niedziela, 4 października 2015

-Kochanie podejdz do kuchni.-Powiedziała spokojnie.

-Ide.-Powiedziałam, trochę wystraszona.

-Patrz kogo tu wiatr przywiał.-Powiedziała wesoła.

Mogłam się domyśleć,  że ona mu od razu wybaczy.

-Co wy tu robicie.-Powiedziałam wkurzona.

-Siostra przyszliśmy was odwiedzić.-Powiedział uśmiechnięty.

-Nie interesuje mnie to nie chcę was widzieć.-Powiedziałam obojętnie.

-Wiktoria przestań.-Próbował jeszcze raz.

-Nie chce cie tu więcej widzieć. -Powiedziałam.

-Wiktoria to jest moja przyszła teściowa,  matka twojego brata i niedługo także babcia naszegl dziecka.-Powiedziała Anna.

-Nie odzywaj się, nie jesteś w naszej rodzinie,  nie byłaś i nie będziesz.  Ukrywałaś tego głupka, przez co moja mama prawie straciła prace. -Powiedziałam beznamietnie.

-Nie przesadzaj.- powiedział Adrian.

-Milcz, milcz idioto.-Powiedziałam.

-Wiktoria opanuj emocje.-Powiedziała moja matka.

-Panuje nad nimi.-Powiedziałam beztrosko.

-Nie prawda, nie panujesz.-Powiedział Adi.

-Gówno wiesz!-Krzyknełam.

-Wiktoria!-Uniosła się Matka.

-Wychodzę! -Krzyknełam.

-Nigdzie nie idziesz!-Krzyknęła , ale było już za późno bo trzasnełam drzwiami.

Zaczęłam biec, bo usłyszała jak coś rozbija się w domu. Biegłam jak najszybciej umiałam, wbiegłam w las bo usłyszałam trzaskanie drzwi to na pewno Adrian. Było ciemno, a ja w lesie, bez telefonu sama w dodatku pokucona z najbliższymi. Bardziej boje się Adriana, niż tej ciemności i osób, które mogłabym spotkać. Strasznie się zmęczyłam wiec usiadłam pod drzewem, nawet nie wiem kiedy zasnęłam, poczułam tylko jak ktoś mnie bierze na ręce, ale nie miałam siły otworzyć oczu. Po chwoli poczułam na ciele fale gorąca. Otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Matke,  Adriana i Anke stojących nade mną, lepiej być nie mogło!

-Kochanie nie uciekaj z domu.-Powiedziała mama a ja natychmiast zamknęłam oczy.

-Gdzie ją znalazłeś. -Dodała.

-No ten, w lesie ped drzewem spała.-Powiedział.

-Wiktoria co ty sobie wyobrażasz?!.

-Dajcie mi spokoju. -Powiedziałam i poszłam szybko do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i nie wychodziłam z pokoju.
-Wyjdz.-Powiedziała.

-Nie, ide spać dajcie mi spokuj.

-Rano cie tu widzę.

-Nigdzie nie wyjdę,  nie chce na was patrzeć! Mam was dość!  Nie wyjdę nje macie co prosić!

-Masz wyjść,  bo będziesz miała karę. -Powiedziała.

-To nie bede sie do ciebie odzywać. -Powiedziałam zła.

-Nie wygłupiaj się! -Krzyknęła.

-Wiktoria, zachowujesz się skandalicznie. Jak ty możesz się tak zachowywać.  Jesteś nie odpowiedzialna. Adrian chce tylko ułożyć sobie życie, nie o to ci chodziło, żeby przestał cię traktować jak dziecko?-ciągnęła dalej.-Ania jest dobra kandydatka na jego dziewczynę. Proszę nie zachowuj się jak dziecko myślące tylko o sobie. Odezwij się!

Jezu czy ta kobieta nie może mi dać spokoju?    Czemu się na mnie uwzieła? Nie ma swojego życia?  Jak tak bardzo popiera ich zwiazek to niech do nich pójdzie.  Oni są nie odpowiedzialni, pewnie ona będzie pilnować ich dziecko. Nigdy im niebwybacze nie obchodzą mnie juz. Po co on w ogóle mnie wziął z tego lasuu. Nie nawidze nie mógł mnie tam zostawić. !

-Wiktoria powiedz coś!-Krzyknęła.

Zwaliłam wszystko co niałam na biurku, mam ich dość.

-Dziecko uspokuj, sie wyjdz z pokoju, porozmawiaj z nami.-Powiedziała.

-Co tu się dzieje? -Spytał Adi

-Nie chce wyjść, zamknęła się w pokoju, nie odzywa sie do mnie. Co ja mam robić? -Spytała płaczem matka.

-Nie płacz, zostaw ją, przenyśli swohe zachowanie i jutro z nią porozmawiamy.-Uspokajał Matke Adrian.

-Ale ona tam czymś żuca, jak zrobi sobie krzywdę?  Jak popełni samobujstwo?-Pytała przewrażliwiona.

-Nie jestem taka głupia,  nie zrobię sobie krzywdy przez was.! Chcieli byście.!-Krzyknęłam.

Czy oni serio myślą, że mogłabym zrobić coś takiego dla nich,  przez nich? To chyba jakieś żarty! Nigdy w życiu przez nim nie zasługują!

Wzięłam plecak i spakowałam książki na jutro, szczoteczkę do zębó, szczotkę do włosów,  bieliznę i bluzkę na zmiane. Założyłam grubą bluzę, a na nią plecak i otworzyłam drzwi balkonowe,  weszłam na balkon i przymknęłam drzwi. Spojrzałem w doł i się przeraziłam. Zeszłam na dół po drzewie i pobiegłam do parku. Usiadłam na ławce,  i podciągnęłam kolana do brody. Prawie zasypiałam jak poczułam na sobie zimni dotyk,  to była ręką.  Przeraziłam się, otworzyłam oczy i spojrzałam na tego kogoś, był to mężczyzna wyglądał na grubo po 30. Przestraszyłam się i zaczełam krzyczeć.  On zatkał mi usta i powiedział.

-Nie buj się,  nic ci nie zrobię, proponuje tylko mały seksik, ja wiem, że ty też tego chcesz.  Nie udawaj niewiniątka.

-Nie! Puść mnie! Pomocy! Ratunku!-Krzyczałam a on zatykał mi buzię,  ugryzłam go w łapsko, ale za to oberwałam z pieści w twarz, zaczęłam jeszcze bardziej krzyczeć. Aż w konću przybiegł jakiś młodszy mężczyzna. Walnął go z pieści, a ten się położył, potem dostał jeszcze kopnika w brzuch i zwijał się z bulu.

-Chodź ze mną do domu! Co cie kurwa podkusiło,  żeby siedzieć obtej poże ja ławce w parku?!-Zaczął wrzeszczeć.

-To nie moja wina!-Krzyknełam dalej się cała trzesłam.

-To kurwa czyja?! Moja?!-Krzyczał jeszcze głośniej.

-Tak, twoja.-Powiedziałam cicho ponieważ głos mi się załamywał.

-To już szczyt wszystkiego! Czemu moja wina co ja ci takiego kurwa zrobiłem co?!!-Krzyczał jeszcze i jeszcze głośniej.

-Zostawiłeś mnie tak nagle,  bez znaku życia zniknęłeś.-Powiedziałam cicho łkając.

-Nie miałem innego wyjścia.-Powiedział już spokojnie.

-Jak kurwa nie miałeś jak? Zaczełam krzyczeć.

-Normalnie, uspokuj się kobieto.-Powiedział, a ja zaczęłam płakać.

-Nie wyj, przestań już, tylko powiedz o co ci chodzi.-Powiedział pewny siebie.


A wiec jednak jest rozdział? Jej. Mam nadzieję że pojawia sie nastepne i wy tez się pojawicie.








niedziela, 20 września 2015

Mam 2 sprawy.

1. Założyłam stronę na Facebooku.
*. Pewna osoba zaproponowała mi, żebym założyła grupę,  w sumie nie najgorszy pomysł pomyślałam, ale jednak zdecydowałam się na stronę. Na stronię będzie wszystko zapowiadane, będą przed premierowe rozdziały ( może nie całe ). W razie problemów,  albo jakiś kąplikacji Proszę pisać wiadomości.
Piszcie propozycje.

2."Kara", chodzi o zadania, które będę robić po dłuższej nieobecności. Zadania Proszę o pisanie pod przeznaczonym do tego postem.

Przeznaczony post? O co tej idiotce chodzi? 
Tak przeznaczony bedzie post (data) , (tradycyjna formułka przeprosinowa z wytłumaczeniem) i hasło typu 
To wymyślcie mi jakieś zadanie,  czekam na zadanie, po piszcie się pomysłami na wyzwania itp.
Strona nazywa się Kocham Cię Jaś to strona poświęcona rozrywce.

Nie wiem co mam jeszcze dopisać jak coś to piszcie wiadomości na stronę

Wielki powrót rozdział 28

WIELKI POWRÓT


-No tak do najmniejszych nie należy. -powiedziała uśmiechnięta.

-Za ile ona przyjdzie?-Spytałam.

-Nie wiem niedługo powinna być. -Odpowiedziała.

-Pokaże ci moją nową sukienkę. -Powiedziała radośnie.

Podeszła do swojego łóżka na, którym leżała torba, wyciągnęła z niej przepiękna miętową sukienkę.

-Jaka piękna,  skąd ją masz?-Spytałam zachwycona.

-Właśnie skąd ją masz!?-Spytał ktoś mniej miłym głosem.-Przecież mieliśmy razem chodzić do sklepu, a jak nie bedzie do ciebie pasować?

-Nie kupiłam jej!-Krzyknęła zdezorietowana.

-To co wyczarowałaś? -Zakpiła Sara.

-Nie dostałam do Cioci.

-Jasne!-Krzyknęła Sara.

-Dziewczyny co tu się dzieje? -Spytała Emilie.

-Cześć Emilie, nic się nie stało. -Powiedziała Sara.

-Dziękuję.- powiedziałam po tym jak pani Emilie podała mi koktajl.

-Ależ nie ma za co.-odpowiedziała.

-Dobra ja zmykam na fittnes.-dodała.

Chodzisz na fitness zawsze chciałam chodzić. -powiedziałam.

-Chcesz to chodź ze mną na dół.-Zaproponowała.

-No pewnie, chwileczka nie mogę, nie mogę zostawić dziewczyn.-Powiedziałam smutno.

-Możemy iść z tobą. -Powiedziała wesoło Ludmiła.

-Naprawdę? -Spytam.

-Pewnie.-odpowiedziała..

-Że nie.-Dodała Sara.-Co ty zwariowałaś? Nigdy nie chodziłaś na fitness, nienawidzisz tego, jak ja cie prosiłam to powiedziałaś, że nigdy!.

-Czas płynie, ludzie się starzeją i zmieniają. -Powiedziała spokojnie Ludmi.

-Ludmiła o czym ty gadasz nigdy tego nie robiłaś!

-Zawsze jest ten pierwszy raz, idziemy.-Powiedziała.

-Nie idziemy. ..-zaprotestowała Sarah.

-chcesz to zostań, my idziemy.-Powiedziała Ludmiła.

-Ludmi nie zoatawiaj tak koleżanki. -Powiedziała pani Emilie.

-Em idziemy.-powiedziała L.

-Jak chcesz.

Poszliśmy na dół o dziwo Sara też poszła, czekał tam na nas Ela, przyjaciółka Emilie.

-O dziewczyny ćwiczą z nami?.-Spytała zdziwiona Elka.

-Tak.-Powiedziała Em.

-W takich strojach?

-O nie dziewczyny przebierzcie się. -Poradziła Emilia.

Pobiegłyśmy na górę do pokoju Ludm. Wyciągnęła dresy ja dostałam czerwone, ona różowe, przygotowaliśmy fioletowe dla Zuzi i niebieskie dałyśmy Sarze. Szybko się przebraliśmy i zeszłyśmy z koktailami na dół. W salonie Em i Ela włączały nagranie z instruktorką fitness, która aktualnie jest chora dlatego nie mogła przyjść osobiście. Raz. Dwa. Trzy. Usłyszałam głos na nagraniu.

-Gotowe?-Spytała Emilie.

Tak.-Odpowiedziałam z Sarą.

-A co ja mam w ogóle robić?-spytała Ludmiła.

-To co na nagraniu.-Odpowiedziała Ela.

