czwartek, 25 czerwca 2015

*Rozdział 23

-Co Mikołaj?

-Za tydzień ma urodziny, trzeba mu je wyprawić.

-Serio? Myślałem, że o coś poważnego. Ja się do tego nie pisze. Odpadam.-Powiedziałem i wyszedłem z pokoju.

Pokierowałem się do kuchni, ponieważ byłem głodny, ci idioci pewnie coś zjedli, ale mnie nie zawołali, bo po co. Z powodu braków w lodówce, musiałem zamówić pizze. Nie mogłem ryzykować zamawiając małą czy jedną, dlatego zamówiłem 3 duże, dla pewności, że zostanie coś i dla mnie. Po upływie godziny pizza została dostarczona, lecz niestety gdy tylko kiślu poczół zapach unoszący się w domu, od razu przybiegł, nie sam zabrał wszystkich. Rzucili się na tą pizze i jedna wylądowała na podłodze, niestety nie dało się jej uratować, bo moja podłoga do najczystszych, ani nawet do czystych nie należy.

-Rembol! Coś ty zrobił!-Krzyknął zezłoszczony Kiślu.

-To nie ja!-Odpowiedział zły.

-Smav!?-Spojrzał na niego złowrogo.

-To był Thor.-Powiedział.

-To nie ja. To był Florian.-Powiedział wskazując palcem na alfę, ja korzystając z okazji, że się sprzeczają, zacząłem jeść mój obiad, a może raczej śniadanie.

-Ej to Adrian!!-Krzyknął zdezorientowany Skkf.

-Nie prawda, to na 100% był Kiślu.

-Nie to nie ja!! Nie zmarnował bym pizzy!-Krzyknął, a ja kończyłem już drugi kawałek pizzy.

-To LeStefan.-Dodał natychmiastowo.

-To nie byłem ja! Idioto!-Krzyknął Stefan wchodząc do kuchni.

-Janek.-Powiedzieli, patrząc się na mnie z politowaniem, a ja spojrzałem na nich pytająco.

-Ty..

-Ja jej nie zwaliłem..-Powiedziałem.

-Ale widziałeś kto ją zwalił.-Powiedział uradowany.

-Ja się w to nie mieszam. Na pewno to nie byłem, ja ani Stefan, bo go nie było w kuchni, a ja byłem drugim poszkodowanym.-Powiedziałem wychodząc z domu.

Była 15 wyszedłem z domu i pokierowałem się do starej fabryki za miastem..Dochodząc do niej spojrzałem na zegarek, który wskazywał 17:57.

-Trochę mi to zajęło.-Powiedziałem.-Kurde jak to możliwe.-Ściszyłem ton głosu ponieważ zauważyłem zbliżających się ludzi.

Byli to dwaj chłopcy wymieniający się jakimiś woreczkami. Zrobiłem kilka zdjęć i szybko wróciłem do domu. Bez zastanowienia opowiedziałem wszystko chłopakom. Mówili sobie jakieś hasła.

Wiem, wiem miał być wczoraj 10 min spóźnienia.  To co podać Insta? Ale to nie za darmo przekupić możecie mnie komentarzami i "+ 1" .

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 22

Długa notka, ale bardzo proszę o przeczytanie i odpowiedz.  😘😘

*Perspektywa Jasia.


-Wstawaj Idioto!-Krzyknęli mi do ucha.

-Nie jestem idiotą!-Odpowiedziałem oburzony.

-Yhy jasne.-Przytaknął Smav.

-Dobra masz półgodziny.-Oznajmił Kiślu po czym wszyscy wyszli.

Wstałem zacząłem się szykować,  po 15 minutach byłem gotowy, zszedłem na dół.

-Chodźcie.-Powiedziałem.

Zamknąłem drzwi, wsiadłem do auta, zapinając pasy wsadziłem kluczyki do samochodu i ruszyłem. Kilka minut później byliśmy już pod szkołą. Weszliśmy do budy i pokierowaliśmy się do sali nr. 53. Weszliśmy do  klasy i pani nas przedstawiła, nie wiem po co skoro każdy nas zna. Usiedliśmy do ławki, ja siedziałem koło okna w przed ostatniej ławce, Filipem, Rafał z Maćkiem w ostatniej, a Thor ze Stefanem w drugim rzędzie ostatniej ławce. Ławki były pojedyncze, ale ustawione dwie koło siebie. Pani powiedziała, że Apel będzie trwał 40 minut, a później wrócimy tutaj na 30-40 minut. Kazała nam wstać, to wstaliśmy i udaliśmy się w stronę sali gimnastycznej na apel. Boże jakie nudy.

*45 minut później

Weszliśmy do swojej klasy i usiedliśmy na swoich miejscach. Pani rozdała nam plany zajęć, jak zawsze na 8:00. Ale frajda.

-Proszę pani ja się nie zgadzam wstawać pięć dni w tygodniu o 7:20, to nie na moje nerwy.-Powiedział niezadowolony Kiślu.

-oh Rafał...-Westchnęła pani Sujka.

-Proszę pani ale to nie fair mieć 8 lat pod rząd ciągle na 8:00.-Wymruczał z grymasem na twarzy.

-Oh Rafale to nie moja wina, że przez twoją klątwę cała klasa ma przez ciebie na rano.-Powiedziała pani z uśmiechem.

-jaka klątwa?-Spytał zdziwiony, a wszyscy zaczęli się śmiać.

-OH Kisielku, ty jesteś tą klątwą.

-co?

-nie ma żadnej klątwy idioto.-Powiedział ktoś z przodu.

-bum i sprawa rozwiązana.-Powiedziała rozradowana pani.

-dziewczyna cię idiotą nazwała.-powiedział kpiąco Maciek.

-Macieju nie obrażaj kolegi.-Zwróciła uwagę mu pani.

-Tak jest oficerze.-Powiedziałem.

-No i tak ma być. -Powiedziała zadowolona pani.

-Miałam wam coś powiedzieć, ale nie pamiętam co to było, wiec uciekajcie do domu. Jutro dwie pierwsze Fizyki. Jak kogoś nie będzie to głowy pourywam!-Powiedziała poważnym głosem pani.

Wyszliśmy z klasy dalej się śmiejąc, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu tym razem LeStefan prowadził. W domu zastaliśmy Adriana i Skkf? Wtf?

-coś się stało?-Spytałem.

-trzeba zmienić plan, Mikołaj ...

Sorry ze taki krótki, ale później będzie drógi. Dziś o 11 idę do fryzjera będę farbować włosy,  wstawić wam zdjęcie przed i po? Co wy na to, żebym czasami wstawiała coś odmiennego?  Krótkie posty o różnych rzeczach? W sumie to miałam zacząć prowadzić nowy blog o wszystkim i o niczym. Miał on być o różnych pierdołach, ubraniach, kosmetykach, różne cytaty i takie tam... To co przeplatać? Czy wolicie samo opowiadanie?  Jak macie jakieś propozycje to pisać w pytaniach na asku: XxwikusiaxX albo na kiku XxwikusiaxX, no ostateczne wyjście to jest w komentarzu w stylu " ja mam propozycje, ale nie mam ani aska ani kika" to wtedy coś wykombinuję. Chcecie to mogę się zastanowić nad podaniem wam mojego "prawdziwego" instagrama, ale musi być przynajmiej 5 komentarzy podaj Insta. Wiem dużo, ale no cóż bywa.A tak wogóle jestem z was strasznie dumna na 20 wyświetleń skomentowało 5 osób. Jeśli chodzi o odpowiedzi to prosze szczere.
*Rozdział 21

Boże, ten rozdział miał być ostatni przed wakacjami, ale jesteście tak kochane, że nie mogę wam tego zrobić. Jak przeczytałam komentarze pod ostatnim rozdziałem to uśmiechnęłam się od ucha do ucha, a naprawdę rzadko mi się to zdarza. Dziękuję.


Weszłam do szkoły, czułam się dziwnie to był mój pierwszy dzień w szkole publicznej. Byłam w dużym korytarzu, zaczęłam iść w stronę gabinetu dyrektora. Naglę na kogoś wpadłam, ona upadła. Po chwili się podniosła i zaczęła się wydzierać.

-Co ty idiotko robisz? Nie widziałaś, że idę?!

-P-prze-przepraszam.-Powiedziałam niepewnie.

-Przepraszam?-Spytała.

-Chyba sobie kpisz?-Dodała.

-Kim ty jesteś?-Powiedziała.

-Ja jeste...-Przerwano mi.

-Nie obchodzi mnie to. Ja wiem kim jesteś. Jesteś nikim. Nikim.-Powiedziała a nagle, dookoła nas zbiegło się tłum ludzi.

-Jesteś nikim!-Krzyknął jakiś chłopak z tłumu.

-Nikim! Rozumiesz?!-Krzyknął drugi.

-Haha. Jesteś nikim. Nikim zawszę byłaś nikim.-Powiedziała jakaś blondynka.

-Nikim. Dziwko. Nikim. Jesteś nikim. Zwykłą szmatą!-Powiedziała raczej ostatnie krzyknęła.

-Ale jak..-Powiedziałam zakłopotana.

-Jesteś nikim, prawda Ania?-Spytała się i pokazała palcem na moją przyjaciółkę.

-Nie...-Zaczęła, ale ktoś jej przerwał.

-Prawda Aniu? Jak tam dziecko?-Powiedziała dziewczyna którą wcześniej potrąciłam.

-Prawda. Jesteś nikim, dlatego brat do ciebie odszedł.-Powiedziała, nagle zaczynając się śmiać.

-Nie prawda!-Krzyknęłam z łzami w oczach.

-Zobacz jak jesteś ubrana. Nie stać cię na ciuchy?-Powiedziała pusta blondynka.

-Przecież mam taką sukienkę jak Ania.-Powiedziałam.

Spojrzałam na moją suknię i zobaczyłam coś strasznego.

-Taką jak Ania mówisz?-Powiedziała, a wszyscy wybuchli śmiechem.

-Jesteś nikim!-Krzyknęli wszyscy i zaczęli się o mnie obijać.

Czułam się jak bym była niewidoczna, każdy mnie potrącał, pchał, nie zwracając uwagi.

-Uważaj w nowej szkole nie będzie tak fajnie jak myślałaś.

Obudził mnie dzwonek budzika.

-O boże to tylko sen.-Powiedziałam sama do siebie.

Trzeba się ubrać.-Pomyślałam.

Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, rozebrałam się i zaczęłam nalewać wody do wanny. Nie wspominałam, ale mam i wannę, i prysznic. Gdy woda się nalała ja weszłam do wanny. Ułożyłam się wygodnie i chwile tak siedziałam rozmyślając o nowej szkole.

Chyba, aż tak źle być nie może.-Pomyślałam.


