sobota, 23 maja 2015

*Rozdział 8
-John Flanagan 

Wow Jak Was Dużo!. Dziękuję!.


*Perspektywa Wiktorii.

To co przeczytałam kompletnie zbiło mnie z tropu. `A ten telefon, po co on go kupił? Po co on tu przyszedł? Po co?-Pytałam się w myślach szlochając.` Wzięłam telefon i położyłam się na łóżku, miałam ochotę nim rzucić, ale się powstrzymałam. Zaczęłam płakać coraz to bardziej i bardziej. Zaczęłam dusić się przez łzy.
Ale Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego on tu przyszedł? Dlaczego to napisał? Dlaczego mi to robi? Dlaczego napisał, że nie chce mieć ze mną kontaktu? Co może mi się stać? Nic już nie rozumiem!-Wydzierałam się sama do siebie.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kochanie otwórz!-Krzyczała moje rodzicielka.
-Mamo przestań.-Powiedziałam i po chwili dodałam.-Nie mam ochoty rozmawiać.
-No dobrze, ale nie płacz już.-Powiedziała i odeszła.
Tak jak powiedziała, tak zrobiłam przestałam płakać. Poszłam się przebrać zdjęłam dres i założyłam czystą bieliznę. Nawet nie zdążyłam się przebrać bo naglę zaczął dzwonić mój telefon.

-Hallo.
-O w końcu odebrałaś!-Wydarła się do słuchawki Ania, a ja aż odskoczyłam.
-No. Coś ważnego masz do przekazania?-Spytałam.
-Tylko chciałam...-Powiedziała, ale nie dałam jej dokończyć.
-Sorry nie mam ochoty rozmawiać.-Powiedziałam i się rozłączyłam.
Odłożyłam telefon na szafkę i włączyłam laptopa. Puściłam piosenkę i zaczęłam śpiewać, od razu humor mi się poprawił.

Na horyzoncie widzę ślad,
Mój krajobraz idę tam!
Miejsce, w którym możesz być,
Zawsze sobą, chcesz to idź.
Tam nie napotkasz żadnych kłamstw,
To jest nowy lepszy świat!
Spójrz, nie jesteś sam
Śmiało wydaj żagle w wiatr!

Nie bój się, pokonaj lęk!
Pokaż na co cię stać!
Wiem to, każdy z nas,
Znajdzie lepszy świat!

Po deszczu wyjdzie słońce.
Nie wierzysz? - To takie proste!
Rozum mówi ''nie'', Tobą znów kieruje serce!
Po deszczu śladu nie będzie.
Nie wierzysz? - To unieś ręce!
Rozum mówi ''nie'', zimnej kropli nigdy więcej!


-A może ona ma racje?-Spytała sama siebie.
-Nie mogę ciągle o tym myśleć.-Krzyczałam sama do siebie.
Podeszłam do laptopa i włączyłam następną piosenkę.

Bez ciebie tracę siebie wiem
Którą z dróg mam wybrać
Nie wiem nie wiem nie wiem 2x

Odebrałeś mi nadzieje
Jesteś mym natchnieniem wiem
Za kim mam podążać nie wiem nie wiem nie wiem
Może kiedyś Cie odnajdę

Od razu przełączyłam na coś wesołego, nie chcę się bardziej dobijać. Wybrałam odpowiednią piosenkę.

Jako ludzie mamy wiele problemów
Które w głowie siedzą nam
Zapominamy, coś gubimy nie wiemy
Jak przezwyciężyć strach który w nas trwa
Życie często bywa okrutne
Lecz nie w tym sedno przecież wiesz
W odwłoki trosk w zapomnienia wlej studnię
I uwolniony od ciężaru leć

Zaczęłam śpiewać, podeszłam do łóżka, stanęłam na nim, zaczęłam skakać podśpiewując.

Raz dwa trzy uwierz mi
Uśmiech czyni cuda
Raz dwa trzy tylko Ty
Innym się nie uda
Raz dwa trzy powiedz czy
Życie nie jest cudne
Raz dwa trzy uwierz
To nie takie trudne
Skakałam, aż spadłam z łóżka.  `Ała.-Powiedziałam w myślach i zaczęłam masować obolałe miejsce. ` Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wziąć się za siebie. Wstałam, włączyłam playlistę i poszłam do garderoby.  Na początku zebrały mi się łzy w oczach,  ale potem zacisnęłam pięści, wzięłam walizkę, położyłam przy wejściu od garderoby, potem sama do niej weszłam, odpięłam walizkę i zaczęłam do niej pakować ciuchy. Jedna, druga,  trzecia, czwarta, piąta, szósta, siódma, ósma podarta sukienka, nie starczyło mi  torbie dobrze, że mam kilka zapasowych. Poszłam po trzy następne i postawiłam w garderobie zaczęłam do nich pakować podarte spodnie, bluzki, bluzy, spódniczki, pozdzierane ciuchy, buty, stare torebki, paski i inne nie potrzebne duperele. Skończyłam pakować, zamknęłam torby i wyniosłam je na środek pokój. Przez chwilę stałam w bezruchu, wsłuchałam się w tekst piosenki i zaczęłam śpiewać.