Raz dwa trzy..

*20 minut później

-O jej jakie to jest męczące. -Powiedziała Ludmi.

-No trochę. -przytaknęłam.

-Dacie rade dziewczyny?-Spytała Emilie.

-Tak.-Powiedziała Ludmiła.

-Musimy. -Dodałam.

-A ile jeszcze bedzie to trwało?-Spytała Sara.

-Tak z pół godziny. Odpowiedziała Elka.

-O kurde. .

-Cześć Emili, gdzie Ludmi?-Spytała nagle Zuzka.

-Tutaj jestem.-Odpowiedziała Ludmi

-O jacie. Ty i fitness? Niespodziewałabym sie tego. -Powiedziała Zuzia.

-Na sofie jest strój dla ciebie.-Powiedziała Ludmiła.

Zuzia się przebrała i dołączyła do nas. Ćwiczyliśmy razem dobrze sie przy tum bawiąc.  Skończyły się pierwsze ćwiczenia a my padłyśmy, nie miałyśmy już siły. Było naprawdę fantastyczne. Po chwili spokoju poszłyśmy do pokoju, zdecydowałyśmy obejrzeć film padło na "trzy metry nad niebem" ponieważ żadna z nich go nie oglądała. Wszystkie cztery się popłakałyśmy.

-Super film.-Powiedziała Sara.

-Potwierdzam.

-Ja też.

-Cieszę się to mój ulubiony.-Powiedziałam uśmiechnięta.

-Mój też.-powiedziała Ludmi.

-Ja już muszę się zbierać.-powiedziałam smutna.

-No dobra odprowadze cie do drzwi.-powiedziała Ludmiła.-Sama.

Wyszłyśmy z pokoju i podeszłyśmy pod drzwi.

-Naprawdę było super. To może przyjdziecie teraz do mnie.

-Wiesz co nie wiem czy to dobry pomysł,  nie wiem co na to dziewczyny zawsze przychodzimy do mnie.

-No dobra.

-może kiedyś. -Powiedziała Ludmiła.

-No papa.

-Pa.

Poszłam do domu szybkim krokiem.

-Jestem!-Krzyknęłam.

-Dobrze córciu.-Powiedziała mama.

Wiem nie jest długi, ale nie mogłam się doczekać,  aż go napiszę.  Wiem pi takim długim okresie mogłby być dłuższy,  ale nadal boli mnie palec. Dziękuję że czekaliście. Rozdziały będą się pojawiać raz w tygodniu.  Od razu informuję,  że jak nie pojawi się rozdział bez wcześniejszej zapowiedzi, że go nie bedzie to czekam, aż mi dacie "karę".  Chodzi o to, że jak nie będzie rozdziału macie pisać pod poprzednim zadania, a ja wybiorę sobie jedno. Napiszę jeszcze o tym oddzielny post. Mam nadzieję,  że się spodoba. Teraz też czekam na wasze propozycję,  bo w końcu nie było rozdziału przez jakieś dwa-trzy miesiące. 





środa, 9 września 2015

Jednak nie bedzie rozdziału. Przepraszam.  Ale zrobiłam sobie coś z palcem i nie moge pisać.  

wtorek, 8 września 2015

Wróciłam. Tak wiem bardzo długo mnie nie było za co bardzo przepraszam.  Ale powracam mam nadzieję, że zdołacie mi wybaczyć, ale były wakacje i nie miałam kiedy pisać.  Już jutro pojawi się rozdział. Rozdziały planuje wstawiać raz w tygodniu.

niedziela, 26 lipca 2015

Ważna notka pod rozdziałem.
*15:30

-Wróciłam!-Krzyknęłam na cały dom, kocham to robić.

-Okey!-Odpowiedziała moja mama

-Wybierasz się gdzieś?-Spytała moja rodzicielka.

-Tak idę do koleżanki.-Powiedziałam.

-Do Hani? Kiedy mi ją przedstawisz?-Zalała mnie pytaniami.

-Nie, nie do Hani do Ludmiły.-Powiedziałam, zbliżając się do pokoju w którym siedziała.

-O następna, koleżanka?-Spytała.

-Tak mamo. W weekend idę na imprezę.-Powiedziałam.

-Gdzie?-Spytała.

-Do takiego jednego.-Powiedziałam.

-Sama?

-Nie. Z koleżankami, będzie tam kilka innych osób.-Powiedziałam całując ją w czoło.

-Ale, uważa na siebie.-Powiedziała.

-No pewnie.

-Nie muszę ci przypominać, że masz nie dotykać alkoholu?-Spytała.

-Nie, jedno tylko wypije.-Powiedziałam.

-Wiktoria.

-Oj mamo.

-Dziś idę z tatą na komisariat, zgłosić zaginięcie.

-Mamo.-Powiedziałam, a łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem.

-Tak?-Spytała.

-No bo, Ania jest w ciąży.-Powiedziałam.

-Tak wiem.-Powiedziała przytulając mnie.

-No bo to dziecko, Adriana.-Powiedziałam płacząc.

-Jak to?

-No, tak. On nie zaginął, on uciekł, ode mnie. Rozumiesz? Przeze mnie!-Zaczęłam krzyczeć.,

-Wiktoria, córciu nie mów tak.-Powiedziała.

-To prawda.-Powiedziałam i pobiegłam do pokoju.

*1 godzinę później

-Hej.-Powiedziałam, gdy Ludmiła otworzyła drzwi od swojego domu.

-Super, że jesteś. Zuzi jeszcze nie ma, ale zaraz powinna przyjść.

-To super.-Odpowiedziałam, wchodząc do ogromnego domu państwa Ferro.

Przechodząc przez salon spotkaliśmy mamę Ludmiły.

-Dzień Dobry.-Powiedziałam

-Dzień Dobry, ty pewnie jesteś Wiktoria?-Spytała jej mama.

-Tak proszę pani.-Odpowiedziałam.

-Pani? Mów mi Emilie.-Powiedziała.

-Dobrze prosz... Emilie.

-Chcecie jakiś koktajl?-Spytała, a wzrok Ludmiły powędrował na mnie.

Przez chwilę,  bez ruchu patrzyłam na Ludmiłę, a ona na mnie.

-Tak daj, trzy bo zaraz Zuzka przyjdzie. -odezwała się Ludmi.

-Okey dziewczynki, zaraz wam przyniosę.

-To chodźmy do mojego królestwa.-Powiedziała Ludmiła.

Bez słowa pokierowałyśmy się do jej pokoju. Ludmiła otworzyła drzwi i powiedziała.

-Oto mój pokój.-Powiedziała wpuszczając mnie do środka.

-Ale on duży...


KOCHANI ZAWIESZAM OPOWIADANIE, MAŁO OSÓB KOMENTUJE, A PO ZA TYM WYJEŻDŻAM NA OBÓZ I NIE WIEM CZY BĘDĘ MIEĆ INTERNET. JAK TAK TO NIE BĘDĘ MIAŁA CZASU. MOŻE W CIĄGU TYCH TRZECH TYGODNI SIĘ COŚ POJAWI, ALE WĄTPIĘ. PRZEPRASZAM NIE CHCIAŁAM JECHAĆ, ALE MAMA SIĘ UPARŁA.


niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 26
Rozdział Dedykowany tym którzy zostali. 

Ludmiła poszła za nią.

-Uu. Nie fajnie. -Powiedziała Zuzia.

Dryń.

Szybko poszłam do mojej szafki po książki od J.Polskiego. Poszłam pod klasę, lecz pani jeszcze nie przyszła.

-Ty z nimi?-Spytała Hania.

-Tak.-Odpowiedziałam dumna.

-Nienormalna jesteś?-Spytała.

-Ja jestem, ty najwyraźniej nie do końca.-Powiedziałam.

-Widziałam co zrobiłaś Sarze.-Powiedziała zła.

-No i.

-Mogłabyś ją przeprosić.-Powiedziała.

-Nie.-Odpowiedziałam.

-To moja kuzynka!-Podniosła głos.

-Jakoś o tym nie pamiętała, jak cię obgadywała.-Powiedziałam, pokazując jej język.

Przyszła pani, a my usiedliśmy na swoje miejsca, oczywiście usiadłam jak najdalej Hani. Lekcja minęła dość szybko. Po lekcji odłożyłam, książki i poszłam na boisko, a dokładnie pod drzewo. Siedziały tam dziewczyny, bałam się trochę tam podejść, ale raz grozi śmierć. Nie raz się umiera.

-Hej.-Powiedziałam niepewnie.

-Cześć.-Odpowiedziały trzy.

-Mogę się dosiąść?-Spytałam.

-Pewnie.-Powiedziała Ludmiła.

-Siadaj śmiało.-Powiedziała uśmiechnięta Zuzia.

-A nie położyć?-Spytała Sara.

-Nie.-Odpowiedziałam wrednie.

-Pff.

-Przestań Sara.-Powiedziała Ludmiła.

-Ale...

-Żadne ale.

-A wiec, kiedy idziemy na zakupy?-Spytałam.

-Co?! Na jakie zakupy?! Idziecie z nią na zakupy?!-Pytała cała czerwona Sara.

-Tak idziemy na zakupy.-Odpowiedziała Zuzia.

-Co?! Myślałam, że zawsze chodzimy razem!-Krzyknęła Sara.

-No, chodzimy. Przecież idziesz z nami.-Powiedziała Zuza.

-No, ale miałyśmy chodzić tylko razem!\

-Wiktoria, jest w naszej paczce i ona też będzie chodzić!-Krzyknęła zdenerwowana Ludmiła.

-Niech będzie.-Powiedziała Sara.

-O której kończycie lekcje?-Spytałam.

-O 15:05.-Powiedziała Sara.

-Wiem. Mam pomysł. Zapraszam was do siebie!-Krzyknęła uradowana.

-Okey.-Powiedziała uradowana Sara. Ponieważ od zawsze o tym marzyła.

-Ale Sara, ty nie możesz. Masz korepetycje.-Powiedziała Ludmiła.

-Trudno.-Powiedziała Sara.

-Ale mama cię zabiję.-Powiedziała Zuzka.

-No masz racje.-Powiedziała smutna Sara.

Ta Dam oto i nowy rozdział. Podoba się? Oby tak/.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 26.

Przeczytaj rozdział 25, jest zmieniony i poprawiony, mam nadzieję, że bardziej zrozumiały. 


Perspektywa Wiktorii.

Weszłam na stołówkę i pokierowałam się w stronę kucharki. Stojąc w kolejce, czułam się obserwowana, ale nie wiedziałam przez kogo. Kolejka zmniejszała się powoli, bałam się, że braknie przerwy. W końcu przyszła moja kolej.

-Jesteś wegetarianką?-Spytała mnie kucharka.

-Nie, proszę pani.-Odpowiedziałam.

-To musisz poczekać, bo mięso się skończyło.-Powiedziała.

-To proszę dać bez mięsa bo i tak nie jestem bardzo głodna.-Powiedziałam spokojnie.

-Na pewno?-Spytała znowu.

-Tak.-Powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

-Dobrze.-Powiedziała i zaczęła nakładać.

-Dziękuję.-Powiedziałam.

-Proszę miła damo.-Powiedziała, a ja uśmiechnęła się do niej.

Szłam z talerzem w rękach, nagle ktoś mi podstawił haka, zachwiałam się, ale nie wywróciłam. Moja przemiła koleżanka tak. wszyscy zaczęli się śmiać. Znowu.

-Uważaj jak łazisz!-Krzyknęła zła.

-A ty następnym razem, pomyśl dwa razy jak będziesz chciała mnie przewrócić, bo znowu sama spadniesz.-Powiedziałam, a ona pokazała mi język.

Obdarzyłam ją złowrogim spojrzeniem, odwróciłam na pięcie, już miałam odchodzić, ale zatrzymał mnie kogoś głos.

-Zaczekaj siadaj.-Powiedziała blondynka.

Spojrzałam na nią i nie wiedziałam co robić.

-Poważnie usiądź.

Usiadłam nawet nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Spojrzałam na Hanie, która siedziała przy stoliku przy którym też miałam siedzieć. Hanka dziwnie się na mnie spojrzała, unosząc jedną brew do góry. Uśmiechnęłam się do niej.

-Skąd jesteś? Jak się nazywasz?-Spytała.

-Przeprowadziłam się tu niedawno. Wiktoria, ale możecie mówić mi jak chcecie.