Wzięłam moją gąbkę, którą kupiłam w Chorwacji. Normalnie bym nie brała gąbki do domu, ale ta jest inna, to prawdziwa gąbka wydobyta z oceanu. Nalałam na nią mojego ulubionego płynu o zapachu truskawki. Umyłam swoje ciało dokładnie, po czym wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Nie wzięłam ciuchów wiec musiałam iść do garderoby. Z szafki wzięłam bieliznę i od razu się w nią ubrałam. Pomyślałam, że nie będę zakładać sukienki, którą kupiłam razem z Anią, bo jak ona jej nie założy to będzie się ze mnie śmiać, a jak założy to będzie jeszcze gorzej. Postanowiłam poszukać jakiegoś ładnego kompletu pasującego na rozpoczęcie roku szkolnego. Zaczęłam szukać jakiegoś rozsądnego kompletu, po chwili znalazłam coś fajnego. Szybko wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki, ubrałam strój i zaczęłam się malować. Po dłuższej chwili skończyłam i nie powiem sama się sobie podobałam.


Wyszłam z łazienki przyszykowana, wzięłam tylko torebkę, w której miałam zeszyt, długopis, telefon i klucze. Zeszłam po schodach na dół, wychodząc z domu pożegnałam się z przygnębionymi rodzicami. Podeszłam pod przystanek autobusowy, stało kilka osób, ale nikogo nie znałam, jedna dziewczyna ciągle mi się przyglądała, chciała podejść, ale przyjechał autobus. Weszłam do sierotka, kupiłam bilet, skasowałam go i usiadłam na jednym z wielu siedzeń. Gdy zobaczyłam, że ta dziewczyna się do mnie zbliża, spanikowałam i szybko założyłam słuchawki. Po 10 minutach drogi, wyszłam szybko z autobusu. Dobrze,  że przystanek był na przeciwko szkoły, bo nie wiem czy bym dotarła sama do szkoły. Weszłam do szkoły i zaniemówiłam była jeszcze większa, niż wyglądała na zewnątrz. Szłam korytarzem do puki nie wpadłam na jakąś blondynkę.

-Ehh...-Wyjąkała.

-Prze-praszam.-Powiedziałam zniesmaczona, wstając.

-Uważaj jak chodzisz!-Krzyknęła jej koleżanka.

-Co ty sobie myślisz?!-Krzyknęła druga.

-Nie wpadłam na nią przypadkiem!-Krzyknęłam, nie wiedziałam skąd we mnie tyle odwagi.

-Nie podnoś głosu. Kim ty właściwie jesteś?!-Powiedziała niższa.

-Nikim.-Dopowiedziała brunetka, a mi od razu przypomniał się dzisiejszy sen.

-Spadaj.-Powiedziałam i odeszłam.

Pokierowałam się w stronę gabinetu dyrektora, zapukałam, usłyszałam ciche "proszę", otworzyłam drzwi i weszłam.

-Dzień dobry.-Przywitałam się z dyrektorem mojej nowej szkoły.

-Dzień dobry.-Przywitał mnie.

-Pewnie panna Wiktoria Jarząbek?-Spytał uśmiechnięty.

-Zgadza się.-Odpowiedziałam.

-Wiec co cie do mnie sprowadza?-Spytał.

-Ah tak. Nie wiem, w której klasie jestem i nie wiem gdzie mam się kierować na apel.

-Dobrze, poczekaj chwilę.-Powiedział i sprawdził coś na komputerze.

-Więc panno Wiktorio, chodzi pani do klasy 2c, teraz będzie spotkanie z nauczycielem w sali, później wychowawczyni zaprowadzi was na apel, a po apelu wrócicie do klasy i tam pani rozda wam plan zajęć.-Powiedział po chwili.

-Dobrze, a do jakiej sali mam teraz iść?-Spytałam niepewnie.

-Ojejku jaki ja zapominalski. No tak do sali 49. Sala znajduje się  piętro wyżej dokładnie nad moim gabinetem. na pewno znajdziesz.-Powiedział uśmiechając się.

-Do widzenia.-Powiedziałam.

-Do widzenia panno Wiktorio.-Powiedział.

Wyszłam zamykając za sobą drzwi, pokierowałam się w stronę sali. Jednak w połowie drogi, ktoś mnie zatrzymał.

-Wiktoria Jarząbek?-Spytała jakaś pani.

-Tak.-Powiedziałam niepewnie.

-Jesteś pierwszy raz w szkolę, wiec moja uczennica cię oprowadzi.-Powiedziała Nauczycielka.

-Dobrze.

-Haniu.-Powiedziała, machając ręką.

-Cześć.-Powiedziała posyłając do mnie promienny uśmiech.

-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.

-Dobrze to ja was zostawię same.-Powiedziała pani i poszła.

-Hania.-Przedstawiła się.

-Wiktoria.-Powiedziałam.

-Widziałam, dzisiaj jak wpadłaś na tego plastika.-Powiedziała.

-Ah, to nic takiego.-Powiedziałam.

-No nie wiem, ja bym się bała w ogóle odezwać, a ty-Powiedziała z zachwytem.

-Nie rozumiem. Czemu?-Powiedziałam zdziwiona.

-No ten...-Nie dokończyła.

-Dobrze, to czas cie oprowadzić-Powiedziała.

Najpierw pokazała mi stołówkę.

-Tu jest stołówka, co chyba widać.-Powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.

-Wiec, niestety każdy siada w swoich grupkach. Chcesz to możesz siadać z moją grupą. Nie radze z tymi popularnymi, pewnie i tak by ci nie pozwolili usiąść, bo trudno dostać się do ich paczki. A i tak nie warto.-Zaczęła mówić Hania.

-A..

-Chyba, że ty też jesteś..

-Nie, nie lubię być w centrum uwagi.-Powiedziałam, a Hania odetchnęła z ulgą.

Potem, oprowadziła mnie po reszcie szkoły. W sumie było strasznie nudno, ale ta Hanka jest fajna i miła. Nawet ją polubiłam. Wróciłam do domu, zmęczona trochę tym chodzeniem, bo szkoła jest naprawdę duża. Włączyłam laptopa i obejrzałam pięć odcinków mojego ulubionego serialu. Potem spakowałam się do szkoły, umyłam się i poszłam spać.


 Trochę was w dalszym ciągu mało i to mnie martwi. Jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy nie zrezygnuje z tego opowiadania, albo przestane pisać w ogóle. Ludzie to od was zależy jakość rozdziału, bo czym więcej komentarzy i wyświetleń, tym bardziej chce się pisać.  Ludzie to jest tak jak z YouTube, ja pod filmem nie będzie łapek, komentarzy to Youtuber nie będzie nagrywał. Rozumiem,  że na początku jest trudno, ale to już jest nasz 21 rozdział. Dziękuje wiernym czytelniczką, podziwiam was, reszta powinna brać z was przykład. <3


wtorek, 23 czerwca 2015

*Rozdział 20

Z Dedykacją dla: Angelika Kwiatek



*Perspektywa Wiktorii.

Usiadłam na łóżku Ani. Po chwili Ania zrobiła to samo.

-Co oglądamy?-Spytała.

-Nie wiem, może 17 Agine?-Spytałam.

-Nie oglądałam.-Powiedziała.

-No to włączaj.-Powiedziałam, a ta zrobiła to co kazałam.

Obejrzałyśmy film jedząc popcorn bo w połowie filmu, zatrzymałyśmy i zrobiłyśmy popcorn. Potem nie wiedziałyśmy co robić, wiec włączyłyśmy YouTube i oglądałyśmy przeróżne filmiki. Nawet jednego YouTubera kojarzyłam tylko nie wiem skąd.

-Wiktoria.-Zaczęła Ania trochę nie pewnie.

-Tak?-Spytałam zdezorientowana.

-No bo ja jestem w ciąży.-Powiedziała półgłosem.

-Haha. No przecież wiem.-Zaczęłam się śmiać.

-No, ale ty nic nie rozumiesz.-Powiedziała cicho.

-Wpadłaś, czasami się zdarza.-Powiedziałam spokojnie.

-No, ale.-Powiedziała.

-Co, ale?-Spytałam.

-Nie bój się prędzej czy później prawie każdy ma dziecko.-Powiedziałam obojętnie.

-Ale, nie z twoim bratem!-Wykrzyczała mi w twarz.

-Co?!-Spytałam zdziwiona.

-No! To co słyszałaś! Twój brat mi zrobił dziecko!-Krzyknęła.

-Nie, to nie możliwe. On nie, nie to nie możliwe.-Krzyknęłam.

-Tak byliśmy parą.-Powiedziała zła.

-Nie to nie możliwe. Jesteś okropna miałam cie za przyjaciółkę!-Krzyknęłam.

-Możliwe, wiesz jak było fajnie!-Krzyknęła chytrze się uśmiechając.

-Jesteś zwykłą dzi*ką!-Krzyknęłam.

-Wiem. Zamieszkamy razem, albo będzie mi płacił alimenty.-Powiedziała pewna siebie.

-Jak go znajdziesz!-Powiedziałam głośniej.

-O to się nie bój! On przez ten cały czas mieszkał ze mną w domu!-Krzyknęła.-Uciekł, od was miał was dość.-Na te słowa łzy zaczęły mi lecieć strumieniami.

-Nie to nie możliwe!-Krzyknęłam załamana, ocierając łzy.

-Możliwe!-Krzyknęła śmiejąc się.

-Ty jesteś chora! Widziałaś jak cierpiałam, moi rodzice są załamani! Przez was firm moich rodziców prawie zbankrutowała. Mogłaś powiedzieć od razu, że u ciebie jest!-Powiedziałam wycierając łzy.

-Trudno.

-Trudno?-Spytałam.

-To co słyszysz.-Powiedziała.

-Co ci odbiło? Byłaś moją najlepszą przyjaciółką? A teraz? Mogłaś przeprosić! A ty jeszcze tak się odzywasz.

-Może nie byłam?-Powiedziała, a ja rzuciłam w nią wazonem, na szczęście, a może nieszczęście nie trafiam.

-Wiesz co mam cie dość!-Powiedziałam i wybiegłam z jej domu.

Że jej dom był na przeciwko mojego, to musiałam przejść przez ulice. Przejść w normalnych okolicznościach, ale w takich co są  teraz to przebiegłam, na moje nieszczęście jechał samochód. Na szczęście zdążył zahamować, i tylko lekko mnie uderzył, upadłam i zaczęła mnie boleć głowa. Zauważyłam, że ktoś wysiada z samochodu. Gdy tylko zauważyłam kto to od razu wstałam, zakręciło mi się w głowie, ale to olałam, nie chciałam patrzeć na kierowce, zaczęłam biec w stronę domu. Wbiegłam przez furtkę, następnie po schodach otworzyłam drzwi i weszłam do sierotka, przy ich zamykaniu spojrzałam jeszcze raz niego. Jedyne uczucie, które mi wtedy towarzyszyło to obojętność, patrząc na jego twarz zbierało mi się na wymioty. Trzasnęłam drzwiami, kiedy zaczął zbliżać się do furtki. Wbiegłam po schodach do pokoju, nie zważając na krzyki rodziców.

