W pewnym momencie zobaczyłam Katrinę z jakimś chłopakiem. Gadała z nim po chwili, chciała go pocałować, ale on ją odepchnął. Ona szybko zaczęła się obracać czy nikt tego nie widział, to była jej typowa reakcja, wiec ja odwróciłam wzrok, żeby nie widziała, że na nią patrze. Powiedziała do tego chłopaka, że musi iść do koleżanek i pokazała na nas, kątem oka widziałam jak ten chłopak na nas zerka, był bardzo podobny do Jasioka, gdy się odwróciłam w ich stronę chłopak szybko odwrócił się i powiedział do Kat "nara". Katrina podeszła do nas i chciała mnie przytulic, ale ja się odsunęłam, widziałam, że ten chłopak po kryjomu na mnie patrzy.
-Ej Wiktoria, nadal się gniewasz?-Spytała obojętnie Kat.
-Raczej nie inaczej.-Rzuciłam oschle.
-On i tak cie nie kochał.-Powiedziała Katrina.
-Lepiej uciekaj, bo jak cie dopadnę to ci wszystkie włosy powyrywam i wtedy dopiero będziesz musiała nosić doczepy!-Powiedziałam złośliwie.
Czułam na sobie jego wzrok z jednej strony chciałam się odwrócić i upewnić czy to nie jest Jaś, ale z drugiej strony nie chciałam temu gościowi satysfakcji.
-Ej dosyć!-Krzyknęła Liwia.
-Właśnie, nie lubicie się to się olewajcie, a nie szopkę odstawiacie.-Powiedziała Weronika.
Nic się nie odezwałam, w sumie mają raję. Szłam za dziewczynami, naglę doszłyśmy do Burger King`a. Dziewczyny po siłowni były strasznie głodne. Ja jadłam jak tu przyjechałam, wiec wzięłam tylko HOT BLONDIE, nie chciało mi się pić wiec nic nie wzięłam. Jako pierwsza odebrałam zamówienie, wiec poszłam zająć miejsca. Usiadłam przy 5 osobowym stoliku bo 4 osobowego nie było. Po niecałych 4 minutach przyszły dziewczyny, trzymały w ręce 4 Carlsberg`i. Katrina podała mi jednego, zdziwiłam się może one mają już 18 lat, ale ja nie.
-Ale ...-Nie dokończyłam bo mi przerwały.
-Nie ma żadnego, ale.-Powiedziała Liwia.
-Ale ja nie mam 18 lat!-Krzyczałam.
-Nie krzycz, nikt nie musi wiedzieć.-Powiedziała Weronika.
-Nie wiem, nie jestem przekonana.
-No weź nie widziałyśmy się dwa tygodnie, a ty nawet na naszych urodzinach nic nie piłaś.-Powiedziała Li.
-A na moich nawet nie byłaś.-Powiedziała Kat, spoglądając na mnie złowrogo.
Nie odezwałam, bo stwierdziłam, że tak będzie najlepiej nie chciałam zaczynać kutni.
-No nie daj się prosić.-Powiedziała Liwka robiąc minę zbitego psiaka.
-No dobra, ale nie rób tak.-Powiedziałam.
-Tak?-Powiedziała i znowu zrobiła tak samo.
-Ej.-Powiedziałam i napiłam się "Napoju", którego mi przyniosły.
-No i prawilnie.-Zaśmiała się Liwia, a my dołączyliśmy do niej,
Siedziałyśmy tam godzinę.
-Ej dziewczyny za pół godziny macie autobus.-Oznajmiłam.
-Wiecie co nie chce mi się jechać, do domu.-Powiedziała Liwcia.
-No mi w sumie też.-Powiedziała smutna Weronika.
-To zostańmy w hotelu.-Zaproponowałam.
-No w sumie, czemu nie.-Powiedziały dziewczyny.
-Ale ty też?-Spytałam i wskazałam palcem na Kat.
-No przecież sama nie będę wracać.-Powiedziała.
-No dobra.-Powiedziałam i głośno westchnęłam.
-No już. Idziemy szukać hotelu.-Powiedziała uradowana Liwia.
-No tylko trzeba powiadomić rodziców.-Powiedziała Werka.
-Po co rodziców jesteśmy pełnoletnie.-Powiedziała Katrin.
-No i co, ale oni i tak się martwią.-Powiedziałam.
-No tak ty jesteś jeszcze nie pełnoletnia.-Powiedziała złośliwie Katrina.
-Kat, Wiktorcia ma racje, rodzice się martwią nie ważne ile mamy lat.-Powiedziała Li.