-Ok ja jestem Ludmiła, to jest Zuzia, a to Sara.-Powiedziała i wskazała na dziewczynę, która podchodziła do stolika. Okazało się, że Sara to ta nieznośna blondynka, która próbuje uprzykrzyć mi życie.

-O nie, a ona co tu robi?-Spytała wkurzona Sara.

-To jest nasza nowa przyjaciółka, od dziś jest w naszej paczce.-Powiedziała Ludmi.

-Bo jesteś?-Dodała uśmiechnięta.

-Tak.-Powiedziałam z nutką zawahania w głosie.

-To super.Prawda?-Spytała się i spojrzała na dziewczyny.

-Tak super.-Odpowiedziała Zuzia.

-Yhy.-Powiedziała Sara.

-Grzeczniej.-Upomniała ją Ludmiła.

-Do której klasy chodzisz?-Spytała Ludmiła.

-Do 2c.-Powiedziałam.

-A wy?-Dodałam.

-My chodzimy do 2a. Zuzia przepisała się do nas w tym roku.-Powiedziała Sara.

-No musiałam.-Powiedziała Zuzka.

-Jak to musiałaś?-Spytałam.

-Przecież nie chodziłabym sama do klasy.-Powiedziała.,

-Sama?-Zadałam pytanie.

-No sama normalna.-Powiedziała Ludmiła.

-Wszystko jasne.-Odpowiedziałam trochę wkurzona.

Dryn, Dryn.

-To pa. Spotkamy się na następnej przerwie, na boisku pod drzewem,-Powiedziała Ludmiła i odeszła.

-Sara cię chyba nie lubi. Uważaj na nią, bardzo długo starała się o względy Ludmiły, pozbywała się wielu konkurentek. Myślę, że od razu w tobienią wyczuła.-Powiedziała Zuzia kiedy zostałyśmy same.

-Tak myślisz?-Spytałam.

-Jestem pewna.-Powiedziała.

-Nie mam zamiaru nią być. A teraz pa bo się spóźnię na lekcję.-Powiedziałam.

-Pa Kuńka.-Powiedziała i odeszła.

Kuńka? To jak zdrobnienie Kusia. Podoba mi się.

Szybko poszłam  pod salę od Historii. Spotkałam Hanię, ale nie miałąm czasu z nią porozmawiać, bo pan od Historii jest jednym z najgorszych nauczycieli. Słyszy i widzi wszystko. Zdzwonił dzwonek, ale nadal nie mogliśmy się odezwać, dopiero po wyjściu z klasy. Niestety pan przytrzymał nas dłużej i po wyjściu z klasy nie miałam, nawet czasu pogadać z Hanią, poszłam do szafki odłożyłam książki i szybko wyszłam na boisko. Obok boiska stało wielkie drzewo, obok niego leżał koc, a na nim siedziały dwie dziewczyny. Podeszłam i zobaczyłam Zuzie z Ludmiłą.

-O cześć Kuśka.-Powiedziała Ludmiła.
\
-Bo mogę tak do ciebie mówić?-Spytała.

-Tak oczywiście.-Powiedziałam uśmiechnięta.

-To dobrze. Usiądź.-Powiedziała.

Usiadłam.

-W piątek jest impreza u Przemka, wpadniesz?-Spytała.

-Ja?-Spytałam?

-Tak ty.-Powiedziała uśmiechnięta.

-Oczywiście.-Uśmiechnęłam się,

-Jesteś Super.-Powiedziała Ludmiła.

-Naprawdę.-Dodała Zuzia.

-Dziękuję, wy też.-Powiedziałam, uśmiechnęłam się do nich, a  że siedziałam po środku,najpierw odwróciłam się z uśmiechem do Ludmiły potem do Zuzi.

-W co się ubieracie?-Spytała Zuzia.

-Ja w tą niebieską w długich rękawach.-Powiedziała Zuzia.

-Mi jutro ma przyjść sukienka z Francji, wiec pewnie w nią.-Powiedziała Ludmiła.

-A ty?-Spytały obydwie w tym samym czasie.

-Ja? Ja nie mam żadnej ładniej sukienki.-Powiedziałam.

-To idziemy na zakupy.-Powiedziała Ludmiła.

-Jest!-Krzyknęła Zuzia i zaczęłyśmy się śmiać.

-Uwielbiam zakupy.-Powiedziała Zuzia, kończąc się śmiać.

Było mi strasznie niewygodnie, wiec się położyłam.

-Co ty robisz?-Spytała spanikowana Zuzia.

-Wstawaj.-Powiedziała cicho Ludmiła.

-Czemu, mi wygodnie.-Powiedziałam.

-Ale, nikt nie leży, nikt nigdy nie leżał.-Powiedziała Ludmiła spanikowana.

-To ja jestem pierwsza.-Powiedziałam wesołą.

-Co tu się dzieję?!-Krzyknęła Sara.

-Leże nie widać?!-Spytałam głośno, aż wszyscy zaczęli się patrzeć, ale właśnie o to mi chodziło.

-Nie wygłupiaj się wstawaj.-Powiedziała Sara.

-Nie mi tu wygodnie.-Powiedziałam.

-Wst..

-Sara przestań, niech leży.-Przerwała Sarze Ludmiła.

-Ale! Nie wstań!-Krzyknęła całą czerwona Sara.

-Ogarnij się Sara!-Krzyknęła jakaś dziewczyna.

-Sara zazdrosna!-Krzyknął jakiś chłopak.

-Tak jak o Janka!-Dodał inny.

-A wcześniej o Pawła.-Krzyknęła jakaś brunetka.

-AAAAaaa!!-Zaczęła krzyczeć Sara.

-UU groźna.-Krzyknął jakiś chłopak, i wszyscy zaczęli się śmiać, wszyscy oprócz mnie, Sary, Zuzi i Ludmiły.

Sara była cała czerwona, Zuzia zaczęła ją uspokajać. Po dłuższej chwili, jakoś się prawie uspokoiła, lecz znowu ją rozwścieczyło jak zobaczyła, że inni też się kładą i zaczynają rozmawiać.

-Boże!!-Krzyknęła Sara, aż każdy zaczął na nią zerkać.

Sara cała czerwona zaczęła biec w stronę szkoły.



Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, wiem to moja wina, ale postaram się raz na jakiś czas coś napisać. Ale wiecie wakacje, nie mam czasu, dziś postanowiłam zrezygnować z przygód i usiąść coś napisać. Mam nadzieję, że się spodoba i nie odeszło dużo osób. KOCHAM WAS. Pamiętajcie przeczytać poprzedni rozdział dużo się zmieniło 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 25

Perspektywa Wiktorii.

-Jak minęła pierwsza lekcja? -Spytała mnie Hanna.

-Może być.-Spytałam.

-Ta jasne.-Odpowiedziała i wyszliśmy z klasy.

Puk, puk.

-Proszę.-Powiedział dyrektor, a my weszłyśmy do jego gabinetu.

-Oh Wiktoria, ty pewnie chcesz znać numer szafki?-Powiedział.

-NUMER 339.-Powiedział i wyszłyśmy.

-Uuu, nie fajnie. Gorszego numeru nie mogłaś trafić.-Powiedziała śmiertelnie poważnie Hania.

-Ale co jest z szafką 339?-Spytałam niepewnie.

-To...

-Ty masz szafkę z numerem 339?-Spytała jakaś dziewczyna.

-Tak, a co?-Powiedziałam.

-Współczuję ci.-Powiedziała i odeszła.

-Ale ... -Przerwał mi dzwonek.

Szybko pobiegłyśmy do klasy. Nawet nie zdążyłam odłożyć książek. Zaczęła się lekcja. Była fajna, uwielbiam Fizykę. Wszystko z niej rozumiem.  Nauce do Fizyki poświęcam najwięcej czasu.l

Dryń, Dryń.
Zadzwonił dzwonek spakowałam się i wyszłam, poszłam z Haną do łazienki. Wychodząc z łazienki, jakiś chłopak powiedział, że mi współczuje, ale już nie zadałam pytań. Pokierowałyśmy się do mojej szafki. Wpisałam kod, otworzyłam szafkę, wsadziłam niepotrzebne książki, chciałam już zamknąć, ale nagle coś puknęło w moją szafke i uderzyło mnie w głowę.
*Perspektywa Janka,

Przechodziłem przez korytarz kiedy zobaczyłem Hanie moją kuzynke. Opiekowałem się nią kiedyś. Z za Hanci zobaczyłem Wiktorie, a obok niej tą landryne. Popchnęła swoje dzwiczki od szafki, które uderzyły w szafke Wiktori, następnie trafiając ją w głowę. Blondyna zaczęła się śmiać, a Wiki zamknęła swoją szafke i powiedziała.

-Uważaj co robisz. Ja tu stoję.-Złapała Hanie i zaczęła odchodzić.

-Spadaj idiotko.-Powiedziała jej wśćipska koleżaneczka.

-Zamknij się Sara.-Powiedziała spokojnie Ludmiła, a wszyscy do o koła zaczęli się śmiać.

-Chodźmy stąd.-Powiedziałem do chłopaków.

Zadzwonił dzwonek i poszliśmy na Fizke. Oczywiście pół przespałem, pani chyba się przyżwyczaiła.

O 12:15 poszłem na stołówkę usiadłem na swoim miejscu i za chwilę dołączyła reszta, weszła Wiktoria, a z na przeciwko Ludmiła z Sarą i Zuzką, moją byłą. Naglę zadzwonił telefon i szybko wybiegłem z cała ekipą ze szkoły. Kierując się do samochodu a później do domu, w którym czekała reszta ekipy.


Mam nadzieję, że się podoba. Troche zmieniłam,  bo nie za bardzo miało sens zmieniłam też poprzedni, ale tylko początek.



-Szafki.

-Nie zapomniałam się spytać.-Powiedziałam.

-Teraz już nie zdążymy, pójdziemy dowiedzieć się potem.

Oki.-Powiedziałam.









sobota, 4 lipca 2015

*Rozdział 24

*Perspektywa Wiktorii



Wstałam, ubrałam się w mój piękny komplet, umyłam zęby, zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z domu. Koło przystanku autobusowego znowu patrzyła się na mnie ta dziewczyna, zaczynała zbliżać się w moją stronę, ale z za rogu wyskoczyła Hania.

-O cześć.-Powiedziałam.

-Przygotowana?-Spytała.

-Na co?

-Na pierwszy dzień w szkole.

-Ah tak. No nie do końca boje się, że nikt mnie nie polubi.-Powiedziałam smutna.

-Polubi, polubi tylko bądź sobą.-Powiedziała i nadjechał autobus.

Weszliśmy do autobusu i zaczęłyśmy gadać, Hania nie zna się na modzie, na ciuchach, kosmetykach. Więc gadałyśmy o szkolę i o naszych zainteresowaniach. Wysiedliśmy z autobusu i poszliśmy do szkoły.

-Jaki masz numerek?-Spytała.

-Czego?-Odpowiedziałąm pytaniem.

-Szafki.

-Nie zapomniałam się spytać.-Powiedziałam.

-Teraz już nie zdążymy, pójdziemy dowiedzieć się potem.

Oki.-Powiedziałam.

Poszłyśmy na sale, w której czekała na nas pani.  Kazała nam zająć miejsca , Usiadłam z Hanią w pierwszym  rzędzie koło okna, Przed naszą ławką stało biurko pani.

-Dzień Dobry.-Powiedziała nauczycielka.

-Dzień Dobry.-Przywitaliśmy się z panią.

-Wiktorio przedstaw się kolegom z klasy.-Powiedziała nauczycielka.

Na początku się przestraszyłam, ale wstałam z ławki, podeszłam pod tablice, spojrzałam na osoby siedzące przede mną i przełknęłam głośno ślinę.

-Cześć, nazywam się Wiktoria Jarząbek, przeprowadziłam się z  Wrocławia.

-Dobrze, wystarczy. Mam nadzieję, że przywitacie ją ciepło.-Powiedziała wychowawczyni.

Usiadłam i zaczęła się lekcja.

*Perspektywa Janka.

-Jaką mamy następną lekcje?.-Spytał Smav.

-Fizyka.-Odpowiedziałem.

-No to się zdrzemnę.-Powiedziałem ziewając.

-Cicho!-Krzyknęła Matematyczka.

-Boże co ona się tak drze.-Szepnął Kiślu.