-Wiktoria o co znowu chodzi?-Spytała przerażona moja mama.

-Nic.-Powiedziałam.

-Wiki!-Krzyknęła, aż podskoczyłam.

-No dobra, Ania jest w ciąży.-Powiedziałam bo w sumie o to chodziło.

-Wiem, ale to nie powód do takiego zachowania.-Powiedziała.

Co ja mam jej powiedzie?-Spytałam się w myślach.

Wiem.

-Nie chodzi o samą ciąże.-Powiedziałam.

-A dokładnie?

-O ojca.-Powiedziałam.

-Co ci tata zrobił?-Spytała,.

-Nie mój tata, ojciec dziecka.-Powiedziałam.

-A zakochałaś się, rozumiem.-Powiedziała.

-Nie!

-To co?-Spytała zdziwiona.

-Raczej tak zauroczyłam się w nim.

-Wiedziałam!-Powiedziała uradowana.

-Mamo, skończ. Idę się kąpać.-Powiedziałam, a mama odeszła.

Tak jak, powiedziałam tak zrobiłam, poszłam po czyste ciuchy do spania, a potem do łazienki. Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam kran. Ciepła woda, masowała moje ciało, a ja zaczęłam rozmyślać.

Czy Adi na pewno jest tatą jej dziecka?
Zachowywała się tak dziwnie,  jakby coś brała, nie to nie możliwe jest w ciąży. Może ktoś ją szantażował? Ale mówiła to tak, tak dziwnie. Nie poznaje jej. Może zrobiła mi coś na złość. Może dowiedziała się... nie nie możliwe.-Moje myśli przerwała zimna woda.

-Aaa!-Krzyknęłam.

-Co się stało?-spytała spanikowana mama.

-Zimna woda.-Powiedziałam.

-Już chwilę tata sprawdzi, a ty tak nas nie strasz.-Powiedziała i zeszła po schodach.

Po chwili ciepła woda znowu zawitała na moim ciele. Umyłam starannie włosy i ciało. Potem ubrałam się w piżamę i poszłam się położyć, Była już 22:30, a na 9:00 miałam apel.

Granice są potrzebne ludziom jak powietrze. Bez granic, każdego rodzaju, nie wiedzielibyśmy, jak żyć; ani kim jesteśmy, ani co mamy do zrobienia. Granice są po to, aby nam pokazać, że istnieją rzeczy, których nie można przekroczyć.   -Olga Tokarczuk 


Rozdział Dedykowany  Angelika Kwiatek , ponieważ przewidziała przyszłość. Nie wiem kochana jak się domyśliłaś. To już druga dedykacja- To nie moja wina, że mam tak wspaniałych czytelników  Dziękuję za 20 rozdział, z wami. Może mam przestać pisać? Mało was ostatnio. mało wyświetleń mało komentarzy, mało polubień. Przecież łatwo jest kliknąć +1, jak się komuś podobało. Komentarz też nie pisze się wieczność. 



czwartek, 18 czerwca 2015

*Rozdział 19

  Rozdział Dedykowany Niedostępna Dzika


 Uwaga +16 , oznaczone   *  * 

-Aaaa.-Zaczęłam krzyczeć, bo znalazłam się pod wodą, a stałam już na kafelkach, obok basenu.

-Walnięty jesteś?!-Spytałam krzycząc tuż po wynurzeniu z wody.

-Że ja?

-Nie ja, ośle!-Krzyknęłam.

-Ok.-Powiedział z bananem na twarzy.

-Ohh.

-No co?-Spytał.

-Jesteś okropny.-Powiedziałam.

-Wiem.-Powiedział i wskoczył do wody.

-Janek!-Krzyknęłam po tym jak mnie ochlapał.

-Słucham panią.-Powiedział wynurzając się z wody.

-Chory jesteś.-Powiedziałam.

-Wiem.-Odpowiedział.

-Ja też, ej.-Powiedziałam smutniejsza.

-Coś się stało?-Spytał.

-Bo ja przyszłam tutaj z Anią, a z półtora godziny jej nie ma.-Powiedziałam smutna.

-Zaraz przyjdzie.-Powiedział, próbując mnie pocieszyć.

-Mam taką nadzieje.-Powiedziałam przygnębiona.

-Idziemy popływać?-Spytał z uśmiechem.

-Pewnie.-Odpowiedziałam.

-Popłynęłyśmy w stronę ratownika. Raczej ja płynęłam, a on mnie trzymał w pasie, żebym nie zaczęła się topić. "Podpłynęliśmy" do połowy basenu, bo zaczepiła nas jakaś blondynka.

-Janek!-Krzyknęła i rzuciła mu się na szyje.

-Ej spokojnie, znamy się?-Spytał zdziwiony.

-No, nie pamiętasz wczorajszej imprezy?-Spytała wkurzona.

-Pomyliłaś mnie z kimś bo nie byłem wczoraj na żadnej imprezie.-Powiedział zszokowany.

-No widzisz, wiec spadaj.-Powiedziałam oschle i złapałam Janka za rękę, Jan się zdziwił, ale widziałam jak potem się uśmiecha pod nosem.

-Ej, ej tak szybko się mnie nie pozbędziecie.-Powiedziała z chytrym uśmieszkiem.

-Jesteś pewna.-Powiedziałam.

-Tak.-Powiedziała.

-Jestem z Jasiokiem w ciąży.-Powiedziała dumna z siebie.

-Co?! Nie możliwe! Pierwszy raz na oczy cie widzę!-Zaczął krzyczeć Janek.

Ratownik już przybliżał się w naszą stronę, ale gdy tylko spojrzał na wzrok Janka kierowany w jego stronę, od razu zawrócił.

-A wczorajsza impreza?-Spytała.

-Nie byłem na żadnej imprezie!-Powiedział wkurzony Jasiek.

-Przyjaciel mi mówił coś innego, to ty mnie zaciągnąłeś do łóżka.-Powiedziała uśmiechnięta.

-Dobra idiotko, koniec tego. Po pierwsze to niby się stało z wczoraj na dzisiaj i tak szybko nie miała byś pewności, ani objawów, a po drugie nie było go na żadnej imprezie.-Powiedziałam wkurzona, zacisnęłam swoją rękę na Jasia i zaczęłam iść jak najdalej od niej.

-Robiłam test ciążowy.-Powiedziała.

-To może cie okłamał, bo wystraszył się twojej tapety, a jak nie to może z którymś innym z którymi się puszczałaś!-Krzyknęłam tak, żeby wszyscy usłyszeli.

-Nie krzycz tak Wiki.-Powiedział Janek.

-Chcę, żeby usłyszała.-Powiedziałam dumna.

-Nie okłamał, a kto będzie płacił alimenty?-Spytała.

-Tatuś dziecka.-Powiedziałam głośno bo ciągle się oddalaliśmy.

-On nim jest.-Powiedziała.

-To przyjdź z testem genetycznym.-Powiedziałam coraz dumniejsza z siebie.

-Co?-Spytała zdziwiona.

-Test DNA, ojcostwa!-Powiedziałam wkurzona.

-A jeszcze jedno z toną tapety nie przychodzi się na basen, nikt nie ma zamiaru skrobać ci twarzy!-Krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać, nawet dziewczyny, które przed dziesięcioma minutami wierciły mi dziury w twarzy ze złości, nawet nie wiem czemu.

-Czemu ją odstraszasz, może chciałem ją przelecieć.-Powiedział Jasiek.

-Boże jaki z ciebie idiota.-Powiedziałam stukając go w czoło.

-Ja? To ty wydzierasz się na cały basen i obrażasz inne osoby.-Powiedział z uśmiechem na twarzy.

-Chcesz się sprzeczać?-Spytałam podnosząc jedną brew do góry.

-Tak.-Powiedział z uśmiechem.

-Spadaj.-Powiedziałam i obróciłam się na palcach.

-Wymiękasz?-Spytał.

-Nie po prostu nie chcę cie upokorzyć.-Powiedziałam dumna z siebie.

-Tak?-Powiedział.

-Tak, właśnie tak.-Powiedziałam i zaczęłam się oddalać.

Naglę coś chwyciło mnie za nogę i naglę. Chlup. Wylądowałam w wodzie. Musiałam się jakoś zemścić, wiec nie wypływałam przez chwilę. Po chwili, poczułam jak coś trzyma mnie w tali. Jasiek coś tam mówił, ale nie słuchałam bo już mi się chciało płakać ze śmiechu. Nagle otworzyłam oczy, gdy zobaczyłam jego minę od razu wybuchłam śmiechem.

-Idiotka.-Powiedział zły.

-Tez cie lubię, chyba.-Powiedziałam nadal się śmiejąc.

-Chyba?-Spytał z chytrym uśmieszkiem.
*
Właśnie wtedy przestałam się śmiać, bo wargi Jasia wylądowały na moich. Całował delikatnie, lekko podgryzając co chwilę  moją dolną wargę. Był tak namiętny, że aż nogi mi się uginały, ledwo trzymałam się na nogach. Janek to chyba zauważył, poczuł bo oparł mnie o ściankę, podniósł mnie lekko do góry, żebym mogła usiąść. Położyłam ręce na podłogę, a on zaplątał nasze palce nie przestając mnie całować. Poczułam jego język, próbujący dostać się do sierotka, bez zastanowienia lekko rozszerzyłam usta pozwalając mu wejść. Delikatnie jeździł językiem po moich wargach, co mnie strasznie łaskotało, przez co trudno było mi powstrzymać śmiech. Po chwili chcąc nie chcąc musieliśmy się od siebie oderwać, żeby złapać powietrze. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Jasia. Byłam zaskoczona jego zachowaniem, ale także zafascynowana, strasznie mi się podobało.
 *
-Nie powinienem.-Powiedział, odwrócił się i odszedł.

O co mu chodzi? Najpierw prawie zaciąga mnie do łóżka, potem pisze w moim pamiętniku, że nie możemy się więcej spotykać, teraz całuje mnie w miejscu publicznym i odchodzi.-Pomyślałam.

Patrzyłam jak odchodzi, stuknął ręką w kolegę i wyszli z basenu, pokierowali się do szatni.

-Wiktoria!-Krzyknęła Ania.

-Co?-Spytałam.

-Sorry, że tak długo, ale musiałam iść do babci bo mnie potrzebowała. Mam nadzieje, że się nie obraziłaś.

-Pewnie, że nie.-Powiedziałam z uśmiechem, chyba był trochę wymuszony.

-To pływamy, a no tak ty nie umiesz.

-Trochę się nauczyłam.-Powiedziałam dumna.

-No to pokaż.

Pokazałam jej i zaczęłyśmy swobodnie pływać, co chwilę rozmawiając, lecz ja przez cały czas myślałam o Janku i jego dziwnym zachowaniu.

