  Adrian mnie sprawdzić. Na zakupach wpadłam na jakiegoś chłopaka miał brązowe oczy i włosy, muszę stwierdzić, że jest nawet przystojny. Będziemy szli na "gorącą czekoladę" bo kawy nie lubię on chyba zresztą też. Nie mogę przestać o nim myśleć. Jest inny, niż ci wszyscy, których znam. Nawet i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie nawet przyjaźń bo pewnie mój brat go pogoni tak jak wszystkich. Ahh ta codzienna rutyna.
-04.07.2015r. 10:22

Skończyłem czytać, i otworzyłem na byle jakiej nie popisanej stronię i sam na pisałem:

Wiktoria martwiłem się o ciebie, nie pisałaś nie dzwoniłaś nie odbierałaś ode mnie. Wiem pewnie jesteś zdziwiona skąd mam twój adres, ale nie mogę powiedzieć. Odkąd cię poznałem, strasznie się zmieniłem, nie mogę przestać o tobie myśleć. Od pierwszego spotkania mi zawróciłaś w głowie. Wiem, że wysłali ci zdjęcie z tą dziewczyną, nie będę się tłumaczył bo to nic nie pomoże, przecież nie będę kłamał. Przepraszam cię, za to to nie miało tak być, byłem pijany ona przyszła i zaczęła się przedemną rozbierać, nie umiałem odmówić, chcę ci tylko uświadomić, że do niczego nie doszło. Mam nadzieję, że mi wybaczysz kiedyś. Słyszałem, że rozwalił ci się telefon, wiec kupiłem ci nowy. Proszę nie pisz, nie dzwoń, nie przychodź do mnie. Chcę, żebyś była bezpieczna, daleko ode mnie. Zapomnij o mnie.
Twój Kochany Jaś.

Położyłem otwarty pamiętnik na szafce, a na nim nowy telefon dla Wiktorii. Wyszedłem z jej domu, przez drzwi balkonowe, przełożyłem rękę przez dziurę w oknie i zamknąłem drzwi i z balkonu skoczyłem na drzewo. Poszedłem do domu, była już 01:20 jak ten czas szybko zleciał. `Jasiek ty debilu, mam nadzieję, że nie zrobiłeś jej nadziei!-Wydarłem się na siebie w myślach.` W domu, było jeszcze parę osób poza moją ekipą.
-Co tak szybko skończyliście?-Spytałem chłopaków.
-Nie wiem, jakoś tak wyszło.-Powiedział Rafał.
-Dąbrowski szef cie woła, za dziesięć minut będzie pod twoim domem.-Powiedział Patryk, to taki przydupas szefa, nikt go nie lubi.
-Jasne, dobra chłopaki idę się przebrać.-Powiedziałem i udałem się do pokoju.
Wszedłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko. Myślałem o Wiktorii, ciągle o niej myślę. Boję się, że coś się jej może stać, nie wybaczył bym sobie. Po kilku minutach przyszedł Filip. 
-E Stary Eskacz czeka.-Powiedział.
-Idę, idę.-Powiedziałem i wyszedłem z domu. Skierowałem się w stronę czarnego auta z przyciemnianymi szybami. Szef uchylił lekko okno i powiedział.-Wchodź.
-Jestem.-Powiedziałem.
-Mamy problem.-Odezwał się Eskacz.
-Yhy.-Odpowiedziałem tak bo już się przyzwyczaiłem.
-Żmijki.-Rzucił, a ja od razu zrozumiałem o co chodzi.
-Co jest?-Spytałem zaniepokojony.
-Słuchaj, LeStefan słyszał jak mówili o jakimś, nielegalnym towarze.-Powiedział oschło.
-Ma...-Nie zdążyłem dokończyć, bo mi przerwał.
-Nie raczej coś mocniejszego.-Powiedział mój szef.
-No to idziemy, zabieramy i uciekamy.-Powiedziałem.
-Nie to nie takie proste, to nie jest kilka gramów.-Powiedział i zdjął swoje czarne okulary.
-Czyli?-Spytałem, robiło się coraz groźniej.
-Czyli, że pięcioma samochodami, byś nie zabrał wszystkiego.-Powiedział oschło.
-Co? To już nie żarty.-Powiedziałem.
-No dopiero teraz si ...-Nie zdążył dokończyć.
-Tak myślałem, że to szybka robota.-Przerwałem mu.
-Nie, nie będzie tak łatwo musicie się z tym pogodzić.-Powiedział.
-Czyli koniec imprez?-Spytałem.
-Nie imprezy muszą się odbywać, bo mogą coś podejrzewać, tylko musicie uważać na gości.-Powiedział.
-Tak jest.-Powiedziałem.
-Poinformuj potajemnie chłopaków,  powiem szczegóły widzimy się w Katowicach o 16 macie być na miejscu, dołożymy wam kilku chłopaków, a i od dziś uważajcie, a na nowe znajomości i szczególnie na siebie.-Powiedział, a ja wyszedłem z auta i poszedłem do chałupy.
Na szczęście wszyscy goście już poszli, zostałem sam z ekipą. Zawołałem ich do piwnicy, która jest bardzo dobrze ukryta, zebrali się wszyscy i ogłosiłem.-No mamy sprawę "Żmijki" ... (Nie będę opowiadać dwa razy, bo było by już nudne.) 
-Fu*k.-Powiedział Rembol.
-Nie, a jak zabiorą mi całe jedzenie.-Zażartował Rafał, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dobra  jedziemy do Katowic, o 11 wiec idźcie spać.-Powiedziałem.
-Ale mamy być tam o 16. To po co tak wcześnie jechać?-Spytał LeStefan.
-Nie marudź idź spać.-Powiedziałem i każdy udał się do swojego pokoju.
Miałem iść spać, ale nie mogę zasnąć ciągle myślę o Wiktorii. Zasnąłem o 6:20, a o 11 mieliśmy jechać.

Ludzie myślą, że ból zależy od siły kopniaka. Ale sekret nie w tym, jak mocno kopniesz, lecz gdzie.  -Neil Gaiman 

Ludzie pisałem ten rozdział dwa dni miałam dużo na głowię. W następnym tygodniu prawdopodobnie będzie tylko jeden rozdział, przepraszam, ale moja starsza siostra się przeprowadza i będę pozbywać się jej rzeczy, w dodatku mam urodziny w weekend i nie będę miała jak pisać, napiszę w poniedziałek wieczorem, prawdo podobnie. Chyba, że będę w mniedzy czasie pisać na telefonie. Mam nadzieje, że się spodoba.

Kochani mam problem.Mam dać Adriana jako  Żmijkę  czy  Jako nową osobę w zespolę Jaśka ??? Piszcie w komentarzach.