-Kisieliński do gabinetu dyrektora!-Krzyknęła nauczycielka.

-No to se załatwiłeś.-Powiedziałem.

-Florian nie będzie zadowolony.-Powiedział Smav.

-I mamusia też.-Zaśmiał się Maciek.

-Janek, Maciek, Filip do dyrektora.-Powiedziała pani.

-To ja nie muszę?-Spytał Kiśłu.

-Nie denerwuj mnie!-Krzyknęła pani, a my uciekliśmy z klasy.

Puk, puk...

-Proszę.-Powiedział Dyrektor.

-Dzień Dobry.-Odpowiedzieliśmy chórem.

-O moi stali goście.-Zaśmiał się dyrektor.

-Tak niestety.-Powiedziałem.

-Pani Nowak?-Spytał dyrektor.

-Tak.-Odpowiedziałem krótko.

-Idźcie, ale powoli. Jak coś to rozmawialiśmy.-Powiedział dyrektor.

-Do widzenia.-Powiedzieliśmy.

Zamknęliśmy drzwi i powolnym krokiem zbliżaliśmy się do sali. Weszliśmy do klasy, przeprosiliśmy za zachowanie i usiedliśmy do ławki. Zapisaliśmy to co było na tablicy i zadzwonił dzwonek.

-Jest.-Krzyknął Kiślu.

-I co wam mądrego powiedział dyrektor?-Spytał Thor.

-Że mamy iść, ale powoli, żeby pani się nie skapnęła, że nie rozmawialiśmy.

-Wy to macie farta.-Powiedział Thor.

Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Miałam anginę i w ogóle nie chciało mi się pisać (na klawiaturze), strasznie męczył mnie ten wysiłek. Dziś zostałam chamsko wrzucona do basenu z zimną wodą. Pozdrawiam kochani. Mam nadzieję, ze dużo was nie ubędzie.


czwartek, 25 czerwca 2015

*Rozdział 23

-Co Mikołaj?

-Za tydzień ma urodziny, trzeba mu je wyprawić.

-Serio? Myślałem, że o coś poważnego. Ja się do tego nie pisze. Odpadam.-Powiedziałem i wyszedłem z pokoju.

Pokierowałem się do kuchni, ponieważ byłem głodny, ci idioci pewnie coś zjedli, ale mnie nie zawołali, bo po co. Z powodu braków w lodówce, musiałem zamówić pizze. Nie mogłem ryzykować zamawiając małą czy jedną, dlatego zamówiłem 3 duże, dla pewności, że zostanie coś i dla mnie. Po upływie godziny pizza została dostarczona, lecz niestety gdy tylko kiślu poczół zapach unoszący się w domu, od razu przybiegł, nie sam zabrał wszystkich. Rzucili się na tą pizze i jedna wylądowała na podłodze, niestety nie dało się jej uratować, bo moja podłoga do najczystszych, ani nawet do czystych nie należy.

-Rembol! Coś ty zrobił!-Krzyknął zezłoszczony Kiślu.

-To nie ja!-Odpowiedział zły.

-Smav!?-Spojrzał na niego złowrogo.

-To był Thor.-Powiedział.

-To nie ja. To był Florian.-Powiedział wskazując palcem na alfę, ja korzystając z okazji, że się sprzeczają, zacząłem jeść mój obiad, a może raczej śniadanie.

-Ej to Adrian!!-Krzyknął zdezorientowany Skkf.

-Nie prawda, to na 100% był Kiślu.

-Nie to nie ja!! Nie zmarnował bym pizzy!-Krzyknął, a ja kończyłem już drugi kawałek pizzy.

-To LeStefan.-Dodał natychmiastowo.

-To nie byłem ja! Idioto!-Krzyknął Stefan wchodząc do kuchni.

-Janek.-Powiedzieli, patrząc się na mnie z politowaniem, a ja spojrzałem na nich pytająco.

-Ty..

-Ja jej nie zwaliłem..-Powiedziałem.

-Ale widziałeś kto ją zwalił.-Powiedział uradowany.

-Ja się w to nie mieszam. Na pewno to nie byłem, ja ani Stefan, bo go nie było w kuchni, a ja byłem drugim poszkodowanym.-Powiedziałem wychodząc z domu.

Była 15 wyszedłem z domu i pokierowałem się do starej fabryki za miastem..Dochodząc do niej spojrzałem na zegarek, który wskazywał 17:57.

-Trochę mi to zajęło.-Powiedziałem.-Kurde jak to możliwe.-Ściszyłem ton głosu ponieważ zauważyłem zbliżających się ludzi.

Byli to dwaj chłopcy wymieniający się jakimiś woreczkami. Zrobiłem kilka zdjęć i szybko wróciłem do domu. Bez zastanowienia opowiedziałem wszystko chłopakom. Mówili sobie jakieś hasła.

Wiem, wiem miał być wczoraj 10 min spóźnienia.  To co podać Insta? Ale to nie za darmo przekupić możecie mnie komentarzami i "+ 1" .

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 22

Długa notka, ale bardzo proszę o przeczytanie i odpowiedz.  😘😘

*Perspektywa Jasia.


-Wstawaj Idioto!-Krzyknęli mi do ucha.

-Nie jestem idiotą!-Odpowiedziałem oburzony.

-Yhy jasne.-Przytaknął Smav.

-Dobra masz półgodziny.-Oznajmił Kiślu po czym wszyscy wyszli.

Wstałem zacząłem się szykować,  po 15 minutach byłem gotowy, zszedłem na dół.

-Chodźcie.-Powiedziałem.

Zamknąłem drzwi, wsiadłem do auta, zapinając pasy wsadziłem kluczyki do samochodu i ruszyłem. Kilka minut później byliśmy już pod szkołą. Weszliśmy do budy i pokierowaliśmy się do sali nr. 53. Weszliśmy do  klasy i pani nas przedstawiła, nie wiem po co skoro każdy nas zna. Usiedliśmy do ławki, ja siedziałem koło okna w przed ostatniej ławce, Filipem, Rafał z Maćkiem w ostatniej, a Thor ze Stefanem w drugim rzędzie ostatniej ławce. Ławki były pojedyncze, ale ustawione dwie koło siebie. Pani powiedziała, że Apel będzie trwał 40 minut, a później wrócimy tutaj na 30-40 minut. Kazała nam wstać, to wstaliśmy i udaliśmy się w stronę sali gimnastycznej na apel. Boże jakie nudy.

*45 minut później

Weszliśmy do swojej klasy i usiedliśmy na swoich miejscach. Pani rozdała nam plany zajęć, jak zawsze na 8:00. Ale frajda.

-Proszę pani ja się nie zgadzam wstawać pięć dni w tygodniu o 7:20, to nie na moje nerwy.-Powiedział niezadowolony Kiślu.

-oh Rafał...-Westchnęła pani Sujka.

-Proszę pani ale to nie fair mieć 8 lat pod rząd ciągle na 8:00.-Wymruczał z grymasem na twarzy.

-Oh Rafale to nie moja wina, że przez twoją klątwę cała klasa ma przez ciebie na rano.-Powiedziała pani z uśmiechem.

-jaka klątwa?-Spytał zdziwiony, a wszyscy zaczęli się śmiać.

-OH Kisielku, ty jesteś tą klątwą.

-co?

-nie ma żadnej klątwy idioto.-Powiedział ktoś z przodu.

-bum i sprawa rozwiązana.-Powiedziała rozradowana pani.

-dziewczyna cię idiotą nazwała.-powiedział kpiąco Maciek.

-Macieju nie obrażaj kolegi.-Zwróciła uwagę mu pani.

-Tak jest oficerze.-Powiedziałem.

-No i tak ma być. -Powiedziała zadowolona pani.

-Miałam wam coś powiedzieć, ale nie pamiętam co to było, wiec uciekajcie do domu. Jutro dwie pierwsze Fizyki. Jak kogoś nie będzie to głowy pourywam!-Powiedziała poważnym głosem pani.

Wyszliśmy z klasy dalej się śmiejąc, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu tym razem LeStefan prowadził. W domu zastaliśmy Adriana i Skkf? Wtf?

-coś się stało?-Spytałem.

-trzeba zmienić plan, Mikołaj ...

Sorry ze taki krótki, ale później będzie drógi. Dziś o 11 idę do fryzjera będę farbować włosy,  wstawić wam zdjęcie przed i po? Co wy na to, żebym czasami wstawiała coś odmiennego?  Krótkie posty o różnych rzeczach? W sumie to miałam zacząć prowadzić nowy blog o wszystkim i o niczym. Miał on być o różnych pierdołach, ubraniach, kosmetykach, różne cytaty i takie tam... To co przeplatać? Czy wolicie samo opowiadanie?  Jak macie jakieś propozycje to pisać w pytaniach na asku: XxwikusiaxX albo na kiku XxwikusiaxX, no ostateczne wyjście to jest w komentarzu w stylu " ja mam propozycje, ale nie mam ani aska ani kika" to wtedy coś wykombinuję. Chcecie to mogę się zastanowić nad podaniem wam mojego "prawdziwego" instagrama, ale musi być przynajmiej 5 komentarzy podaj Insta. Wiem dużo, ale no cóż bywa.A tak wogóle jestem z was strasznie dumna na 20 wyświetleń skomentowało 5 osób. Jeśli chodzi o odpowiedzi to prosze szczere.
*Rozdział 21

Boże, ten rozdział miał być ostatni przed wakacjami, ale jesteście tak kochane, że nie mogę wam tego zrobić. Jak przeczytałam komentarze pod ostatnim rozdziałem to uśmiechnęłam się od ucha do ucha, a naprawdę rzadko mi się to zdarza. Dziękuję.


Weszłam do szkoły, czułam się dziwnie to był mój pierwszy dzień w szkole publicznej. Byłam w dużym korytarzu, zaczęłam iść w stronę gabinetu dyrektora. Naglę na kogoś wpadłam, ona upadła. Po chwili się podniosła i zaczęła się wydzierać.

-Co ty idiotko robisz? Nie widziałaś, że idę?!

-P-prze-przepraszam.-Powiedziałam niepewnie.

-Przepraszam?-Spytała.

-Chyba sobie kpisz?-Dodała.

-Kim ty jesteś?-Powiedziała.

-Ja jeste...-Przerwano mi.

-Nie obchodzi mnie to. Ja wiem kim jesteś. Jesteś nikim. Nikim.-Powiedziała a nagle, dookoła nas zbiegło się tłum ludzi.

-Jesteś nikim!-Krzyknął jakiś chłopak z tłumu.

-Nikim! Rozumiesz?!-Krzyknął drugi.

-Haha. Jesteś nikim. Nikim zawszę byłaś nikim.-Powiedziała jakaś blondynka.

-Nikim. Dziwko. Nikim. Jesteś nikim. Zwykłą szmatą!-Powiedziała raczej ostatnie krzyknęła.

-Ale jak..-Powiedziałam zakłopotana.

-Jesteś nikim, prawda Ania?-Spytała się i pokazała palcem na moją przyjaciółkę.

-Nie...-Zaczęła, ale ktoś jej przerwał.

-Prawda Aniu? Jak tam dziecko?-Powiedziała dziewczyna którą wcześniej potrąciłam.

-Prawda. Jesteś nikim, dlatego brat do ciebie odszedł.-Powiedziała, nagle zaczynając się śmiać.

-Nie prawda!-Krzyknęłam z łzami w oczach.

-Zobacz jak jesteś ubrana. Nie stać cię na ciuchy?-Powiedziała pusta blondynka.

-Przecież mam taką sukienkę jak Ania.-Powiedziałam.

Spojrzałam na moją suknię i zobaczyłam coś strasznego.

-Taką jak Ania mówisz?-Powiedziała, a wszyscy wybuchli śmiechem.

-Jesteś nikim!-Krzyknęli wszyscy i zaczęli się o mnie obijać.

Czułam się jak bym była niewidoczna, każdy mnie potrącał, pchał, nie zwracając uwagi.

-Uważaj w nowej szkole nie będzie tak fajnie jak myślałaś.

Obudził mnie dzwonek budzika.

-O boże to tylko sen.-Powiedziałam sama do siebie.

Trzeba się ubrać.-Pomyślałam.

Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, rozebrałam się i zaczęłam nalewać wody do wanny. Nie wspominałam, ale mam i wannę, i prysznic. Gdy woda się nalała ja weszłam do wanny. Ułożyłam się wygodnie i chwile tak siedziałam rozmyślając o nowej szkole.