-Jak on tak może?-Spytałam sama siebie.

-Kto? Co?-Spytała zdziwiona Ania.

-Sorry, myślałam na głos.-Powiedziałam speszona.

-Ale co się stało?-Spytała.

-Adrian, się nie odzywa.-Powiedziałam co pierwsze przyszło mi na myśl.

-Aha.-Powiedziała cicho.

-To co wychodzimy?-Dodała.

-No trochę mi się nudzi.-Powiedziałam.

Wyszliśmy, ubrałyśmy się w normalne ciuchy, wysuszyłyśmy włosy i poszliśmy dopłacić pani. Potem zaproponowałam żebyśmy poszły odłożyć rzeczy, a potem na lody do parku, na szybkie zakupy bo nie mamy ciuchów na rozpoczęcie roku szkolnego. I tak zrobiłyśmy poszłyśmy odłożyć rzeczy, ale oczywiście musiałam spaść na ziemie.

-Uważaj.-Krzyknęła Ania.

-Ups.-Powiedziałam śmiejąc się.

-Co cie tak śmieszy?-Spytała.

-Wszystko.-Powiedziałam.

-Wstawaj i chodźmy.-Powiedziała i zrobiłyśmy tak jak powiedziała.

Poszłyśmy do sklepu i kupiłyśmy takie same sukienki, żakiety, rajstopy, baleriny i bransoletki.


Potem udałyśmy się do mnie odłożyć rzeczy.

-Dobry wieczór.-Powiedziała Ania  do moich rodziców.

-Cześć.

-Dobry wieczór Aniu.-Przywitali ją moi rodzice.

-Mogę iść do Ani na dwie godziny o 21 będę?-Spytałam.

-Tak możesz, ale nie później, bo jutro do szkoły.-Oznajmiła moja mama.

-Dobrze.

-Do widzenia.-Powiedziała Ania.

-Pa mamo, pa tato.-Powiedziałam.

-Pa dziewczyny.-Powiedział mój tata.

-Pa, pa.-Powiedziała po chwili spóźnienia moja rodzicielka.

Wyszłyśmy z domu i pokierowaliśmy się do domu Ani. Dziwnę bo nikogo nie było. Zdjęłyśmy buty i poszłyśmy do pokoju Ani.

*Perspektywa Janka.

Skończyliśmy się całować i nie wiedziałem o zrobić. Nie wiedziałem czy mam znowu ją pocałować, czy odejść. Wybrałem tą drugą opcję, bałem się, że Filip coś widział, przez cały czas na nas patrzył.

-Nie powinienem.-Powiedziałem i odwróciłem się.

Jest Smav nic nie widział.-Pomyślałem,ale nie było odwrotu musiałem iść przed siebie.

Nie wiem czemu to zrobiłem, ale nie mogłem się oprzeć. Coś mnie do mnie ciągnie, ale ja byłem tylko raz w poważnym związku, strasznie podobała mi się taka Angelika, ale mnie zdradzała, od tamtej pory obiecałem sobie, że nigdy się już nie zakocham, ale chyba coś nie wyszło.

Czy ja ją kocham?

Nie wiem.

To nie możliwe.

Nie mogę!

Nie chcę!

A może?

Ona jest dla mnie ważna.

Czy to na pewno moje myśli?

Nie co ja zrobiłem?

A jak ją stracę?

Nie nie mogę z nią być.

Nie mogę obiecałem sam sobie.

Nie mogę oni mają rację.

Nie mogę.

A jak coś jej się stanie?

Nie oni mają racje nie mogę z nią być.

Choć nawet nie wiem czemu tak twierdzą.

Czemu Filip mnie przed nią ostrzega?

Przecież ona jest taka niewinna.

Tak racja Angelika też taka była, na początku.

Ale to coś innego.

Ale?

Nie nie mogę!

Kocham ją.

A jak ona mnie nie?

Ohh to wszystko jest za trudne.

Nie mogę z nią być muszę ją chronić.

A może jak będę ją miał przy sobie to będzie bezpieczniejsza?

Nie nie mogę i koniec!-Pomyślałem.



Ten rozdział jest dedykowany  Niedostępna Dzika  bo chciała, żeby Wiktoria z Jasiem się całowali. A wiec proszę :) Mam nadzieję, że ci się spodoba. Dziś jade z rodzicami do szczecina do kina,  wiec jut o nie bedzię rozdziału , w niedziele z reszta też, bo są dni morza..  Jak chcecie coś w rozdziałach, to piszcie w komentarzach dla was wszystko. :* 
*Rozdział 18


-Co robimy?-Spytałam.

-Chodźmy na basen.-Zaproponowała uradowana Ania.

-Nie mamy strojów.-Powiedziałam.

-To chodźmy je kupić.-Powiedziała.

-No dobra.-Powiedziałam niezbyt zadowolona, bo nie umiem pływać.

Poszłyśmy, do galerii i kupiliśmy stroje. Potem poszłyśmy do domu, żeby zabrać potrzebne rzeczy.
Po spakowaniu poszłam pod dom Ani.

-Ania.-Powiedziałam.

-Tak?-Zapytała.

-Ja nie mam czepka.-Powiedziałam.

-Nie martw się ja mam dwa.-Powiedziała.

-Mam nadzieję, że będzie chociaż jeden pasował.-Dodała.

-Ja też.-Powiedziałam i poszłyśmy do jej pokoju.

-To mam jeden materiałowy i lateksowy.-Powiedziała.

-No to ja chce materiałowy!-Krzyknęłam rozbawiona.

-No to łap.-Rzuciła mi fioletowy czepek.

Zaczęłam przymierzać i ...

-Za duży.-Powiedziałam z oburzoną miną.

-Trudno to masz ten.-Powiedziała, rzucając mi czarny czepek i zabierając mi swój.

-No dobry.-Powiedziałam i zrobiłam dziwną minę, aż zaczęłyśmy się śmiać.

Zeszłyśmy na dół, Anka ubrała buty i przekroczyłyśmy próg domu.

-Chodźmy najpierw na lody-Zaproponowałam.

-Okey.-Odpowiedziała.

Skręciłyśmy w stronę parku, do butki z lodami. Zjadłyśmy lody i pokierowałyśmy się na basen.

-Dzień Dobry.-Powiedziałyśmy w tym samym czasie.

-Dzień Dobry.-Powiedziała pani za ladą.

-Na dwie godziny po prosimy.-Powiedziała Anka.

-40 złotych.-Powiedziała.

-Proszę.-Powiedziała i podała nam kluczyki do szafki.

-Dziękuję.-Odpowiedziałyśmy.

Pokierowałyśmy się w stronę przebieralni. Weszłyśmy do sierotka i zobaczyłyśmy pięć dziewczyn, gdzieś w naszym wieku. Zaczęłyśmy szukać naszych numerków 55 i 57. Znalazłyśmy szafki obydwie miałyśmy na dole. Otworzyłyśmy szafki wsadziłyśmy, rzeczy i pokierowałyśmy się do przebieralni. Po przebraniu wyszłam z ciasnej przebieralni  i podeszłam do swojej szafki. Odłożyłam ciuchy i usiadłam na ławeczkę czekając na koleżankę. Po pięciu minutach przyszła.

-Co tak długo?-Spytałam.

-No sorry, chodź już.-Powiedziała i pokierowała się pod prysznic.

Opukałyśmy się i poszłyśmy na pływalnie. Weszłam do wody, a zaraz po mnie Ania. Oswoiłyśmy się z wodą, pogadałyśmy chwilę i popłynęłyśmy, a raczej ona popłynęła a ja poszłam podtrzymując się poręczy. Nagle zawołała Anie jakaś dziewczyna.

-Ania.-Krzyknęła jakaś dziewczyna.

-O Natalia coś się stało?-Spytała Ania.

-Tak dzwoni ci telefon.-Odpowiedziała dziewczyna.

-Poczekaj chwilę, zaraz do ciebie wrócę.-Powiedziała do mnie Anna.

-No dobrze.-Powiedziałam, a Ania popłynęła w stronę wyjścia.

Oparłam się plecami o barierkę, gdy naglę ktoś chwycił mnie za ramie. Wystraszyłam się, aż podskoczyłam,a ten ktoś zaczął się śmiać.

-No nieźle, aż tak cie wystraszyłem.-Powiedział, a ja się gwałtownie odwróciłam.

-Ohh to tylko ty.-Odetchnęłam z ulgą.

-Tylko ja?-Spytał z chytrym uśmieszkiem na twarzy.

-Tylko ty.-Powiedziałam stanowczo.

-Uuuu, jak tam Adrian?-Spytał z chytrym uśmieszkiem.

-Dobrze.-Powiedziałam.

Chyba.-Pomyślałam.

-A ja słyszałem, że ni...-Nie zdążył bo ktoś mu przerwał.

-Mateusz!-Krzyknął jakiś chłopak.

Mateusz bez słowa pokierował się w stronę wyjścia. Patrzyłam jak odchodzi, aż zobaczyłam dwóch chłopaków wychodzących z innego pomieszczenia.

Co tam jest? A chyba basen sportowy.-Pomyślałam.

Czy to Jasiek?-Spytałam sama siebie.

Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana, chyba to zauważył bo zaczął się uśmiechać. Odwróciłam się zarumieniona, a jakieś dziewczyny się na mnie patrzyły i pokazywały palcem. Nie przejęłam się zbytnio bo mam na takie plastiki wywalone. Otrząsnęłam się i spojrzałam szybko na Jaśka, który był już w basenie. Nawet nie wiem kiedy on to zrobił, a już stał koło mnie.

-Cześć.-Powiedział.

-Hej.-Powiedziałam cicho.

-Sama jesteś?-Spytał.

-Nie z tym, no...-Nie wiedziałam co powiedzieć, spojrzałam na Jaśka, który był cały wkurzony.

-No ten z Anką.-Dokończyłam po chwili.

-Aha. Popływamy?-Spytał.

-No, nie dzięki.-Powiedziałam.

-Czemu?-Spytał smutny.

-No nie, to głupie.-Powiedziałam.

-Hmm.

-No nie umiem pływać.-Powiedziałam cicho.

-Nie umiesz pływać? Mogę cie nauczyć.-Powiedział tak głośno, że raczej Ania usłyszała.

Właśnie, gdzie jest Ania?-Spytałam się w myślach.

-Nie krzycz tak.-Powiedziałam głośno.

I właśnie w tej chwili poczułam na sobie czyiś wzrok.

-Ok!-Krzyknął i puścił mi oczko.

-Zamknij się.-Powiedziałam się bo każdy się na nas patrzył.

-Ok, ok.-Powiedział wystraszony.

-No i tak ma być.-powiedziałam uśmiechnięta.

-Ha ha ha.-Powiedział i zmarszczył czoło.

-No to co idziemy się uczyć.-Powiedział.

-Musimy?-Spytałam z obawą czy to z nim chcę się uczyć.