Katrina zaczęłam płakać, podeszłam do niej i spytałam co się stało. Nic nie odpowiedziała tylko wtuliła się we mnie. Stałyśmy tak 30 minut, dziewczyny ciągle się na nas patrzyły, a ja na prawdę nie wiedziałam o co chodzi. Potem Kat uspokoiła się trochę i poszłyśmy poszukać hotelu w pierwszym jakiego znalazłyśmy był wolny pokój 4 osobowy. Weszłyśmy do pokoju nr 202. Zadzwoniłam do mamy i poinformowałam ją o moich planach. Liwia i Weronika też zadzwoniły do rodziców , tylko mama Liwii chciała, żeby na chwilę zeszła na dół. Li nie chciała iść sama, wiec Wera poszła z nią. Zostałam sama z Kat. Siedziałam i nie odzywałam się do niej, z resztą ona do mnie też.
-Bo...-Zaczęła.
-Ja chciałam cię przeprosić.-Dokończyła.
-Nie masz za co.-Powiedziałam, choć wiedziałam i czułam, że jest inaczej.
-No za to co zrobiłam wtedy na domówce, u Mi...-Przerwałam jej.
-Nie wymawiaj przy mnie tego imienia. Tak wiem, za co przepraszasz.-Powiedziałam wkurzona.
-No właśnie, bardzo mi przykro naprawdę.-Powiedziała smutna Kat
-Nie, teraz to już za późno.-Powiedziałam zażenowana.
-Ale Kusia, przepraszam szczerze, ja już wcześniej chciałam cię przeprosić, ale mi honor nie pozwalał.-Powiedziała patrząc się na mnie.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam.
-Ale lubiłaś jak cie tak nazywałam.-Powiedziała smutna.
-Właśnie lubiłam, czas przeszły.-Warknęłam w jej stronę.
-Ku ... Wiktoria no bo ja ...-Przerwała.
-No bo ja naprawdę, nie wiedziałam co robię.-Dokończyła.
-Jak nie wiedziałaś co robisz, nie wiedziałaś, że dobierasz się do chłopaka, który od 7 lat mi się podobał?-Spytałam z niedowierzaniem.
-No właśnie tak bo ja no ja wtedy nie panowałam nad sobą.-Powiedziała przecierając twarz rękoma,
-Możesz coś lepszego wymyślić?-Spytałam chamsko.
-Ale ja nie wymyślam, ja mówię prawdę. Bo ja wtedy ..
-Yhy ty wtedy ... -Powiedziałam z kpiną w głosie.
-Bo ja półgodziny przed tym...
-Yhy dalej, bo ...-Przerwała mi.
-Ćpałam!-Krzyknęła i zaczęła płakać.
-Cooo?!-Spytałam z niedowierzaniem.
-Ty sobie ze mnie jaja robisz?-Spytałam.
-Nie Wiktoria przepraszam.-Powiedziała krztusząc się przez łzy.
-Wybaczam.
-Naprawdę?-Spytała.
-Nie, ale to nie wszystko.-Powiedziała głośniej płacząc, a ja ją przytuliłam.
-No bo ja się z nim przespałam.-Powiedziała wtulając swoją głowę w mój brzuch.
-No i co nic się nie stało.-Powiedziałam, choć było m bardzo przykro, ale to już się nie liczyło, liczy się tu i teraz, przecież mam Janka, `właśnie Janka, nie chce mnie znać` i ja też zaczęłam płakać.
-No bo ja byłam w ciąży.-Powiedziała wtulając się mocniej.
-Jak?-Otworzyłam szerzej oczy.
-No bo ja poroniłam, ale nie przypadkiem. Zabiłam, zabiłam je rozumiesz?!-Krzyczała.
Nagle zaczęło mi się kręcić w głowię, usłyszałam tylko krzyk Katusi, ale nie rozumiałam co krzyczała, za chwilę nic nie słyszałam. Widzę tylko ciemność. Powieki zrobiły się strasznie ciężkie. Próbowałam je otworzyć. Po wielu próbach się udało, akurat gdy otworzyłam oczy poczułam coś zimnego, mokrego, nie było to przyjemne.
-Obudziłaś się!-Krzyknęła Katrina.
-Katrina? Co ONA tu robi?-Spytałam, lecz po chwili wszystkie wspomnienia wróciły.
-Przepraszam.-Powiedziałam i wtuliłam się w Kat.
-Nic się nie stało K-kusia.-Powiedziała niepewnie, a ja się uśmiechnęłam.