Chyba, aż tak źle być nie może.-Pomyślałam.


Wzięłam moją gąbkę, którą kupiłam w Chorwacji. Normalnie bym nie brała gąbki do domu, ale ta jest inna, to prawdziwa gąbka wydobyta z oceanu. Nalałam na nią mojego ulubionego płynu o zapachu truskawki. Umyłam swoje ciało dokładnie, po czym wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Nie wzięłam ciuchów wiec musiałam iść do garderoby. Z szafki wzięłam bieliznę i od razu się w nią ubrałam. Pomyślałam, że nie będę zakładać sukienki, którą kupiłam razem z Anią, bo jak ona jej nie założy to będzie się ze mnie śmiać, a jak założy to będzie jeszcze gorzej. Postanowiłam poszukać jakiegoś ładnego kompletu pasującego na rozpoczęcie roku szkolnego. Zaczęłam szukać jakiegoś rozsądnego kompletu, po chwili znalazłam coś fajnego. Szybko wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki, ubrałam strój i zaczęłam się malować. Po dłuższej chwili skończyłam i nie powiem sama się sobie podobałam.


Wyszłam z łazienki przyszykowana, wzięłam tylko torebkę, w której miałam zeszyt, długopis, telefon i klucze. Zeszłam po schodach na dół, wychodząc z domu pożegnałam się z przygnębionymi rodzicami. Podeszłam pod przystanek autobusowy, stało kilka osób, ale nikogo nie znałam, jedna dziewczyna ciągle mi się przyglądała, chciała podejść, ale przyjechał autobus. Weszłam do sierotka, kupiłam bilet, skasowałam go i usiadłam na jednym z wielu siedzeń. Gdy zobaczyłam, że ta dziewczyna się do mnie zbliża, spanikowałam i szybko założyłam słuchawki. Po 10 minutach drogi, wyszłam szybko z autobusu. Dobrze,  że przystanek był na przeciwko szkoły, bo nie wiem czy bym dotarła sama do szkoły. Weszłam do szkoły i zaniemówiłam była jeszcze większa, niż wyglądała na zewnątrz. Szłam korytarzem do puki nie wpadłam na jakąś blondynkę.

-Ehh...-Wyjąkała.

-Prze-praszam.-Powiedziałam zniesmaczona, wstając.

-Uważaj jak chodzisz!-Krzyknęła jej koleżanka.

-Co ty sobie myślisz?!-Krzyknęła druga.

-Nie wpadłam na nią przypadkiem!-Krzyknęłam, nie wiedziałam skąd we mnie tyle odwagi.

-Nie podnoś głosu. Kim ty właściwie jesteś?!-Powiedziała niższa.

-Nikim.-Dopowiedziała brunetka, a mi od razu przypomniał się dzisiejszy sen.

-Spadaj.-Powiedziałam i odeszłam.

Pokierowałam się w stronę gabinetu dyrektora, zapukałam, usłyszałam ciche "proszę", otworzyłam drzwi i weszłam.

-Dzień dobry.-Przywitałam się z dyrektorem mojej nowej szkoły.

-Dzień dobry.-Przywitał mnie.

-Pewnie panna Wiktoria Jarząbek?-Spytał uśmiechnięty.

-Zgadza się.-Odpowiedziałam.

-Wiec co cie do mnie sprowadza?-Spytał.

-Ah tak. Nie wiem, w której klasie jestem i nie wiem gdzie mam się kierować na apel.

-Dobrze, poczekaj chwilę.-Powiedział i sprawdził coś na komputerze.

-Więc panno Wiktorio, chodzi pani do klasy 2c, teraz będzie spotkanie z nauczycielem w sali, później wychowawczyni zaprowadzi was na apel, a po apelu wrócicie do klasy i tam pani rozda wam plan zajęć.-Powiedział po chwili.

-Dobrze, a do jakiej sali mam teraz iść?-Spytałam niepewnie.

-Ojejku jaki ja zapominalski. No tak do sali 49. Sala znajduje się  piętro wyżej dokładnie nad moim gabinetem. na pewno znajdziesz.-Powiedział uśmiechając się.

-Do widzenia.-Powiedziałam.

-Do widzenia panno Wiktorio.-Powiedział.

Wyszłam zamykając za sobą drzwi, pokierowałam się w stronę sali. Jednak w połowie drogi, ktoś mnie zatrzymał.

-Wiktoria Jarząbek?-Spytała jakaś pani.

-Tak.-Powiedziałam niepewnie.

-Jesteś pierwszy raz w szkolę, wiec moja uczennica cię oprowadzi.-Powiedziała Nauczycielka.

-Dobrze.

-Haniu.-Powiedziała, machając ręką.

-Cześć.-Powiedziała posyłając do mnie promienny uśmiech.

-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.

-Dobrze to ja was zostawię same.-Powiedziała pani i poszła.

-Hania.-Przedstawiła się.

-Wiktoria.-Powiedziałam.

-Widziałam, dzisiaj jak wpadłaś na tego plastika.-Powiedziała.

-Ah, to nic takiego.-Powiedziałam.

-No nie wiem, ja bym się bała w ogóle odezwać, a ty-Powiedziała z zachwytem.

-Nie rozumiem. Czemu?-Powiedziałam zdziwiona.

-No ten...-Nie dokończyła.

-Dobrze, to czas cie oprowadzić-Powiedziała.

Najpierw pokazała mi stołówkę.

-Tu jest stołówka, co chyba widać.-Powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.

-Wiec, niestety każdy siada w swoich grupkach. Chcesz to możesz siadać z moją grupą. Nie radze z tymi popularnymi, pewnie i tak by ci nie pozwolili usiąść, bo trudno dostać się do ich paczki. A i tak nie warto.-Zaczęła mówić Hania.

-A..

-Chyba, że ty też jesteś..

-Nie, nie lubię być w centrum uwagi.-Powiedziałam, a Hania odetchnęła z ulgą.

Potem, oprowadziła mnie po reszcie szkoły. W sumie było strasznie nudno, ale ta Hanka jest fajna i miła. Nawet ją polubiłam. Wróciłam do domu, zmęczona trochę tym chodzeniem, bo szkoła jest naprawdę duża. Włączyłam laptopa i obejrzałam pięć odcinków mojego ulubionego serialu. Potem spakowałam się do szkoły, umyłam się i poszłam spać.


 Trochę was w dalszym ciągu mało i to mnie martwi. Jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy nie zrezygnuje z tego opowiadania, albo przestane pisać w ogóle. Ludzie to od was zależy jakość rozdziału, bo czym więcej komentarzy i wyświetleń, tym bardziej chce się pisać.  Ludzie to jest tak jak z YouTube, ja pod filmem nie będzie łapek, komentarzy to Youtuber nie będzie nagrywał. Rozumiem,  że na początku jest trudno, ale to już jest nasz 21 rozdział. Dziękuje wiernym czytelniczką, podziwiam was, reszta powinna brać z was przykład. <3


wtorek, 23 czerwca 2015

*Rozdział 20

Z Dedykacją dla: Angelika Kwiatek



*Perspektywa Wiktorii.

Usiadłam na łóżku Ani. Po chwili Ania zrobiła to samo.

-Co oglądamy?-Spytała.

-Nie wiem, może 17 Agine?-Spytałam.

-Nie oglądałam.-Powiedziała.

-No to włączaj.-Powiedziałam, a ta zrobiła to co kazałam.

Obejrzałyśmy film jedząc popcorn bo w połowie filmu, zatrzymałyśmy i zrobiłyśmy popcorn. Potem nie wiedziałyśmy co robić, wiec włączyłyśmy YouTube i oglądałyśmy przeróżne filmiki. Nawet jednego YouTubera kojarzyłam tylko nie wiem skąd.

-Wiktoria.-Zaczęła Ania trochę nie pewnie.

-Tak?-Spytałam zdezorientowana.

-No bo ja jestem w ciąży.-Powiedziała półgłosem.

-Haha. No przecież wiem.-Zaczęłam się śmiać.

-No, ale ty nic nie rozumiesz.-Powiedziała cicho.

-Wpadłaś, czasami się zdarza.-Powiedziałam spokojnie.

-No, ale.-Powiedziała.

-Co, ale?-Spytałam.

-Nie bój się prędzej czy później prawie każdy ma dziecko.-Powiedziałam obojętnie.

-Ale, nie z twoim bratem!-Wykrzyczała mi w twarz.

-Co?!-Spytałam zdziwiona.

-No! To co słyszałaś! Twój brat mi zrobił dziecko!-Krzyknęła.

-Nie, to nie możliwe. On nie, nie to nie możliwe.-Krzyknęłam.

-Tak byliśmy parą.-Powiedziała zła.

-Nie to nie możliwe. Jesteś okropna miałam cie za przyjaciółkę!-Krzyknęłam.

-Możliwe, wiesz jak było fajnie!-Krzyknęła chytrze się uśmiechając.

-Jesteś zwykłą dzi*ką!-Krzyknęłam.

-Wiem. Zamieszkamy razem, albo będzie mi płacił alimenty.-Powiedziała pewna siebie.

-Jak go znajdziesz!-Powiedziałam głośniej.

-O to się nie bój! On przez ten cały czas mieszkał ze mną w domu!-Krzyknęła.-Uciekł, od was miał was dość.-Na te słowa łzy zaczęły mi lecieć strumieniami.

-Nie to nie możliwe!-Krzyknęłam załamana, ocierając łzy.

-Możliwe!-Krzyknęła śmiejąc się.

-Ty jesteś chora! Widziałaś jak cierpiałam, moi rodzice są załamani! Przez was firm moich rodziców prawie zbankrutowała. Mogłaś powiedzieć od razu, że u ciebie jest!-Powiedziałam wycierając łzy.

-Trudno.

-Trudno?-Spytałam.

-To co słyszysz.-Powiedziała.

-Co ci odbiło? Byłaś moją najlepszą przyjaciółką? A teraz? Mogłaś przeprosić! A ty jeszcze tak się odzywasz.

-Może nie byłam?-Powiedziała, a ja rzuciłam w nią wazonem, na szczęście, a może nieszczęście nie trafiam.

-Wiesz co mam cie dość!-Powiedziałam i wybiegłam z jej domu.

Że jej dom był na przeciwko mojego, to musiałam przejść przez ulice. Przejść w normalnych okolicznościach, ale w takich co są  teraz to przebiegłam, na moje nieszczęście jechał samochód. Na szczęście zdążył zahamować, i tylko lekko mnie uderzył, upadłam i zaczęła mnie boleć głowa. Zauważyłam, że ktoś wysiada z samochodu. Gdy tylko zauważyłam kto to od razu wstałam, zakręciło mi się w głowie, ale to olałam, nie chciałam patrzeć na kierowce, zaczęłam biec w stronę domu. Wbiegłam przez furtkę, następnie po schodach otworzyłam drzwi i weszłam do sierotka, przy ich zamykaniu spojrzałam jeszcze raz niego. Jedyne uczucie, które mi wtedy towarzyszyło to obojętność, patrząc na jego twarz zbierało mi się na wymioty. Trzasnęłam drzwiami, kiedy zaczął zbliżać się do furtki. Wbiegłam po schodach do pokoju, nie zważając na krzyki rodziców.

-Wiktoria o co znowu chodzi?-Spytała przerażona moja mama.

-Nic.-Powiedziałam.

-Wiki!-Krzyknęła, aż podskoczyłam.

-No dobra, Ania jest w ciąży.-Powiedziałam bo w sumie o to chodziło.

-Wiem, ale to nie powód do takiego zachowania.-Powiedziała.

Co ja mam jej powiedzie?-Spytałam się w myślach.

Wiem.

-Nie chodzi o samą ciąże.-Powiedziałam.

-A dokładnie?

-O ojca.-Powiedziałam.

-Co ci tata zrobił?-Spytała,.

-Nie mój tata, ojciec dziecka.-Powiedziałam.

-A zakochałaś się, rozumiem.-Powiedziała.

-Nie!

-To co?-Spytała zdziwiona.

-Raczej tak zauroczyłam się w nim.

-Wiedziałam!-Powiedziała uradowana.

-Mamo, skończ. Idę się kąpać.-Powiedziałam, a mama odeszła.