-Tak.-Powiedział.

-No dobra.-Powiedziałam i zaczął mnie uczyć.

Pływaliśmy, chlapaliśmy się, topiliśmy i nie zwracaliśmy uwagi na innych ludzi na basenie. Dziewczyny patrzyły się na mnie jakby chciały mi wydłubać oczy, do tego ten chłopak, który ciągle nas obserwował. Nawet nauczyłam się troszkę pływać.

Boże jaki on ładny.-Pomyślałam.


Trochę *długi rozdział przepraszam. Ale,  jutro samego rana. Przypominam o komentowaniu.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

*Rozdział 17
Powiedziałam

*Perspektywa Ani.

Wróciłam od Wiktorii. Przechodząc przez próg przełknęłam głośno ślinę. Bałam się powiedzieć mamie o "niespodziance". Zdjęłam buty i kurtkę, po czym pokierowałam się do swojego pokoju. Zdziwiłam się bo nikogo w nim nie zastałam. Z szafy wyciągnęłam czystą bieliznę i piżamę. Poszłam do łazienki i wzięłam długą odprężającą kąpiel. Po wyjściu z wanny przebrałam się w przyszykowane  ubrania. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę łóżka, na którym leżał telefon. Wzięłam go i napisałam sms.

Do Wikula: Zmotywuj mnie jakoś bo się boję zejść na dół powiedzieć mamie.

Odłożyłam telefon i włączyłam laptopa. Włączyłam piosenkę, która zawsze mi pomagała w trudnych sprawach.

Czuję Twój smak słyszę jak Ci bije serce
Czujesz mój dotyk i to serce mówi jeszcze
Już teraz wiem za czym tak naprawdę tęsknię
Znów jesteś ze mną Boże nie chcę nic więcej 

Podśpiewywałam sobie kiedy usłyszałam dźwięk dochodzący z mojego telefonu.

Od Wikula: Nie możesz się bać bo będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni, a wiec ty musisz zjednoczyć się z mamą.

Do Wikula: Ale jak ja mam to zrobić?

Od Wikula: Po postu musi to zrozumieć jak nie to przyjdź do mnie na noc.

Do Wikula: Jesteś kochana. Pa pa jak coś będę pisać.

Odłożyłam telefon, założyłam kapcie i zeszłam na dół. W kuchni zastałam mamę i Mikołaja. Usiadłam na przeciwko nich na krześle i podkuliłam nogi, przyciągając kolana do czoła.

-Coś się stało?-Spytała moja rodzicielka.

-Tak.-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz.-Powiedział Mikołaj.

-Ale..-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz kotku, powiedz co się stało, my zawszę będziemy z tobą.-Powiedziała mama.

-Na pewno?-Spytałam krztusząc się przez łzy.

-Na pewno.-Odpowiedzieli oboje, na co się lekko uśmiechnęłam.

-No bo ja...-Przerwałam, ocierając łzę. 

-Ja zaszłam w ciąże.-Powiedziałam.

-Co?!-Krzyknęła moja mama,

-Uff.-Powiedział w tym samym momencie Mikołaj.

-Jak to uf? Twoja siostra jest w ciąży, a ty zwykłe uf?-Spytała zdziwiona.

-No tak,  ja już wiedziałem tydzień temu, myślałem, że coś się stało z dzieckiem.-Powiedział spokojnie Mikołaj.\

-Co wiedziałeś a mi nie powiedziałeś?!-Spytała wkurzona.

-No tak.

-Jak mogliście!?-Krzyknęła moja mama.

W tej chwili do salonu wszedł mój tata.

-Co tu się dzieje?-Spytał zły.

-Anka jest w ciąży.-Powiedziała z wyrzutami moja mama.

-Od początku nie podobał mi się ten chłopak.-Rzucił ojciec.

-Odczep się od niego!-Krzyknęłam.

-Odczepić się od niego? Tak? Po tym co ci zrobił?-Powiedział groźnie.

-Tak odczep się to też moja wina powinnam uważać.-Powiedziałam pewna siebie, ale w środku cała się trzęsłam.

-Uważaj sobie. Zabraniam ci się z nim zadawać. A pewnie jak się tylko dowie to cię zostawi i będziesz miała dziecko na utrzymaniu.-Powiedział mój tata z wyższością.

-Skąd ty możesz coś o nim wiedzieć? Nigdy nie ma cie w domu, a jak jesteś to tylko kłócisz się z mamą, albo siedzisz i nic nie robisz.-Powiedział z pretensjami Mikołaj.

-Jak ty się do mnie odzywasz!?-Krzyknął do Mikołaja ojciec.

-Tak jak na to zasługujesz.-Powiedział Mikołaj i wskazał ręką na drzwi.

-Do puki nie przyjechałeś smarkaczu to było wszystko dobrze.-Powiedział unosząc się tata, a ja się popłakałam.

-Darek skończ!-Krzyknęła pierwszy raz w życiu na swojego męża.

-Co?-Spytał zdziwiony.

-To co słyszałeś, a teraz daj nam porozmawiać w Anką.-Powiedziała wkurzona.

-Nie będziemy z nią rozmawiać. Chciała zostać dzwi*ą to nią została,-Powiedział, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej.

-Ale Aniu jak to się stało?-Spytała moja mama.

-A nie wiesz jak się dzieci robi?!-Krzyknęłam z pretensjami i pobiegłam do pokoju.

Po chwili przybiegła moja mama, najpierw wydzierając się na ojca.

-Aniu proszę nie płacz.-Powiedziała moja mama.

-Ale jak mam nie płakać jak nie skończyłam szkoły, a już będę miała dziecko?-Spytałam rozżalona.

-Kochanie pójdziesz prywatnie, z dzieckiem ci pomogę, nie bój się jakoś się ułoży.Pocieszała mnie mama.

-A jak nie? Jak on nie będzie chciał dziecka?-Spytałam.

-To ty mu jeszcze nic nie mówiłaś?-Spytała zdziwiona.

-No jakoś nie było okazji.-Powiedziałam smutna.

-No, a chociaż Wiktorii powiedziałaś?-Spytała moja mama.

-No tak, ale nie wszystko.-Powiedziałam smutna.

-To musisz jej to wytłumaczyć do końca.-Powiedziała.

-Ja idę spać. Dobranoc.-Powiedziałam, a moja rodzicielka wyszła.

Położyłam się i od razu zasnęłam.

*Perspektywa Wiktorii.

Wstałam o 7 i uświadomiłam sobie , że to ostatni dzień wakacji. Wzięłam telefon z szafki i napisałam do Ani sms.

Do Aniulka: Hej. Dziś ostatni dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, wiec może się gdzieś przejdziemy?

Od Aniulka: Oczywiście. O 12:30?

Do Aniulka: Jasne. U mnie.

Napisałam, ustawiłam budzik na 11:30 i położyłam się spać.

Obudził mnie budzik, wzięłam wybrane ciuchy i pokierowałam się do łazienki. Wzięłam krótki, ale relaksacyjny prysznic, potem ubrałam się w przyszykowany strój.

Potem zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni na śniadanie. 

-Cześć mamo. A ty nie w pracy?-Spytałam.

-Nie. Nie mogę się skupić, martwię się  o Adriana.-Powiedziała.

-Ja też, ale trzeba jakoś funkcjonować.-Powiedziałam przytulając ją.

-No niby tak, niby tak.-Powiedziała.

Ktoś zapukał do drzwi.

-Otworze.-Powiedziałam.

Otworzyłam i zobaczyłam Anie.

-Cześć.

-Wejdź.-Powiedziałam i wpuściłam koleżankę.

-Dzień Dobry.-Powiedziała do mojej mamy.

-Cześć Aniu.-Przywitała ją ciepło moja rodzicielka.

Naglę zadzwonił telefon.

-Hallo.-Powiedziała moja mama.

-Pani Sylwio.-Powiedział jakiś pan.

-Tak?-Spytała do telefonu.

-Pomyliła pani bardzo ważne papiery.-Powiedział ktoś w telefonie.

-Nie możliwe-Powiedziała zszokowana.

-Tak mamy stratę o 10 tysięcy złotych w firmie-Powiedział.

-Kur*a. Dobrze ja pojutrze to naprawie.-Powiedziała.

-Dobrze, pani jest szefem.-Powiedział i się rozłączył.

-Dziewczynki idę się położyć.-Powiedziała.

-Dobrze.-Odpowiedziałyśmy..

-Co się stało twojej mamie?-Spytała cicho.

-To wszystko, przez Adriana. Moja mama powoli się załamuję.-Powiedziałam.

-Jejku Wiktoria, współczuję.-Powiedziała smutna.

-Jak tak dalej pójdzie, cała firma zbankrutuje.-Powiedziałam załamana.

-Współczuję ci, ale tak jak twoja mama mówiła naprawi wszystko, a  my chodźmy się bawić.-Powiedziała Anka.

-No dobrze, chodźmy.-Powiedziałam i weszłyśmy po schodach do mojego pokoju.

-Już jutro, do szkoły.-Powiedziała znudzona Anna.

-No.-Odpowiedziałam tak samo znudzona.

-Chodźmy na miasto.-Powiedziała Ania.

-No to dobry pomysł.-Odpowiedziałam.

Ubrałam buty i poszłyśmy na miasto.

Dzień, w którym zaczynamy martwić się o przyszłość, jest dniem końca naszego dzieciństwa.    - Patrick Rothfuss


Mam nadzieję, że w wakacje was przybędzie. <3

sobota, 13 czerwca 2015

*Rozdział 16
Problemy z pracą.

*Perspektywa Wiktorii.

-Mamo.

-Tak córciu.

-Martwię się o Adriana. Gdzie on się podziewa?

-Nie wiem, nie odbiera telefonu.

-No bobrze może się odezwie. Ja wychodzę z Anką.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

Zapukałam do drzwi, od razu się otworzyły tylko nie stała tam Ania tylko on.

-Co ty tu robisz?-Spytałam.

-A co mam robić w swoim domu?-Spytał.

-Co ty tu mieszkasz?-Spytałam zdziwiona.

-No tak od tygodnia.-Odpowiedział.

-Jest Ania?-Spytałam.

-Nie, nie ma.-Odpowiedział.

-Co przecież się ze mną umówiła.-Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.

-Może wejdziesz?-Spytał.-Za chwilę powinna być.

-Nie.-Odpowiedziałam krótko.

-Jest moja mama w domu.-Powiedział.

-No dobra.-Powiedziałam i wpuścił mnie do sierotka.

-Gdzie jest?-Spytałam.

-W kuchni.-Powiedział i zniknął za rogiem.

-Dzień dobry.-Powiedziałam.

-Cześć Wikusia.-Przywitała mnie serdecznie jak zawsze.

-Mogę w czymś pomóc?-Spytałam.

-No możesz mi pomóc obrać ziemniaki?-Spytała.

-Chętnie.-Powiedziałam i wzięłam się za obieranie.