-Tęskniłam Katuś.-Powiedziałam, a na jej twarz wkradł się wielki uśmiech przypominał trochę banana.
-Nie było nas pół godziny wy a wy się pogodziliście?-Powiedziała Li.
-Tak wszystko sobie wyjaśniłyśmy.-Powiedziałam.
-Mam nadzieje.-Powiedziałam i spojrzałam się na Kat.
Postanowiłyśmy, że pójdziemy szybko jeszcze do centrum. Ogarnęłyśmy się i wyszłyśmy. Chodziłyśmy po sklepach godzinę, kupiłam bardzo dużo ciuchów. Po drodze dziewczyny wstąpiły po coś do "picia". Usiadłyśmy na ławce w parku i popijałyśmy "napój". Potem Kat i Wercia poszły po następne. Ja z Liwią zostałyśmy, zaczęłyśmy gadać. Po 10 minutach zobaczyłam Mikołaja z Anią?.Przytuliła się do niego, a po chwili pocałowała go w policzek. Patrzyłam na nich, ale to był mój błąd. Ania mnie zobaczyła, zaczęła mi machać, Mikołaj też się odwrócił. Zaczął się na mnie patrzeć, po chwili oblizał językiem usta. To było obrzydliwe wiem, że mu się podobałam, ale on chciał mnie tylko zaciągnąć do łóżka. Zaczęli się zbliżać, udawałam obojętną. Przyszły dziewczyny jakby nigdy nic podały nam piwo, dosiadając się do naszej czwórki to teraz z 4 zrobiło się 6. Po następnych dwóch piwach, byłam już pijana. Śmiałam się, ale olewałam Anie. Chyba nawet próbowała mnie przepraszać, ale ją olewałam. Po dwóch godzinach siedzenia tam byłam już kompletnie pijana.
-Wiktoria, możemy porozmawiać?-Spytał Miki.
-No, pewnie.-Powiedziałam uśmiechnięta.
-Kusia!-Powiedziała Katka.
-Tak.-Spytałam.
-Proszę zostań.-Powiedziała.
-5 minut będziemy.-Powiedział chłopak.
-Ale ja nie chcę, żebyś z nią gdziekolwiek szedł!-Krzyknęła moja przyjaciółka.
-Ale jej się nic nie stanie, on chcę porozmawiać z nią o mnie.-Powiedziała Anka do Kat na ucho, ale wszystko było słychać.
-No macie 5 minut.-Powiedziała Kat.
Poszłam z nim do lasu bo powiedział, że nie może nikt nas słyszeć. Myślałam, że naprawdę będziemy rozmawiać o Ani, ale się myliłam. Zaczął się do mnie zbliżać, a ja zaczęłam się cofać, aż oparłam się plecami o drzewo. On się uśmiechnął i położył ręce na mojej tali. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Tak bardzo chciałam go pocałować, ale przypomniał mi się Jasio. Zaczęłam się wyrywać, a on bardziej przycisnął mnie do drzewa.
-Ja wiem, że tego chcesz.-Wyszeptał mi słodko do ucha.
-Nie, nie chcę.-Skłamałam, bardzo tego chciałam.
-Nie daj się prosić.-Powiedział.
-Nie, ja naprawdę nie chcę.-Powiedziałam stanowczo.
Zaczęłam się wyrywać, ale że jestem dziewczynom i to do tego nie jestem trzeźwa, nie udało mi się. Przeniósł swoje ręce niżej, po chwili lekko je ścisnął, a ja zaczęłam się wyrywać z całej siły. Zaczął ściskać swoje ręce jeszcze bardziej. Nie panowałam nad sobą i kopnęłam go z całej siły w kroczę. Zwijał się z bólu na ziemi, a ja uciekłam. Biegłam przez las, po pewnym czasie wbiegłam do parku. Biegłam, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa, nie poddawałam się bo słyszałam jak za mną biegnie. Po chwili zaczął mnie wyzywać od najgorszych, naglę na kogoś wpadłam.
*Perspektywa Janka.