Tak jak, powiedziałam tak zrobiłam, poszłam po czyste ciuchy do spania, a potem do łazienki. Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam kran. Ciepła woda, masowała moje ciało, a ja zaczęłam rozmyślać.

Czy Adi na pewno jest tatą jej dziecka?
Zachowywała się tak dziwnie,  jakby coś brała, nie to nie możliwe jest w ciąży. Może ktoś ją szantażował? Ale mówiła to tak, tak dziwnie. Nie poznaje jej. Może zrobiła mi coś na złość. Może dowiedziała się... nie nie możliwe.-Moje myśli przerwała zimna woda.

-Aaa!-Krzyknęłam.

-Co się stało?-spytała spanikowana mama.

-Zimna woda.-Powiedziałam.

-Już chwilę tata sprawdzi, a ty tak nas nie strasz.-Powiedziała i zeszła po schodach.

Po chwili ciepła woda znowu zawitała na moim ciele. Umyłam starannie włosy i ciało. Potem ubrałam się w piżamę i poszłam się położyć, Była już 22:30, a na 9:00 miałam apel.

Granice są potrzebne ludziom jak powietrze. Bez granic, każdego rodzaju, nie wiedzielibyśmy, jak żyć; ani kim jesteśmy, ani co mamy do zrobienia. Granice są po to, aby nam pokazać, że istnieją rzeczy, których nie można przekroczyć.   -Olga Tokarczuk 


Rozdział Dedykowany  Angelika Kwiatek , ponieważ przewidziała przyszłość. Nie wiem kochana jak się domyśliłaś. To już druga dedykacja- To nie moja wina, że mam tak wspaniałych czytelników  Dziękuję za 20 rozdział, z wami. Może mam przestać pisać? Mało was ostatnio. mało wyświetleń mało komentarzy, mało polubień. Przecież łatwo jest kliknąć +1, jak się komuś podobało. Komentarz też nie pisze się wieczność. 



czwartek, 18 czerwca 2015

*Rozdział 19

  Rozdział Dedykowany Niedostępna Dzika


 Uwaga +16 , oznaczone   *  * 

-Aaaa.-Zaczęłam krzyczeć, bo znalazłam się pod wodą, a stałam już na kafelkach, obok basenu.

-Walnięty jesteś?!-Spytałam krzycząc tuż po wynurzeniu z wody.

-Że ja?

-Nie ja, ośle!-Krzyknęłam.

-Ok.-Powiedział z bananem na twarzy.

-Ohh.

-No co?-Spytał.

-Jesteś okropny.-Powiedziałam.

-Wiem.-Powiedział i wskoczył do wody.

-Janek!-Krzyknęłam po tym jak mnie ochlapał.

-Słucham panią.-Powiedział wynurzając się z wody.

-Chory jesteś.-Powiedziałam.

-Wiem.-Odpowiedział.

-Ja też, ej.-Powiedziałam smutniejsza.

-Coś się stało?-Spytał.

-Bo ja przyszłam tutaj z Anią, a z półtora godziny jej nie ma.-Powiedziałam smutna.

-Zaraz przyjdzie.-Powiedział, próbując mnie pocieszyć.

-Mam taką nadzieje.-Powiedziałam przygnębiona.

-Idziemy popływać?-Spytał z uśmiechem.

-Pewnie.-Odpowiedziałam.

-Popłynęłyśmy w stronę ratownika. Raczej ja płynęłam, a on mnie trzymał w pasie, żebym nie zaczęła się topić. "Podpłynęliśmy" do połowy basenu, bo zaczepiła nas jakaś blondynka.

-Janek!-Krzyknęła i rzuciła mu się na szyje.

-Ej spokojnie, znamy się?-Spytał zdziwiony.

-No, nie pamiętasz wczorajszej imprezy?-Spytała wkurzona.

-Pomyliłaś mnie z kimś bo nie byłem wczoraj na żadnej imprezie.-Powiedział zszokowany.

-No widzisz, wiec spadaj.-Powiedziałam oschle i złapałam Janka za rękę, Jan się zdziwił, ale widziałam jak potem się uśmiecha pod nosem.

-Ej, ej tak szybko się mnie nie pozbędziecie.-Powiedziała z chytrym uśmieszkiem.

-Jesteś pewna.-Powiedziałam.

-Tak.-Powiedziała.

-Jestem z Jasiokiem w ciąży.-Powiedziała dumna z siebie.

-Co?! Nie możliwe! Pierwszy raz na oczy cie widzę!-Zaczął krzyczeć Janek.

Ratownik już przybliżał się w naszą stronę, ale gdy tylko spojrzał na wzrok Janka kierowany w jego stronę, od razu zawrócił.

-A wczorajsza impreza?-Spytała.

-Nie byłem na żadnej imprezie!-Powiedział wkurzony Jasiek.

-Przyjaciel mi mówił coś innego, to ty mnie zaciągnąłeś do łóżka.-Powiedziała uśmiechnięta.

-Dobra idiotko, koniec tego. Po pierwsze to niby się stało z wczoraj na dzisiaj i tak szybko nie miała byś pewności, ani objawów, a po drugie nie było go na żadnej imprezie.-Powiedziałam wkurzona, zacisnęłam swoją rękę na Jasia i zaczęłam iść jak najdalej od niej.

-Robiłam test ciążowy.-Powiedziała.

-To może cie okłamał, bo wystraszył się twojej tapety, a jak nie to może z którymś innym z którymi się puszczałaś!-Krzyknęłam tak, żeby wszyscy usłyszeli.

-Nie krzycz tak Wiki.-Powiedział Janek.

-Chcę, żeby usłyszała.-Powiedziałam dumna.

-Nie okłamał, a kto będzie płacił alimenty?-Spytała.

-Tatuś dziecka.-Powiedziałam głośno bo ciągle się oddalaliśmy.

-On nim jest.-Powiedziała.

-To przyjdź z testem genetycznym.-Powiedziałam coraz dumniejsza z siebie.

-Co?-Spytała zdziwiona.

-Test DNA, ojcostwa!-Powiedziałam wkurzona.

-A jeszcze jedno z toną tapety nie przychodzi się na basen, nikt nie ma zamiaru skrobać ci twarzy!-Krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać, nawet dziewczyny, które przed dziesięcioma minutami wierciły mi dziury w twarzy ze złości, nawet nie wiem czemu.

-Czemu ją odstraszasz, może chciałem ją przelecieć.-Powiedział Jasiek.

-Boże jaki z ciebie idiota.-Powiedziałam stukając go w czoło.

-Ja? To ty wydzierasz się na cały basen i obrażasz inne osoby.-Powiedział z uśmiechem na twarzy.

-Chcesz się sprzeczać?-Spytałam podnosząc jedną brew do góry.

-Tak.-Powiedział z uśmiechem.

-Spadaj.-Powiedziałam i obróciłam się na palcach.

-Wymiękasz?-Spytał.

-Nie po prostu nie chcę cie upokorzyć.-Powiedziałam dumna z siebie.

-Tak?-Powiedział.

-Tak, właśnie tak.-Powiedziałam i zaczęłam się oddalać.

Naglę coś chwyciło mnie za nogę i naglę. Chlup. Wylądowałam w wodzie. Musiałam się jakoś zemścić, wiec nie wypływałam przez chwilę. Po chwili, poczułam jak coś trzyma mnie w tali. Jasiek coś tam mówił, ale nie słuchałam bo już mi się chciało płakać ze śmiechu. Nagle otworzyłam oczy, gdy zobaczyłam jego minę od razu wybuchłam śmiechem.

-Idiotka.-Powiedział zły.

-Tez cie lubię, chyba.-Powiedziałam nadal się śmiejąc.

-Chyba?-Spytał z chytrym uśmieszkiem.
*
Właśnie wtedy przestałam się śmiać, bo wargi Jasia wylądowały na moich. Całował delikatnie, lekko podgryzając co chwilę  moją dolną wargę. Był tak namiętny, że aż nogi mi się uginały, ledwo trzymałam się na nogach. Janek to chyba zauważył, poczuł bo oparł mnie o ściankę, podniósł mnie lekko do góry, żebym mogła usiąść. Położyłam ręce na podłogę, a on zaplątał nasze palce nie przestając mnie całować. Poczułam jego język, próbujący dostać się do sierotka, bez zastanowienia lekko rozszerzyłam usta pozwalając mu wejść. Delikatnie jeździł językiem po moich wargach, co mnie strasznie łaskotało, przez co trudno było mi powstrzymać śmiech. Po chwili chcąc nie chcąc musieliśmy się od siebie oderwać, żeby złapać powietrze. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Jasia. Byłam zaskoczona jego zachowaniem, ale także zafascynowana, strasznie mi się podobało.
 *
-Nie powinienem.-Powiedział, odwrócił się i odszedł.

O co mu chodzi? Najpierw prawie zaciąga mnie do łóżka, potem pisze w moim pamiętniku, że nie możemy się więcej spotykać, teraz całuje mnie w miejscu publicznym i odchodzi.-Pomyślałam.

Patrzyłam jak odchodzi, stuknął ręką w kolegę i wyszli z basenu, pokierowali się do szatni.

-Wiktoria!-Krzyknęła Ania.

-Co?-Spytałam.

-Sorry, że tak długo, ale musiałam iść do babci bo mnie potrzebowała. Mam nadzieje, że się nie obraziłaś.

-Pewnie, że nie.-Powiedziałam z uśmiechem, chyba był trochę wymuszony.

-To pływamy, a no tak ty nie umiesz.

-Trochę się nauczyłam.-Powiedziałam dumna.

-No to pokaż.

Pokazałam jej i zaczęłyśmy swobodnie pływać, co chwilę rozmawiając, lecz ja przez cały czas myślałam o Janku i jego dziwnym zachowaniu.

-Jak on tak może?-Spytałam sama siebie.

-Kto? Co?-Spytała zdziwiona Ania.

-Sorry, myślałam na głos.-Powiedziałam speszona.

-Ale co się stało?-Spytała.

-Adrian, się nie odzywa.-Powiedziałam co pierwsze przyszło mi na myśl.

-Aha.-Powiedziała cicho.

-To co wychodzimy?-Dodała.

-No trochę mi się nudzi.-Powiedziałam.

Wyszliśmy, ubrałyśmy się w normalne ciuchy, wysuszyłyśmy włosy i poszliśmy dopłacić pani. Potem zaproponowałam żebyśmy poszły odłożyć rzeczy, a potem na lody do parku, na szybkie zakupy bo nie mamy ciuchów na rozpoczęcie roku szkolnego. I tak zrobiłyśmy poszłyśmy odłożyć rzeczy, ale oczywiście musiałam spaść na ziemie.

-Uważaj.-Krzyknęła Ania.

-Ups.-Powiedziałam śmiejąc się.

-Co cie tak śmieszy?-Spytała.

-Wszystko.-Powiedziałam.

-Wstawaj i chodźmy.-Powiedziała i zrobiłyśmy tak jak powiedziała.

Poszłyśmy do sklepu i kupiłyśmy takie same sukienki, żakiety, rajstopy, baleriny i bransoletki.


Potem udałyśmy się do mnie odłożyć rzeczy.

-Dobry wieczór.-Powiedziała Ania  do moich rodziców.

-Cześć.

-Dobry wieczór Aniu.-Przywitali ją moi rodzice.

-Mogę iść do Ani na dwie godziny o 21 będę?-Spytałam.

-Tak możesz, ale nie później, bo jutro do szkoły.-Oznajmiła moja mama.

-Dobrze.

-Do widzenia.-Powiedziała Ania.

-Pa mamo, pa tato.-Powiedziałam.

-Pa dziewczyny.-Powiedział mój tata.

-Pa, pa.-Powiedziała po chwili spóźnienia moja rodzicielka.

Wyszłyśmy z domu i pokierowaliśmy się do domu Ani. Dziwnę bo nikogo nie było. Zdjęłyśmy buty i poszłyśmy do pokoju Ani.

*Perspektywa Janka.

Skończyliśmy się całować i nie wiedziałem o zrobić. Nie wiedziałem czy mam znowu ją pocałować, czy odejść. Wybrałem tą drugą opcję, bałem się, że Filip coś widział, przez cały czas na nas patrzył.

-Nie powinienem.-Powiedziałem i odwróciłem się.

Jest Smav nic nie widział.-Pomyślałem,ale nie było odwrotu musiałem iść przed siebie.