-Co cie do nas sprowadza, bo raczej nie przyszłaś obierać ziemniaków.-Powiedziała mama Ani i zaczęłyśmy się śmiać.

-Tak umówiłam się z Anią, ale jej nie zastałam wiec Adrian zaprosił mnie do sierotka.-Odpowiedziałam przestając się śmiać.

-To ty znasz mojego syna?-Spytała zdziwiona.

-Tak znam.-Powiedziałam.

Niestety.-Pomyślałam.

-Cześć.-Powiedział ktoś trzaskając drzwiami.

-O Wiktoria. Co ty tu robisz?-Spytała Anka.

-Przyszłam do ciebie, ale cie nie było.-Powiedziałam udając obrażoną, nie przestając obierać ziemniaków.

-Sorry sąsiadka poprosiła, żebym podlała jej kwiaty bo gdzieś wyjechała.-Zaczęła się tłumaczyć.

-Okej. To jak obiorę ziemniaki to idziemy.-Powiedziałam.

-Nie Wiktorka, ja dokończę.-Powiedziała mama Ani.

-Nie jeszcze tylko pięć ziemniaków.-Powiedziałam.

-Dobrze obiorę, wynocha.-Powiedziała pani Krystyna.

-No chodź.-Powiedziała Anna i pociągnęła mnie w stronę wyjścia.

-Do widzenia.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

-Gdzie idziemy?-Spytałam.

-Do parku.-Odpowiedziała Ania.

-Wiesz co?-Spytała Anka.

-Nie.

-Muszę iść do lekarza.-Powiedziała.

-To idź.-Powiedziałam.

-Ale nie jestem pełnoletnia, muszę iść z opiekunem.-Powiedziała przejęta.

-No to kiepsko.-Powiedziałam.

-No dzisiaj powiem mamie.-Powiedziała smutna.

-No nie masz wyjścia.-Powiedziałam.

-No dzięki.

-Jestem twoją przyjaciółką nie będę cie okłamywać.-Powiedziałam po chwili.

Poszliśmy do parku. Bawiłyśmy się jak małe dzieci. Przypomniały mi się chwilę młodości jak byłam mała.

-Anka.

-Tak martwię się o Adriana-Powiedziałam.

-Nie bój się, na pewno nic mu nie jest.-Powiedziała spięta.

-A jak mu się coś stało? Gdzie on śpi? Z czego żyję? Co mu do cholery odwaliło, że nie wraca?-Zaspałam koleżankę pytaniami.

-Nie martw się.-Powiedziała.

-Jak mam się nie martwić jak kilka dni nie wraca do domu!-Nakrzyczałam na koleżankę.

-Przepraszam.-Powiedziałam po namyślę.

-Nie powinnam się na tobie wyżywać.-Dodałam.

Anka nie odpowiedziała tylko mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. Po dwudziestu minutach uspokoiłam się i poszliśmy na lody. Po lodach poszliśmy na małe zakupy, bo poprosiła Anie mama. Oddałyśmy zakupy i poszłyśmy do mnie do domu.

-Cześć mamo-Powiedziałam.

-Dzień dobry.-Powiedziała Anka.

-Cześć dziewczynki.-Powiedziała moja mama.

-Rybeczko, muszę ci coś powiedzieć.-Powiedziała przejęta.

-Tak?-Spytałam wystraszona.

-Adrian zmienił numer.-Powiedziała.

-Teraz to na pewno, nie uda nam się do niego dodzwonić.-Powiedziałam przejęta.

-Może on do nas zadzwoni.-Powiedziała.

-Nie zadzwoni!-Krzyknęłam i pobiegłam z płaczem do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać.

-Nie bój się wróci-Powiedziała Anna.

-Łatwo ci mówić.-Powiedziałam i włożyłam głowę w poduszkę.

Zaczęłam rozmyślać, jak to było kiedy byliśmy mali. Ciągle bronił mnie przed innymi,opiekował się, dbał o mnie, pilnował żeby nic mi nie brakowało, pocieszał w trudnych chwilach. Jak chodził za mną i odstraszał chłopaków, kiedyś mi to pasowało, ale teraz. Rozmyślałam, aż zasnęłam.

Obudziłam się o 19:50, wstałam i poszłam do kuchni, a tam siedział mój tata, z mamą  i Anką.

-Cześć.-Powiedziałam.

-Obudziłaś się!-Krzyknęła uradowana Ania.

-No.

-Zrobiłam wam kanapki, i herbatę.-Powiedziała moja mama.

-Dobrze, ale zjemy na górze.-Powiedziałam.

-Ale jak Adrian się odezwie to mówcie.-Dodałam.

-Dobrze córuś.-Powiedziała moja mama podejrzliwie szczęśliwa.

Wzięłam kanapki i poszłam do pokoju. Za mną weszła Ania z dwoma szklankami herbaty. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się suficie.

-Wiesz kiedyś, rozmawiałam z Adim o wszystkim, był dla mnie jak przyjaciel, był najbliższą mi osobą. A teraz co zniknął, kontakt nam się urwał.-Powiedziałam smutna.

-Na pewno wróci, nie martw się, będzie tak jak kiedyś.-Powiedziała.

Wypiłyśmy herbaty, zjadłyśmy kanapki i włączyłyśmy film. Po filmie Ania musiała iść bo była już 22:30. Po odprowadzeniu jej do wyjścia, udałam się do pokoju, weszłam do garderoby, wzięłam z niej piżamę i pokierowałam się pod prysznic. Umyłam dokładnie włosy, nawilżając je. Wyszłam z kabiny, uczesałam włosy, ubrałam przygotowane ciuchy, umyłam zęby. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zasnęłam.



 Mam nadzieję, że nie czytacie dlatego, że nie macie czasu, a nie bo wam się nie podoba. 

czwartek, 11 czerwca 2015

*Rozdział 15
Przygotowania

*Perspektywa Wiktorii.

-Wstawaj!

-Już wstaje.-Odpowiedziałam i podniosłam głowę..

-No chodź zapomniałam, że jest już piątek.-Powiedziała Anka.

-No i?-Spytałam.

-W poniedziałek do szkoły.-Powiedziała.

-Nieeee!-Krzyknęłam.

-Wiktoria coś się stało!-Krzyknęła moja mama.

-Tak już w poniedziałek początek roku szkolnego!-Odpowiedziałem.

-Musisz iść po zeszyty!

-Wiem!

Ubrałam się i wyszłyśmy z domu, po drodze śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy.

Wróciłam do domu, pokazałam mamie co kupiłam i poszłam oglądać film.

*Perspektywa Janka.

-Kiślu!-Krzyknąłem.

-Co?-Spytał.

-Chodź na chwilę!

-Jem!

-Nic dziwnego.-Powiedziałem i zaczęliśmy się śmiać.

-Co chciałeś.-Powiedział Rafał.

-Już nic. Jedziemy za godzinę do Eskacza.

-Ok!-Krzyknęli wszyscy.

*Godzinę później.

-Jedziemy!-Krzyknąłem.

Po 5 minutach siedzieliśmy w moim samochodzie. Gdy dojechaliśmy na miejsce zobaczyliśmy Mikołaja.

-Siema Stary.-Powiedział Kiślu.

-Cześć.-Powiedział szorstko Mikołaj i obdarzył mnie złowrogim spojrzeniem.

-Już lepiej, zdrowy?-Spytał Adrian.

-A go przypadkiem nie pobił.   -nie dokończył.

-Kiślu zamknij się już!-Powiedział zły Thor.

-Dobra, dobra.-Rafał zaczął się bronić.

-Chodźmy!-Rozkazałem wkurzony.

Wszyscy posłusznie weszli do sierotka. Zastaliśmy szefa w biurze. Zeszliśmy jego tajnym zejściem do tajnego "pokoju".

-no widzę, że Mikołaj wyzdrowiał.-Zaczął Eskacz.

-śliwa z pod oka już zeszła?-Dodał.

-Tak.-Powiedział zawstydzony Mikołaj.

-To kto cie tak załatwił?-Spytał?

-Taki jeden.-Odpowiedział.

-To wiec kto cie tak załatwił?-Spytał ponownie.

-Ja.-Powiedziałem i wstałem w krzesła.

Wszyscy naglę spojrzeli się na mnie.

-No i się wygadałeś.-Powiedział LeStefan.

-To nie była tajemnica.-Powiedziałem.

-Ach tak.-Wtrącił się Mikołaj.

-Zasłużyłeś więc oberwałeś.-Wysyczałem przez zaciśnięte zęby.

-Spokój!-Krzyknął Eskacz.

-A wiec po co nas tu ściągałeś?-Spytał Smav.

-A no tak.-Opamiętał się Florian.-A wiec wiecie, że kod do tego pomieszczenia znam tylko ja i Janek, ale potrzebujemy jeszcze dwóch zaufanych osób. Prosiłem Janka o radę, ale sam podejmowałem wybór.

-A wiec wybrałem Filipa i Adriana.-Dodał.

-Gratuluję.-Pogratulowałem chłopakom.

-Gratuluję. Gratuluję.-Mówili jednocześnie chłopacy.

-Dobra, a teraz do roboty.

Dopracowaliśmy plan, Mikołaj wcale się nie odzywał. Eskacz ciągle go upominał, aż kazał mu zostać po spotkaniu.

Pojechaliśmy zmęczeni do mnie do domu i położyliśmy się spać.

*Perspektywa Mikołaja.  8)

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Odebrałem telefon.

-Hallo.

-Do roboty. Dziś, popołudnie, kwatera główna.

-No do..-Nie dokończyłem bo Eskacz już się rozłączył.

Wstałem, poszedłem do łazienki, wykąpałem się, ubrałem, umyłem zęby. Po wyjściu z łazienki skierowałem się w stronę kuchni.

-Cześć idioto.-Powiedziała Ania.

-Cześć siostrzyczko.-Odpowiedziałem.

-Zaraz wychodzę.-Oznajmiła.

-To dobrze się składa bo ja też.-Powiedziałem robiąc kanapki.

-Czemu dobrze?-Spytała.

-Bo nie będziesz musiała siedzieć sama.-Powiedziałem jedząc śniadanie.

-No ok idę.-Powiedziała i wyszła.

Po zjedzeniu kanapek, wstałem z krzesła i wyszedłem z domu kierując się do samochodu. Wszedłem do mojego Mercedesa i włączyłem radio.

-Dzień dobry. Dziś piątek. Tylko jeszcze weekend i do szkoły. Cieszycie się?-Mówił ktoś w radiu.

Wyłączyłem radio i ruszyłem. Wysiadłem z auta i spotkałem chłopaków, niestety był z nimi Janek, no na co ja liczyłem przecież jest liderem.

-Siema Stary.-Powiedział Kiślu.

-Cześć.-Powiedziałem szorstko i spojrzałem złowrogo na Jana.