Rano pojechaliśmy do Katowic. Poszliśmy na miejsce i uzgodniliśmy plan. Okazało się, że jeden z nowych ma problem i wszyscy się spóźnią. Wiec poszliśmy do siłowni trochę poćwiczyć. Raczej oni bo ja zostałem jeszcze z szefem. Po rozmowie z Eskaczem, poszedłem do siłowni. Zobaczyłem jak Kiślu siłuję się ze sztangą. Usłyszałem śmiech jakiś dziewczyn, stwierdziłem , że śmieją się z Rafała, bo z kogo innego? Jeden głoś wydał mi się znajomy, spojrzałem w stronę dziewczyn i zobaczyłem tam Wiktorie. Szybko się odwróciłem i zawołałem chłopaków. Poszliśmy do szefa, który czekał z trzema nowymi chłopakami. Gdy zobaczyłem Adriana cały się zagotowałem, wiedziałem, że będą z nim problemy. Poznaliśmy się i poszliśmy do maka. Ja nie byłem głodny wiec zostałem w ustalonym miejscu. Pisałem sms do Kiśla, ale jakaś dziewczyna o mnie podeszła.
-Ekhem
-Co?-Spytałem oschło.
-Wyluzuj, mogę od ciebie zadzwonić? Bo umówiłam się z przyjaciółkami, a nie wiem gdzie są. Proszę?
-Yh masz.-Powiedziałem i dałem jej telefon.
Widziałem jak wchodzi w kontakty i zapisuje mi swój nr. Nie wiem chyba myśli, że mi się podoba, ale się myli.
-Ekhem.
-A no ten... gdzie się tu wpisuje numer?-Spytała głupio.
-Tu.-Powiedziałem i pokazałem.
Zadzwoniła i nikt nie odebrał.
-Katrin.
-Co? A ten Janek.-Powiedziałem.
Chwilę pogadaliśmy i dziewczyna stanęła na palcach, nie chciałem jej całować, wiec ją odepchnąłem. Dziewczyna zaczęła oglądać się za siebie i nagle powiedziała.
-Musze iść koleżanki na mnie czekają, nie zauważyłam ich.-Powiedziała i pokazała palcem na trzy dziewczyny.
Zauważyłem, że w śród tych dziewczyn jest Wiktoria. Po chwili Katrina chciała przytulić Wiktorie, ale ona się odsunęła, wyglądało to komicznie. `A może ona zauważyła, że to ja i o nie.-Pomyślałem.` Ale usłyszałem ich rozmowę.
-Ej Wiktoria, nadal się gniewasz?-Spytała obojętnie Kat.
-Raczej nie inaczej.-Rzuciła oschle Wiki.
-On i tak cie nie kochał.-Powiedziała Katrina.
`On i tak cie nie kochał? O boże chodzi o mnie?-Pytałem sam siebie.` `Nie bo przecież, już wcześniej się gniewała, a ja Katrin spotkałem po raz pierwszy.-Pomyślałem i mi ulżyło.`
-Lepiej uciekaj, bo jak cie dopadnę to ci wszystkie włosy powyrywam i wtedy dopiero będziesz musiała nosić doczepy!-Powiedziała złośliwie Wiktoria.
`Nie wiedziałem, że ona potrafi tak odpowiedzieć.-Pomyślałem.`
-Ej dosyć!-Krzyknęła ich koleżanka.
-Właśnie, nie lubicie się to się olewajcie, a nie szopkę odstawiacie.-Powiedziała druga.
Dostałem sms i poszedłem do McDonald'a. Potem poszliśmy obgadać plan. Po 3 godzinach stwierdziłem, że musimy odpocząć.
-Dobra na dziś koniec.-Powiedziałem.
-To co teraz?-Spytał Mikołaj.
-Idziemy się bawić!-Krzyknął Rafał.
-Co masz na myśli?-Spytał Mikołaj.
-Ej nikt nie mówił, że jesteśmy grzecznymi chłopczykami.-Powiedział słodko Filip, a my zaczęliśmy się śmiać.
-No, to fajnie, nie będzie sztywnie.-Powiedział Mikołaj.
Poszedłem z Smav'em, Rembolem i Kacprem do klubu, który znajdował się koło parku. Po niecałych 4 godzinach znudziło mi się, gadanie z chłopakami, wiec wyszedłem. Założyłem słuchawki i szedłem dróżką w parku, kiedy ktoś na mnie wpadł, słuchawki automatycznie wypadły mi z uszu, a ja sam upadłem na ziemie, a ona na mnie skąd wiedziałem, że to dziewczyna? Bo po pierwsze jej długie włosy, wpadały mi do oczów, a po drugie wbiła we mnie paznokcie. Usłyszałem jak ktoś biegnie w naszą stronę, wyzywając tą dziewczynę. Automatycznie zacząłem się podnosić, podałem tej dziewczynie rękę, żeby pomóc jej wstać. Dziewczyna szybko wstała, a ja schowałem ją za moimi plecami, żeby obronić ją przed tym chłopakiem. Jak był już niedaleko nas zauważyłem, że to jest Mikołaj.