Nie wiem czemu to zrobiłem, ale nie mogłem się oprzeć. Coś mnie do mnie ciągnie, ale ja byłem tylko raz w poważnym związku, strasznie podobała mi się taka Angelika, ale mnie zdradzała, od tamtej pory obiecałem sobie, że nigdy się już nie zakocham, ale chyba coś nie wyszło.

Czy ja ją kocham?

Nie wiem.

To nie możliwe.

Nie mogę!

Nie chcę!

A może?

Ona jest dla mnie ważna.

Czy to na pewno moje myśli?

Nie co ja zrobiłem?

A jak ją stracę?

Nie nie mogę z nią być.

Nie mogę obiecałem sam sobie.

Nie mogę oni mają rację.

Nie mogę.

A jak coś jej się stanie?

Nie oni mają racje nie mogę z nią być.

Choć nawet nie wiem czemu tak twierdzą.

Czemu Filip mnie przed nią ostrzega?

Przecież ona jest taka niewinna.

Tak racja Angelika też taka była, na początku.

Ale to coś innego.

Ale?

Nie nie mogę!

Kocham ją.

A jak ona mnie nie?

Ohh to wszystko jest za trudne.

Nie mogę z nią być muszę ją chronić.

A może jak będę ją miał przy sobie to będzie bezpieczniejsza?

Nie nie mogę i koniec!-Pomyślałem.



Ten rozdział jest dedykowany  Niedostępna Dzika  bo chciała, żeby Wiktoria z Jasiem się całowali. A wiec proszę :) Mam nadzieję, że ci się spodoba. Dziś jade z rodzicami do szczecina do kina,  wiec jut o nie bedzię rozdziału , w niedziele z reszta też, bo są dni morza..  Jak chcecie coś w rozdziałach, to piszcie w komentarzach dla was wszystko. :* 
*Rozdział 18


-Co robimy?-Spytałam.

-Chodźmy na basen.-Zaproponowała uradowana Ania.

-Nie mamy strojów.-Powiedziałam.

-To chodźmy je kupić.-Powiedziała.

-No dobra.-Powiedziałam niezbyt zadowolona, bo nie umiem pływać.

Poszłyśmy, do galerii i kupiliśmy stroje. Potem poszłyśmy do domu, żeby zabrać potrzebne rzeczy.
Po spakowaniu poszłam pod dom Ani.

-Ania.-Powiedziałam.

-Tak?-Zapytała.

-Ja nie mam czepka.-Powiedziałam.

-Nie martw się ja mam dwa.-Powiedziała.

-Mam nadzieję, że będzie chociaż jeden pasował.-Dodała.

-Ja też.-Powiedziałam i poszłyśmy do jej pokoju.

-To mam jeden materiałowy i lateksowy.-Powiedziała.

-No to ja chce materiałowy!-Krzyknęłam rozbawiona.

-No to łap.-Rzuciła mi fioletowy czepek.

Zaczęłam przymierzać i ...

-Za duży.-Powiedziałam z oburzoną miną.

-Trudno to masz ten.-Powiedziała, rzucając mi czarny czepek i zabierając mi swój.

-No dobry.-Powiedziałam i zrobiłam dziwną minę, aż zaczęłyśmy się śmiać.

Zeszłyśmy na dół, Anka ubrała buty i przekroczyłyśmy próg domu.

-Chodźmy najpierw na lody-Zaproponowałam.

-Okey.-Odpowiedziała.

Skręciłyśmy w stronę parku, do butki z lodami. Zjadłyśmy lody i pokierowałyśmy się na basen.

-Dzień Dobry.-Powiedziałyśmy w tym samym czasie.

-Dzień Dobry.-Powiedziała pani za ladą.

-Na dwie godziny po prosimy.-Powiedziała Anka.

-40 złotych.-Powiedziała.

-Proszę.-Powiedziała i podała nam kluczyki do szafki.

-Dziękuję.-Odpowiedziałyśmy.

Pokierowałyśmy się w stronę przebieralni. Weszłyśmy do sierotka i zobaczyłyśmy pięć dziewczyn, gdzieś w naszym wieku. Zaczęłyśmy szukać naszych numerków 55 i 57. Znalazłyśmy szafki obydwie miałyśmy na dole. Otworzyłyśmy szafki wsadziłyśmy, rzeczy i pokierowałyśmy się do przebieralni. Po przebraniu wyszłam z ciasnej przebieralni  i podeszłam do swojej szafki. Odłożyłam ciuchy i usiadłam na ławeczkę czekając na koleżankę. Po pięciu minutach przyszła.

-Co tak długo?-Spytałam.

-No sorry, chodź już.-Powiedziała i pokierowała się pod prysznic.

Opukałyśmy się i poszłyśmy na pływalnie. Weszłam do wody, a zaraz po mnie Ania. Oswoiłyśmy się z wodą, pogadałyśmy chwilę i popłynęłyśmy, a raczej ona popłynęła a ja poszłam podtrzymując się poręczy. Nagle zawołała Anie jakaś dziewczyna.

-Ania.-Krzyknęła jakaś dziewczyna.

-O Natalia coś się stało?-Spytała Ania.

-Tak dzwoni ci telefon.-Odpowiedziała dziewczyna.

-Poczekaj chwilę, zaraz do ciebie wrócę.-Powiedziała do mnie Anna.

-No dobrze.-Powiedziałam, a Ania popłynęła w stronę wyjścia.

Oparłam się plecami o barierkę, gdy naglę ktoś chwycił mnie za ramie. Wystraszyłam się, aż podskoczyłam,a ten ktoś zaczął się śmiać.

-No nieźle, aż tak cie wystraszyłem.-Powiedział, a ja się gwałtownie odwróciłam.

-Ohh to tylko ty.-Odetchnęłam z ulgą.

-Tylko ja?-Spytał z chytrym uśmieszkiem na twarzy.

-Tylko ty.-Powiedziałam stanowczo.

-Uuuu, jak tam Adrian?-Spytał z chytrym uśmieszkiem.

-Dobrze.-Powiedziałam.

Chyba.-Pomyślałam.

-A ja słyszałem, że ni...-Nie zdążył bo ktoś mu przerwał.

-Mateusz!-Krzyknął jakiś chłopak.

Mateusz bez słowa pokierował się w stronę wyjścia. Patrzyłam jak odchodzi, aż zobaczyłam dwóch chłopaków wychodzących z innego pomieszczenia.

Co tam jest? A chyba basen sportowy.-Pomyślałam.

Czy to Jasiek?-Spytałam sama siebie.

Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana, chyba to zauważył bo zaczął się uśmiechać. Odwróciłam się zarumieniona, a jakieś dziewczyny się na mnie patrzyły i pokazywały palcem. Nie przejęłam się zbytnio bo mam na takie plastiki wywalone. Otrząsnęłam się i spojrzałam szybko na Jaśka, który był już w basenie. Nawet nie wiem kiedy on to zrobił, a już stał koło mnie.

-Cześć.-Powiedział.

-Hej.-Powiedziałam cicho.

-Sama jesteś?-Spytał.

-Nie z tym, no...-Nie wiedziałam co powiedzieć, spojrzałam na Jaśka, który był cały wkurzony.

-No ten z Anką.-Dokończyłam po chwili.

-Aha. Popływamy?-Spytał.

-No, nie dzięki.-Powiedziałam.

-Czemu?-Spytał smutny.

-No nie, to głupie.-Powiedziałam.

-Hmm.

-No nie umiem pływać.-Powiedziałam cicho.

-Nie umiesz pływać? Mogę cie nauczyć.-Powiedział tak głośno, że raczej Ania usłyszała.

Właśnie, gdzie jest Ania?-Spytałam się w myślach.

-Nie krzycz tak.-Powiedziałam głośno.

I właśnie w tej chwili poczułam na sobie czyiś wzrok.

-Ok!-Krzyknął i puścił mi oczko.

-Zamknij się.-Powiedziałam się bo każdy się na nas patrzył.

-Ok, ok.-Powiedział wystraszony.

-No i tak ma być.-powiedziałam uśmiechnięta.

-Ha ha ha.-Powiedział i zmarszczył czoło.

-No to co idziemy się uczyć.-Powiedział.

-Musimy?-Spytałam z obawą czy to z nim chcę się uczyć.

-Tak.-Powiedział.

-No dobra.-Powiedziałam i zaczął mnie uczyć.

Pływaliśmy, chlapaliśmy się, topiliśmy i nie zwracaliśmy uwagi na innych ludzi na basenie. Dziewczyny patrzyły się na mnie jakby chciały mi wydłubać oczy, do tego ten chłopak, który ciągle nas obserwował. Nawet nauczyłam się troszkę pływać.

Boże jaki on ładny.-Pomyślałam.


Trochę *długi rozdział przepraszam. Ale,  jutro samego rana. Przypominam o komentowaniu.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

*Rozdział 17
Powiedziałam

*Perspektywa Ani.

Wróciłam od Wiktorii. Przechodząc przez próg przełknęłam głośno ślinę. Bałam się powiedzieć mamie o "niespodziance". Zdjęłam buty i kurtkę, po czym pokierowałam się do swojego pokoju. Zdziwiłam się bo nikogo w nim nie zastałam. Z szafy wyciągnęłam czystą bieliznę i piżamę. Poszłam do łazienki i wzięłam długą odprężającą kąpiel. Po wyjściu z wanny przebrałam się w przyszykowane  ubrania. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę łóżka, na którym leżał telefon. Wzięłam go i napisałam sms.

Do Wikula: Zmotywuj mnie jakoś bo się boję zejść na dół powiedzieć mamie.

Odłożyłam telefon i włączyłam laptopa. Włączyłam piosenkę, która zawsze mi pomagała w trudnych sprawach.

Czuję Twój smak słyszę jak Ci bije serce
Czujesz mój dotyk i to serce mówi jeszcze
Już teraz wiem za czym tak naprawdę tęsknię
Znów jesteś ze mną Boże nie chcę nic więcej 

Podśpiewywałam sobie kiedy usłyszałam dźwięk dochodzący z mojego telefonu.

Od Wikula: Nie możesz się bać bo będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni, a wiec ty musisz zjednoczyć się z mamą.

Do Wikula: Ale jak ja mam to zrobić?

Od Wikula: Po postu musi to zrozumieć jak nie to przyjdź do mnie na noc.

Do Wikula: Jesteś kochana. Pa pa jak coś będę pisać.

Odłożyłam telefon, założyłam kapcie i zeszłam na dół. W kuchni zastałam mamę i Mikołaja. Usiadłam na przeciwko nich na krześle i podkuliłam nogi, przyciągając kolana do czoła.

-Coś się stało?-Spytała moja rodzicielka.

-Tak.-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz.-Powiedział Mikołaj.

-Ale..-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz kotku, powiedz co się stało, my zawszę będziemy z tobą.-Powiedziała mama.

-Na pewno?-Spytałam krztusząc się przez łzy.

-Na pewno.-Odpowiedzieli oboje, na co się lekko uśmiechnęłam.

-No bo ja...-Przerwałam, ocierając łzę. 

-Ja zaszłam w ciąże.-Powiedziałam.

-Co?!-Krzyknęła moja mama,

-Uff.-Powiedział w tym samym momencie Mikołaj.

-Jak to uf? Twoja siostra jest w ciąży, a ty zwykłe uf?-Spytała zdziwiona.

-No tak,  ja już wiedziałem tydzień temu, myślałem, że coś się stało z dzieckiem.-Powiedział spokojnie Mikołaj.\

-Co wiedziałeś a mi nie powiedziałeś?!-Spytała wkurzona.

-No tak.

-Jak mogliście!?-Krzyknęła moja mama.

W tej chwili do salonu wszedł mój tata.

-Co tu się dzieje?-Spytał zły.

-Anka jest w ciąży.-Powiedziała z wyrzutami moja mama.

-Od początku nie podobał mi się ten chłopak.-Rzucił ojciec.

-Odczep się od niego!-Krzyknęłam.

-Odczepić się od niego? Tak? Po tym co ci zrobił?-Powiedział groźnie.

-Tak odczep się to też moja wina powinnam uważać.-Powiedziałam pewna siebie, ale w środku cała się trzęsłam.

-Uważaj sobie. Zabraniam ci się z nim zadawać. A pewnie jak się tylko dowie to cię zostawi i będziesz miała dziecko na utrzymaniu.-Powiedział mój tata z wyższością.