-Już lepiej, zdrowy?-Spytał Adrian.

-A go przypadkiem nie pobił.   -nie dokończył.

Kur*a skąd oni wiedzą?-Spytałem się w myślach.

-Kiślu zamknij się już!-Powiedział zły Thor.

Nie no wszyscy wiedzą.-Pomyślałem wkurzony.

-Dobra, dobra.-Rafał zaczął się bronić.

-Chodźmy!-Rozkazał wkurzony Janek.

Nie mam zamiaru się słuchać, ale i tak muszę tam iść, wiec nie stawiałem oporu. Weszliśmy do biura, a potem tajnego pomieszczenia.

Jak ja bym chciał wiedzieć kod.-Pomyślałem.

-no widzę, że Mikołaj wyzdrowiał.-Zaczął Eskacz.

Nie no on też wie, kur*a mać kto mu powiedział. Przecież nikomu nie mówiłem.-Pomyślałem i się skrzywiłem.

-śliwa z pod oka już zeszła?-Dodał.

-Tak.-Powiedziałem zawstydzony .

-To kto cie tak załatwił?-Spytał?

-Taki jeden.-Odpowiedziałem zły.

No przecież nie powiem mu prawdy.-Pomyślałem.

-To wiec kto cie tak załatwił?-Spytał ponownie.

-Ja.-Powiedział i wstał z krzesła.

Co? Nie myślałem, że Janek się przyzna, myślałem, że będzie próbował się maskować i wypierać.-Pomyślałem zdziwiony.

Spoglądałem na każdego po kolei. Oni też byli zdziwieni.

-No i się wygadałeś.-Powiedział LeStefan.

-To nie była tajemnica.-Powiedział Janek.

-Ach tak?-Spytałem, wkurzyła mnie jego pewność siebie.

-Zasłużyłeś więc oberwałeś.-Wysyczał przez zaciśnięte zęby.

-Spokój!-Krzyknął Florek.

-A wiec po co nas tu ściągałeś?-Spytał Filip.

-A no tak.-Opamiętał się Florian.-A wiec wiecie, że kod do tego pomieszczenia znam tylko ja i Janek, ale potrzebujemy jeszcze dwóch zaufanych osób. Prosiłem Janka o radę, ale sam podejmowałem wybór.

O boże. Może po to mnie ściągał? Może wybrał mnie? Boże czy to nie sen?-Zadawałem sobie pytania w głowie.

-A wiec wybrałem Filipa i Adriana.-Dodał.

No nie, a ja łudziłem się, że to mnie wybrał. Jaki ze mnie idiota.-Skarciłem się w myślach.

-Gratuluję.-Pogratulował im Jan.

-Gratuluję. Gratuluję.-Mówili jednocześnie chłopacy, oprócz mnie.

-Dobra, a teraz do roboty.-Powiedział Skkf.

Zabrali się do roboty, a ja patrzyłem zamyślony.

Kurdę czemu to nie ja, muszę jakoś udowodnić, że to właśnie mnie powinien wybrać. Muszę jakoś złapać jednego ze żmijek. Może pójdę do nich jako szpieg? Tak to to. No i ..-Przerwał mi rozmyślenia Eskacz.

-Ej Mikołaj. Myśl coś do cho*ery. Myślimy już dwie godziny, a ty nic.-Przerwał mi Skkf..

-Y ta już.-Odpowiedziałem.

-Zejdź na ziemie Mikuś.-Powiedział Jan, a wszyscy z wyjątkiem mnie zaczęli się śmiać.

Posłałem mu zabójcze spojrzenie, a on puścił mi oczko.

-Ale on mnie wkurza, uduszę go kiedyś. Albo nie pokaże mu na co mnie stać, udowodnię mu, że jesterm sto razy lepszy od niego i od nich wszystkich.-Znowu zacząłem rozmyślać.

-Mikołaj zostaniesz po spotkaniu u mnie w gabinecie.-Rozkazał Eskacz.

Nie odzywałem się, bo próbowałem połączyć wątki.

-Zrozumiano?!-Powiedział po chwili Florek.

-Tak.-Odpowiedziałem poważnie, a oni zaczęli się śmiać.

Po skończonej pracy wyszli, a ja zostałem z Florianem.

-Jak chcesz mogę cie przenieś do innej grupy.-Powiedział.

-Nie.-Powiedziałem.

-No jak chcesz, przemyśl moją propozycję.-Powiedział i wyszliśmy.

Pojechałem do domu i czekała na mnie niespodzianka.

-Jestem w ciąży.-Powiedziała Anka.

-Co?-Spytałem przerażony.

-No tylko nie mów nikomu.-Powiedziała.

-No dobrze.-Powiedziałem i ją przytuliłem.

-Cieszę się, że do nas wróciłeś.-Powiedziała Anka.

-Ja też.

-A co zrobiłeś Wiktorii?-Spytała.

-Nie gadajmy o tym.-Powiedziałem.

Poszliśmy obejrzeć film. W połowie filmu Anka zasnęła. Przeniosłem ją do swojego pokoju, bo zabroniła mi wchodzić do jej pokoju. Nie chciałem kłaść się koło niej, wiec położyłem się na kanapie w salonie.

Czemu was robi się coraz mniej?

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 14

Tramwaj co nie chodzi.

Trochę czekałam. -.- 

*Perspektywa Janka.

-Janek wstawaj.-Krzyknął mi ktoś do ucha.

-Jeszcze godzinę-Powiedziałem, przykrywając głowę kołdrą.

-Chyba śnisz.-Powiedział, a ja wylądowałem na podłodze.

-Filip, kur*a!-Krzyknąłem.

-Słucham w czym mogę pomóc?

-Przecież jest 9 rano.-Powiedziałem zły.

-Czwartek.-Powiedział, a ja popatrzyłem na niego jak na idiotę.

-Co?-Spytałem zdziwiony.

-Dzisiaj jest czwartek, a w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego.-Powiedział.

-No nie!

-Ubieraj się, nie mamy nawet zeszytów kupionych. Ruchy reszta ekipy już czeka.-Powiedział po czym wyszedł z pokoju.

Po wyjściu z toalety, zszedłem na dół, zobaczyłem, że na dole jest tylko Kiślu robiący naleśniki.

-Cześć stary. Gdzie reszta?-Spytałem.

-Hej, poszli po Adriana.-Odpowiedział.

-Okey.

-Zaraz będą naleśniki, siadaj do stołu.

Nie odpowiedziałem tylko od razu usiadłem. Po pięciu minutach wpadli chłopacy, bez Adriana.

-Gdzie Adrian?-Spytał Kiślu.

-Nie ma.-Powiedział Rembol.

-Zapomnieliśmy, że on nie chodzi do szkoły, za 2 miesiące ma 20 lat.-Dodał Filip.

-No, my 19 i dalej chodzimy.-Powiedziałem.

-No to nie nasza wina, że nie zdaliśmy.-Powiedział Thor.

-Za dużo pracy było, ale za to będziemy mądrzejsi.-Zażartował Smav.

-Dobra jeść!-Krzyknął Rafał, jedząc naleśnika.

Po śniadaniu poszliśmy na zakupy, w końcu przydadzą się nowe zeszyty, książki i długopisy.

-Ej patrzcie jaki fajny długopis.-Powiedział LeStefan.

-Fajny bo nie znasz tabliczki mnożenia?-Spytałem i wszyscy zaczęli się śmiać nawet kasjerka.

-Bardzo śmieszne.-Odparł LeStefan.

Po dwóch godzinach zakupów wróciliśmy do domu.

-Idę po kebaba!-Krzyknąłem.

-Idę z tobą!-Krzyknął Rafał i szybko podbiegł do mnie.

Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę naszej ulubionej butki z kebabami. Po drodze Kiślu, potknął się o gałąź i wylądował na ziemi, a, że się z niego śmiałem oberwałem szyszką w czubek czoła.
Podeszliśmy do budki, koło niej stały trzy stoliki. Dwa zajęte, jeden wolny. Zamówiliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, niestety bez kebabów bo musieliśmy trochę poczekać.

-E Rafał, tam idzie twoja kuzynka.-Powiedziałem i wskazałem palcem na dziewczynę w fioletowej spódniczce.

-Zaraz wracam.-Powiedział i odszedł.

Siedziałem z telefonem w ręce, aż wyrwał mnie sprzedawca.

-Panie Janie proszę kebaby.-Powiedział.

Wziąłem kebaby i usiadłem do stolika.

-Rafał, kebab!-Krzyknąłem, żeby usłyszał.

Ten odwrócił się automatycznie i zaczął biec.

-No Kiślu nie wiedziałem, że umiesz tak szybko biegać.-Zaśmiałem się.

-Jeśli chodzi o jedzenie.-Powiedział i zaczęliśmy się śmiać.

Usłyszałem za plecami śmiech dwóch dziewczyn, odwróciłem się i zobaczyłem Wiktorię z jakąś dziewczyną. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że ją spotkałem. Dziewczyna mnie zobaczyła i się uśmiechnęła. Patrzyliśmy na siebie z kilka minut, utonąłem w jej oczach.

-Halo taxi. Wiktoria no. Ziemia do Wiktorii!-Krzyknęła jej koleżanka.

-No ta. Ja? O co chodzi?-Spytała Wiktoria.

-O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziała znajoma Wiktorii.

-Dziwnę, żeby chodził.-Powiedział Kiślu.

Wiktoria uśmiechnęła się do mnie, a ja puściłem jej oczko. Zjedliśmy kebaba i wróciliśmy do domu.


Trochę nie było rozdziału, ale nie komentujecie. Wiec muszę coś robić.  Napisałam ten rozdział około cztery dni temu. -.-






niedziela, 7 czerwca 2015

Ask.fm



 Zrealizowałam zadanie i założyłam Aska. Może chociaż tam będziecie pisać. Muszę jakoś wypromować bloga i bardzo proszę o waszą pomoc. Im was więcej tym lepiej, więcej komentarzy, więcej rozdziałów, więcej weny, więcej wszystkiego. Przypominam, że czekam na jeszcze jeden komentarz pod poprzednim postem. A powracając do Aska to moja nazwa brzmi    XxKusiaxX 

środa, 3 czerwca 2015

Notka <#

Ludzie. Pomóżcie. 


1.Trochę czasu zajmuje mi szukanie cytatów. 
  *W ogóle ktoś je czyta?

2.Jak tak to mam pomysł.
  * Mogę założyć konto na Instagram`ie. Dodawać zdjęcie i dopisywać do niej cytaty i inne duperele.
   *Mogę też założyć konto na Asku i odpowiadać na wasze pytania.
   *Jeśli chcecie, żebym gdzieś indziej się zalogowała. Piszcie w komentarzach.

3.Czytam wszystkie. Bo jest ich mało. Nawet jak by było po 10-20 to bym czytała przyjemność jest czytać komentarze te miłe jak i te mniej. 