-O skąd ty się tu wziąłeś?-Spytał mnie.
-To raczej ty powiedz mi co ty tu do cholery robisz.-Powiedziałem oschło.
-Przyszedłem po moją zgubę.-Powiedział skazując na dziewczynę za mną.
-Po co?-Spytałem chamsko.
-Po dziewczynę stojąca za tobą.-Powiedział z ironią.
-Jaką dziewczynę?-Spytałem udając głupiego, nie chciałem mu przy*ebać.
Może ja nie traktowałem dobrze dziewczyn, ale żadna przede mną nie uciekała, ze strachu.
-Stary.-Powiedział wkur*iony.
-Janek.-Usłyszałem cichy głos za sobą.
`Boże to Wiktoria.!-Pomyślałem zły.`
-Spokojnie.-Powiedziałem cicho do dziewczyny.
-Oddaj ją.-Powiedział.
-A co ona zabawką jest?-Spytałem z ironią w głosie.
-Stary nie róbmy problemów.-Powiedział.
-To spad*j.-Powiedziałem głośniej.
-Chciałem po dobroci.-Powiedział i zaczął się przybliżać.
-Odsuń się.-Powiedziałem cicho do dziewczyny.
Mikołaj stał metr ode mnie, naglę podniósł rękę i się zamachnął, dziewczyna odskoczyła, a ja zablokowałem cios ręką. Złapałem jego kończynę, z całej siły zaciskając i przekręcając, ja w bok. Chłopak jęknął z bólu i próbował mnie kopnąć, ale przewidziałem jego ruch i odepchnąłem go, puszczając jego prawą rękę z uścisku. Chłopak upadł na ziemie. Szybko wstał i zaczął się sapać. Po tym wszystkim, znowu próbował mnie uderzyć, ale się nie dałem. Uderzyłem go z całej siły w ryj, a ten padł na ziemię, zwijając się z bólu.
-Jeszcze mnie popamiętasz.-Powiedział.
-Zobaczymy.-Odpowiedziałem kpiąco.
-Zabije cię, ale przed tym zerżnę ją, na twoich oczach, a ty nie będziesz mógł nic zrobić!-Krzyknął śmiejąc się jak opętany.
Nie mogłem już tego słuchać, kopnąłem go z całej siły w brzuch, chciałem znowu, ale mi przeszkodzono.
-Janek! Nie! Leżącego się nie kopie!- Krzyczała na mnie dziewczyna.
-Jak chcesz.-Powiedziałem.
Schyliłem się, pociągnąłem go do góry za koszulkę tym samym go stawiając na ziemi. Uderzyłem go z całej siły z mordę i znowu upadł, ale tym razem nie pozostał mi winny i uderzył mnie w nos. Nie uderzył mocno, ale wystarczyło, żeby zaczęła mi lecieć krew.
-Janek do cholery! Zostaw go! Chodź już!-Krzyknęła Wiktoria podbiegając do mnie.
Chwyciła mnie za rękę i splotła nasze palce. Uśmiechnąłem się pod nosem, ale ona chyba to zauważyła, bo też się uśmiechnęła.
-Jeszcze się policzymy.-Krzyknął.
-Zamknij ryj!-Krzyknąłem przez zaciśnięte zęby.
Wiktoria pociągnęła mnie za rękę i w taki sposób zaczęliśmy się oddalać.
-On i tak chce cie tylko wykorzystać!-Krzyknął ten pajac.
-Wal się!- Krzyknęła, puszczając mnie i pokazując mu środkowy palec.
Wspólnota w nieszczęściu i cierpieniu przyciągnęła ich do siebie jak magnes. Zaczęło się od pokusy, a gdyby tak wszystko rzucić i uciec. -Harlan Coben
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale brak weny daje znać. Naprawdę przepraszam. Mam nadzieje, że zrozumiecie, bo ja nie jestem robotem.


Super rozdział mordko :)
OdpowiedzUsuńMnie się podoba ten styl pisania a może sie nie znam? Kto tam wie Mnie taka długość i odległość pisania pasuje :*
Pozdrawiam ^^
Cieszę się, ale chciała bym poznać jeszcze kogoś opinie. Jesteś Najlepsza. :* .
OdpowiedzUsuńSuper rozdział. Ja się CHYBA nie znam na stylu pisania... ale fajnie się to czyta. Czekam na nexta ^=^
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
OdpowiedzUsuń