-Skąd ty możesz coś o nim wiedzieć? Nigdy nie ma cie w domu, a jak jesteś to tylko kłócisz się z mamą, albo siedzisz i nic nie robisz.-Powiedział z pretensjami Mikołaj.

-Jak ty się do mnie odzywasz!?-Krzyknął do Mikołaja ojciec.

-Tak jak na to zasługujesz.-Powiedział Mikołaj i wskazał ręką na drzwi.

-Do puki nie przyjechałeś smarkaczu to było wszystko dobrze.-Powiedział unosząc się tata, a ja się popłakałam.

-Darek skończ!-Krzyknęła pierwszy raz w życiu na swojego męża.

-Co?-Spytał zdziwiony.

-To co słyszałeś, a teraz daj nam porozmawiać w Anką.-Powiedziała wkurzona.

-Nie będziemy z nią rozmawiać. Chciała zostać dzwi*ą to nią została,-Powiedział, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej.

-Ale Aniu jak to się stało?-Spytała moja mama.

-A nie wiesz jak się dzieci robi?!-Krzyknęłam z pretensjami i pobiegłam do pokoju.

Po chwili przybiegła moja mama, najpierw wydzierając się na ojca.

-Aniu proszę nie płacz.-Powiedziała moja mama.

-Ale jak mam nie płakać jak nie skończyłam szkoły, a już będę miała dziecko?-Spytałam rozżalona.

-Kochanie pójdziesz prywatnie, z dzieckiem ci pomogę, nie bój się jakoś się ułoży.Pocieszała mnie mama.

-A jak nie? Jak on nie będzie chciał dziecka?-Spytałam.

-To ty mu jeszcze nic nie mówiłaś?-Spytała zdziwiona.

-No jakoś nie było okazji.-Powiedziałam smutna.

-No, a chociaż Wiktorii powiedziałaś?-Spytała moja mama.

-No tak, ale nie wszystko.-Powiedziałam smutna.

-To musisz jej to wytłumaczyć do końca.-Powiedziała.

-Ja idę spać. Dobranoc.-Powiedziałam, a moja rodzicielka wyszła.

Położyłam się i od razu zasnęłam.

*Perspektywa Wiktorii.

Wstałam o 7 i uświadomiłam sobie , że to ostatni dzień wakacji. Wzięłam telefon z szafki i napisałam do Ani sms.

Do Aniulka: Hej. Dziś ostatni dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, wiec może się gdzieś przejdziemy?

Od Aniulka: Oczywiście. O 12:30?

Do Aniulka: Jasne. U mnie.

Napisałam, ustawiłam budzik na 11:30 i położyłam się spać.

Obudził mnie budzik, wzięłam wybrane ciuchy i pokierowałam się do łazienki. Wzięłam krótki, ale relaksacyjny prysznic, potem ubrałam się w przyszykowany strój.

Potem zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni na śniadanie. 

-Cześć mamo. A ty nie w pracy?-Spytałam.

-Nie. Nie mogę się skupić, martwię się  o Adriana.-Powiedziała.

-Ja też, ale trzeba jakoś funkcjonować.-Powiedziałam przytulając ją.

-No niby tak, niby tak.-Powiedziała.

Ktoś zapukał do drzwi.

-Otworze.-Powiedziałam.

Otworzyłam i zobaczyłam Anie.

-Cześć.

-Wejdź.-Powiedziałam i wpuściłam koleżankę.

-Dzień Dobry.-Powiedziała do mojej mamy.

-Cześć Aniu.-Przywitała ją ciepło moja rodzicielka.

Naglę zadzwonił telefon.

-Hallo.-Powiedziała moja mama.

-Pani Sylwio.-Powiedział jakiś pan.

-Tak?-Spytała do telefonu.

-Pomyliła pani bardzo ważne papiery.-Powiedział ktoś w telefonie.

-Nie możliwe-Powiedziała zszokowana.

-Tak mamy stratę o 10 tysięcy złotych w firmie-Powiedział.

-Kur*a. Dobrze ja pojutrze to naprawie.-Powiedziała.

-Dobrze, pani jest szefem.-Powiedział i się rozłączył.

-Dziewczynki idę się położyć.-Powiedziała.

-Dobrze.-Odpowiedziałyśmy..

-Co się stało twojej mamie?-Spytała cicho.

-To wszystko, przez Adriana. Moja mama powoli się załamuję.-Powiedziałam.

-Jejku Wiktoria, współczuję.-Powiedziała smutna.

-Jak tak dalej pójdzie, cała firma zbankrutuje.-Powiedziałam załamana.

-Współczuję ci, ale tak jak twoja mama mówiła naprawi wszystko, a  my chodźmy się bawić.-Powiedziała Anka.

-No dobrze, chodźmy.-Powiedziałam i weszłyśmy po schodach do mojego pokoju.

-Już jutro, do szkoły.-Powiedziała znudzona Anna.

-No.-Odpowiedziałam tak samo znudzona.

-Chodźmy na miasto.-Powiedziała Ania.

-No to dobry pomysł.-Odpowiedziałam.

Ubrałam buty i poszłyśmy na miasto.

Dzień, w którym zaczynamy martwić się o przyszłość, jest dniem końca naszego dzieciństwa.    - Patrick Rothfuss


Mam nadzieję, że w wakacje was przybędzie. <3

sobota, 13 czerwca 2015

*Rozdział 16
Problemy z pracą.

*Perspektywa Wiktorii.

-Mamo.

-Tak córciu.

-Martwię się o Adriana. Gdzie on się podziewa?

-Nie wiem, nie odbiera telefonu.

-No bobrze może się odezwie. Ja wychodzę z Anką.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

Zapukałam do drzwi, od razu się otworzyły tylko nie stała tam Ania tylko on.

-Co ty tu robisz?-Spytałam.

-A co mam robić w swoim domu?-Spytał.

-Co ty tu mieszkasz?-Spytałam zdziwiona.

-No tak od tygodnia.-Odpowiedział.

-Jest Ania?-Spytałam.

-Nie, nie ma.-Odpowiedział.

-Co przecież się ze mną umówiła.-Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.

-Może wejdziesz?-Spytał.-Za chwilę powinna być.

-Nie.-Odpowiedziałam krótko.

-Jest moja mama w domu.-Powiedział.

-No dobra.-Powiedziałam i wpuścił mnie do sierotka.

-Gdzie jest?-Spytałam.

-W kuchni.-Powiedział i zniknął za rogiem.

-Dzień dobry.-Powiedziałam.

-Cześć Wikusia.-Przywitała mnie serdecznie jak zawsze.

-Mogę w czymś pomóc?-Spytałam.

-No możesz mi pomóc obrać ziemniaki?-Spytała.

-Chętnie.-Powiedziałam i wzięłam się za obieranie.

-Co cie do nas sprowadza, bo raczej nie przyszłaś obierać ziemniaków.-Powiedziała mama Ani i zaczęłyśmy się śmiać.

-Tak umówiłam się z Anią, ale jej nie zastałam wiec Adrian zaprosił mnie do sierotka.-Odpowiedziałam przestając się śmiać.

-To ty znasz mojego syna?-Spytała zdziwiona.

-Tak znam.-Powiedziałam.

Niestety.-Pomyślałam.

-Cześć.-Powiedział ktoś trzaskając drzwiami.

-O Wiktoria. Co ty tu robisz?-Spytała Anka.

-Przyszłam do ciebie, ale cie nie było.-Powiedziałam udając obrażoną, nie przestając obierać ziemniaków.

-Sorry sąsiadka poprosiła, żebym podlała jej kwiaty bo gdzieś wyjechała.-Zaczęła się tłumaczyć.

-Okej. To jak obiorę ziemniaki to idziemy.-Powiedziałam.

-Nie Wiktorka, ja dokończę.-Powiedziała mama Ani.

-Nie jeszcze tylko pięć ziemniaków.-Powiedziałam.

-Dobrze obiorę, wynocha.-Powiedziała pani Krystyna.

-No chodź.-Powiedziała Anna i pociągnęła mnie w stronę wyjścia.

-Do widzenia.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

-Gdzie idziemy?-Spytałam.

-Do parku.-Odpowiedziała Ania.

-Wiesz co?-Spytała Anka.

-Nie.

-Muszę iść do lekarza.-Powiedziała.

-To idź.-Powiedziałam.

-Ale nie jestem pełnoletnia, muszę iść z opiekunem.-Powiedziała przejęta.

-No to kiepsko.-Powiedziałam.

-No dzisiaj powiem mamie.-Powiedziała smutna.

-No nie masz wyjścia.-Powiedziałam.

-No dzięki.

-Jestem twoją przyjaciółką nie będę cie okłamywać.-Powiedziałam po chwili.

Poszliśmy do parku. Bawiłyśmy się jak małe dzieci. Przypomniały mi się chwilę młodości jak byłam mała.

-Anka.

-Tak martwię się o Adriana-Powiedziałam.

-Nie bój się, na pewno nic mu nie jest.-Powiedziała spięta.

-A jak mu się coś stało? Gdzie on śpi? Z czego żyję? Co mu do cholery odwaliło, że nie wraca?-Zaspałam koleżankę pytaniami.

-Nie martw się.-Powiedziała.

-Jak mam się nie martwić jak kilka dni nie wraca do domu!-Nakrzyczałam na koleżankę.

-Przepraszam.-Powiedziałam po namyślę.

-Nie powinnam się na tobie wyżywać.-Dodałam.

Anka nie odpowiedziała tylko mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. Po dwudziestu minutach uspokoiłam się i poszliśmy na lody. Po lodach poszliśmy na małe zakupy, bo poprosiła Anie mama. Oddałyśmy zakupy i poszłyśmy do mnie do domu.

-Cześć mamo-Powiedziałam.

-Dzień dobry.-Powiedziała Anka.

-Cześć dziewczynki.-Powiedziała moja mama.

-Rybeczko, muszę ci coś powiedzieć.-Powiedziała przejęta.

-Tak?-Spytałam wystraszona.

-Adrian zmienił numer.-Powiedziała.

-Teraz to na pewno, nie uda nam się do niego dodzwonić.-Powiedziałam przejęta.

-Może on do nas zadzwoni.-Powiedziała.

-Nie zadzwoni!-Krzyknęłam i pobiegłam z płaczem do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać.

-Nie bój się wróci-Powiedziała Anna.

-Łatwo ci mówić.-Powiedziałam i włożyłam głowę w poduszkę.

Zaczęłam rozmyślać, jak to było kiedy byliśmy mali. Ciągle bronił mnie przed innymi,opiekował się, dbał o mnie, pilnował żeby nic mi nie brakowało, pocieszał w trudnych chwilach. Jak chodził za mną i odstraszał chłopaków, kiedyś mi to pasowało, ale teraz. Rozmyślałam, aż zasnęłam.

Obudziłam się o 19:50, wstałam i poszłam do kuchni, a tam siedział mój tata, z mamą  i Anką.

-Cześć.-Powiedziałam.

-Obudziłaś się!-Krzyknęła uradowana Ania.

-No.

-Zrobiłam wam kanapki, i herbatę.-Powiedziała moja mama.

-Dobrze, ale zjemy na górze.-Powiedziałam.

-Ale jak Adrian się odezwie to mówcie.-Dodałam.

-Dobrze córuś.-Powiedziała moja mama podejrzliwie szczęśliwa.

Wzięłam kanapki i poszłam do pokoju. Za mną weszła Ania z dwoma szklankami herbaty. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się suficie.

-Wiesz kiedyś, rozmawiałam z Adim o wszystkim, był dla mnie jak przyjaciel, był najbliższą mi osobą. A teraz co zniknął, kontakt nam się urwał.-Powiedziałam smutna.

-Na pewno wróci, nie martw się, będzie tak jak kiedyś.-Powiedziała.

Wypiłyśmy herbaty, zjadłyśmy kanapki i włączyłyśmy film. Po filmie Ania musiała iść bo była już 22:30. Po odprowadzeniu jej do wyjścia, udałam się do pokoju, weszłam do garderoby, wzięłam z niej piżamę i pokierowałam się pod prysznic. Umyłam dokładnie włosy, nawilżając je. Wyszłam z kabiny, uczesałam włosy, ubrałam przygotowane ciuchy, umyłam zęby. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zasnęłam.



 Mam nadzieję, że nie czytacie dlatego, że nie macie czasu, a nie bo wam się nie podoba.