4.Macie jakąś radę to piszcie w komentarzach chyba, że wolicie prywatnie to tak jak pisałam wyżej. "Gdzie" 

5.Google + .
   *Może pisać tylko  nr. rozdziału,
   *Albo co będzie się w nim działo..

6.Nie wiem czy przypadkiem nie podawać tytułu jak chcecie tytuły postów piszcie.

Pamiętajcie ja zawsze czytam komentarze.
Rozdział 13
-Ciąża

Są słowa których mówić nie należy takie, których się nie zdradza, których głębi nic nie zrani, nie pogubi, nie postrada. A więc powiem prosto z mostu. Bo ja wiem, zrozumiecie przecież. Ja dziękuję Wam po prostu za to, że naprawdę jesteście.

Dziękuję Wam za 1021 wyświetleń jesteście MEGA. Spodziewałam się, że jeden post będzie miał z 5-8 wyświetleń, a mają po 30-40 nawet wiej. Jestem z was dumna. 

  • Postanowiłam napisać 10 faktów o mnie. 

  1. Mam na imię Wiktoria (Ale to już chyba wiecie);
  2. Kowalska to nazwisko rodowe mojej mamy;
  3. Mam 14 lat;
  4. Urodziny obchodzę 22. Maja.
  5. Mam starszą siostrę i młodszego brata. 
  6. Mam psa (suczkę), wabi się "Fifi".  (Kiedyś była tak bajka "Fifi Niezapominajka" i z tond wzięło się jej imię);
  7. Mieszkam w województwie Zachodnio-Pomorskim;
  8. Mam uczulenie na oliwike dla dzieci, właśnie dziś samego rana się dowiedziałam, że mam ją od najmłodszych lat, a moja mam zapomniała mnie uprzedzić, przed tym jak przyniosła ją od babci dla mnie. (Mam uczulenie na tą konkretną z jednej firmy);
  9. Przez pierwsze dni choroby, nie mogę się nawet ruszać, potem jest lepiej, jakoś funkcjonuje, a wtedy moja rodzicielka uważa, że cała choroba była udawana;
  10. Moim ulubionym YouTube`rem jest JDabrowsky, jest dla mnie wielkim autorytetem.
Trochę przy nudziłam, wiec teraz zapraszam do czytania.

-Ja jestem w ciąży.-Powiedziała po czym się rozpłakała.

-Co z kim?-Spytałam przerażona.

-Nie, nie mogę ci powiedzieć.-Powiedziała i zaczęła krztusić się łzami.

-No, bobrze jak będziesz gotowa to mi powiesza, a teraz nie płacz.-Powiedziałam po chwili namysłu.

-Jak mam nie płakać, jak zawiodłam moją przyjaciółkę, w sumie byłą przyjaciółkę bo nie chce się ze mną już przyjaźnić. On jak tylko się dowie to mnie zostawi, mama wyrzuci mnie z domu, a babcia to chyba umrze na zawał. Bo już nie chcesz się już ze mną przyjaźnić?-Mówiła tak szybko i niewyraźnie, że ledwo coś zrozumiałam.

-Pewnie, że chce. Nie płacz już Ancia. No nie płacz.-Mówiłam do koleżanki.

-Na prawdę? Boże nie wiesz jak się ciesze!-Krzyknęła.

-Miło mi Wiktoria.-Powiedziałam.

-Co? Przecież wiem jak się nazywasz.-Powiedziała zdziwiona.

-No ja już też wiem jak się nazywasz. Miło cię poznać Boziu.-Powiedziałam, a dziewczyna zaczęła się śmiać.

-Wiesz co?-Spytała.

-Skąd mam wiedzieć?-Spytałam robiąc dziwną minę, żeby Anka zaczęła się jeszcze bardziej śmiać.

-Hahah. Jedynie mój pradziadek będzie szczęśliwy, że urodzę, bo będzie miał prawnuka.-Powiedziała nadal się śmiejąc.

-Posłuchamy muzyki?-Spytałam.

-Jasne.-Powiedział Ania i włączyła laptop..

-Ja idę po picie.-Powiedziałam.

-Okey.-Rzuciła krótko.

Zeszłam po schodach do kuchni i zastałam mamę. Nie odzywała się tylko śledziła wzrokiem, każdy mój ruch.

Mamo co się tak na mnie patrzysz jak na idiotkę?-Pytałam się w myśli.-A no tak przecież nią jestem.

Wzięłam dwie szklanki, sok pomarańczowy, położyłam ja na stolę i zaczęłam szukać czegoś na przekąskę. 

-Kochanie pogodziłaś się z Anią.-Spytała ni z gruszki, ni z pietruszki.

-Tak.-Odpowiedziałam na jej niespodziewane pytanie.

-Nawet nie wiesz jak się cieszę.-Powiedziała i mnie przytuliła.

-Wiem, wiem idę bo Anka mi komputer popsuje.

-Okey, jak coś jestem na dolę z tatą.-Powiedziała i zaczęła się oddalać.

-Yhy.

Znalazłam to co szukałam, wzięłam wszystko i poszłam do pokoju. Zobaczyłam tam Ankę grzebiącą w moim laptopie.

-Co przeglądasz?-Spytałam.

-Besty.

-A to co włączasz coś?-Spytałam.

-Tak, tylko nie wiem co.-Odpowiedziałam.

-Bad Romance.-Podsunęłam pomysł.

Nie odpowiedziała tylko włączyła. Pod koniec zaczęłyśmy śpiewać.
Rah-rah-ah-ah-ah-ah!
Roma-roma-mamaa!
Ga-ga-ooh-la-la!
Want your bad romance

Walk, walk fashion baby
Work it
Jestem wolną dzi*ką skarbię.

Walk, walk fashion baby
Work it
Jestem wolną dzi*ką skarbię.

Walk, walk fashion baby
Work it
Jestem wolną dzi*ką skarbię. 

Walk, walk passion baby
Work it
Jestem wolną dzi*ką skarbię.

I want your love and
I want your revenge
I want your love
I don't wanna be friends

Zawszę  "Move that bitch crazy " po polsku, nie wiem takie przyzwyczajenie.

-Ej może wejdziemy na iSing?-Spytała Anka.

-Świetny pomysł, Włączaj.-Powiedziałam entuzjastycznie.

Włączyliśmy i zaczęłyśmy śpiewać.


Ja:  Idąc sama w szarej mgle w głowie stos myśli nazbierałam je
Spacerując, wspominam wiele chwil
Które jednym gestem odebrano mi
Drogę tą, bardzo dobrze znam
To moje miejsce by porzucić żal
Słowo ''nie'', nagle zmienia sens
Odwracam się od przeszłości nie ma mnie

Razem:   Jedna chwila jedno słowo
Stale ten sam dźwięk
Mam przed sobą drogę podczas której
Muszę wyznaczyć cel

Anka:  Jedna szansa jedno miejsce
Jeden mały błąd
Wbrew pozorom nieustannie, myślę jak uciec stąd   
Droga która ciągnie się przez cały czas
Ukazuje poświęcenie
Które czeka nas
Te same trasy, lecz ciągle inny plan
Idę by dotrzeć tam znajdę nowy start

Śpiewałyśmy tak do 21. Nie chciałyśmy kończyć, wiec ubłagałyśmy rodziców, żeby Ania u mnie spała. Moja mama od razu się zgodziła, mamę Anki musiałyśmy troszkę poprosić, ale mimo wszystko się udało. Poszłyśmy szybko do Anki się spakować i wróciłyśmy do domu. Zjadłyśmy kolację i po kolei zajęłyśmy łazienkę. Po wyjściu z łazienki Anka przeglądała Facebooka. Nie chciałam jej przeszkadzać, wiec położyłam się na łóżku i włączyłam telefon weszłam na Instagram`a, zaczęłam przeglądać zdjęcia i filmy, niechcący w filmie włączyłam głos a Anna podskoczyła. 

-Ile już tak leżysz?-Spytała.

-Z 30 minut.

-Czemu nie powiedziałaś?-Spytała.

-Nie chciałam ci przeszkadzać.

-Co robimy?

-Nie wiem.

-Szkoda, że już jest cisza nocna a my wyjemy jak syreny.-Powiedziała i wybuchnęłyśmy śmiechem. 

-Szkoda.-Wydusiłam przez śmiech.

-Oglądamy film!-Krzyknęła, to nie brzmiało jak pytanie.

-No dobra.-Powiedziałam.

-To nie było pytanie, to był rozkaz.-Powiedziała i znowu zaczęłyśmy się śmiać.

-Dziewczynki ciszej!-Usłyszeliśmy cichy krzyk mojej mamy.

-Okey!-Krzyknęłam.

Włączyłyśmy film "Randka z Gwiazdą" już na początku filmu zasnęłyśmy.

Wstałam o 13, odrazu obudziłam Anne. Obejrzeliśmy film i siedziałyśmy na łóżku.

-Aniu, Adrian oddał mi kasę za stare ubrania  idziemy na zakupy?-Spytałam.

-Nie wiem czy mama da mi kasę, wiesz jestem w ciąży i muszę oszczędzać.-Powiedziała.

-No to ja stawiam.-Powiedziałam.

-Nie mogę się zgodzić.-Powiedziała.

-Ależ możesz, w końcu przydadzą ci się luźniejsze ciuchy.-Powiedziałam z uśmiechem.

-Zostaniesz chrzestną?-Spytała a ja zaniemówiłam.

-Zostaniesz? Wiem, że to duży obowiązek, ale nie ma na świecie lepszej osoby niż ty.-Powiedziała.

-Nie słódź mi tak. No zostanę. To tym bardziej musimy iść na zakupy.-Powiedziałam.

-Ale jej, albo jego nie moją.-Zaśmiała się.

-No niby tak, ale muszę mu pomagać i musi być jej/jemu wygodnie w brzuchu nie może go nic uciskać.-Powiedziałam.

-Nie marudź idź się szykuj masz 15 potem ja wchodzę do łazienki.

Poszłyśmy do galerii. Po 3 godzinach Anka naglę zapytała.

-A tak w ogóle gdzie jest twój brat?-Spytała.

-Nie wiem, po tym jak mnie uderzył i przyłapali nas rodzice zniknął.-Powiedziałam, ale Anka nic już nie mówiła.

Po zakupach rozeszłyśmy się po domach. Ustaliłyśmy, że Ania za tydzień powie rodzicom.

Nie bój się...os­woję Cię. Po­każę Ci swój świat, za­baw i pełen barw...
Zat­rzy­maj się i swoją dłoń po­daj mi. Przez życie ra­zem możemy już iść. -
Ciąża

Przepraszam, ale jak już pisałam dowiedziałam się, że mam uczulenie, będę szła do lekarza, ale jeszcze muszę posprzątać, bo przyjeżdża do mnie rodzina, a byłam chora wiec jakoś nie mialam ochoty zbytnio sprzątać. Jeszcze raz dziękuję za tyle wyświetleń.