Dzięki tobie już umiem
Nie szukać zbędnych mi złudzeń
Nie jestem naiwna
Tak jak byłam dotychczas
Nie dam zniszczyć swych uczuć
Tylko po to byś znów mógł
Cieszyć się swoim szczęściem
Niszcząc we mnie całą resztę

  Dobrze znałam tekst piosenki bo kiedy moją przyjaciółkę zdradzał chłopak ciągle ją śpiewałyśmy. Nagle usłyszałam moją mamę, chodź dźwięk nie dobiegał z za drzwi, obróciłam się szynko i mało co nie dostałam zawału,  przede mną stała moja mama. 
- Ekhem.
-Skąd się tu wzięłaś?-Spytałam zdziwiona. 
- Mam zapasowy klucz.-Powiedziała i pomachała minim przed nosem. 
- Ale jak?-Otworzyłam szerzej oczy.
- Kochanie do drzwi mam dodatkowe drzwi. 
- Ale nie weszłaś wcześniej.-Patrzyłam się na nią jak na idiotkę. 
- Wiedziałam, że chcesz być sama, ale jak by coś się stało od razu bym weszła. - Powiedziała i spojrzała na mnie i zaczęła rozglądać się po garderobie. 
- A co tu się dzieje? -Spytała zdziwiona. 
-No ten...-Nie wiedziałam co powiedzieć, wiedziałam, że Adrian przegiął, ale nie chciałam źle dla niego. 
-Wiktoria co tu się działo? Tyle miałaś ciuchów. - Powiedziała i spojrzała złowrogo nam mnie.
-Tak wiem... Są w walizce.-Powiedziałam, wskazałam na walizki, a moja rodzicielka się odwróciła w ich stronę.
-Ale jak to wyprowadzasz się?-Spytała. 
-Yyy...    Nie.-Powiedziałam. 
- To czemu tam są...
- No bo to Adrian.-Powiedziałam i zaczęłam płakać. 
-Ale jak Adrian? -Pytała z niedowierzaniem. 
- No bo on podarł mi prawie wszystkie ciuchy.-Wydukałam płacząc. 
- To dlatego ciągle płaczesz?
- T-tak.-Powiedziałam tuląc się.
-No to przegiął.-Powiedziała, puściła mnie i szybko zeszła na dół.
Usłyszałam tylko "Krzysztof gdzie jest Adrian" `Łał mama zwraca się do taty po imieniu tylko jak jest na niego zła.-Pomyślałam.` "Nie wiem rybko, gdzieś wyszedł, coś się stało?". I dalej nic nie słyszałam.  Zaczęłam zbierać ocalone ciuchy i układać na półkach. Po 20 minutach wszystko było poukładane. Po skończonej pracy położyłam się na łóżku, zaczęłam rozmyślać o Jasiu. Po kilku minutach, godzinach? Nie wiem. Przyszła moja mama i oznajmiła, że mam iść spać, bo jutro zabiera mnie i Anie, do jakieś galerii poza miastem. Zgodziłam się i zasnęłam. Obudziłam mnie Ania.
-Ania co ty tu robisz? O   o 12? Co ja tak długo spałam? Kiedy jedziemy? -Zasypałam ją pytaniami.
-Ubieraj się, za 5 minut wyjeżdżamy.-Powiedziała Ania, zwalając mnie z łóżka.
-Ał, to bolało!-Krzyknęłam na przyjaciółkę.
-Trudno ubieraj się, a nie gadasz, masz 4 minut.-Powiedziała spoglądając na zegarek.
Pobiegłam do garderoby i nie wiedziałam w co mam się ubrać, bo nie miałam nic ładnego. Wzięłam zwykłą niebieską bluzkę i białe spodenki, poszłam do łazienki, odłożyłam ciuchy na półkę i zobaczyłam sukienkę, była to sukienka od Janka, chwilę się wahałam, ale w końcu ją założyłam. Zrobiłam szybki makijaż, bo Ania już mnie pośpieszała. 
-No Wiktoria! Wyłaź już powinnaś zakładać buty!-Krzyczała z za drzwi dziewczyna.
-Idę!-Krzyknęłam i wyszłam.
-Ładna sukienka, skąd masz? A zresztą nie ważne opowiesz mi w aucie. Teraz choć.-Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę.
Wyszłyśmy z domu mama czekała w aucie, nie zamykałam drzwi bo tata jeszcze nie wyszedł do pracy. Wsiadłam do auta, a Ania od razu zaczęła gadać, nawet jej nie słuchałam, zasnęłam. Znowu poczułam szturchanie. 
-Co? Gdzie? Jak? 
-Wiktoria, już jesteśmy, wysiadaj-Powiedziała moja mama, a Ania przestała mnie szturchać.
-Ok, już spokojnie.-Powiedziałam i wyszłam z auta.
Weszłyśmy do wielkiej galerii, była taka wielka, że nie mogłam się odnaleźć, Ania chyba to zauważyła, bo złapała mnie za rękę i prowadziła, doszłyśmy do KFC. `A to, to jest śniadanie.-Pomyślałam.`
-Dziewczyny co chcecie?-Spytała nasza opiekunka.
-Sałatke Greek.-Powiedziałam.
-To samo.-Powiedziała Anna.
-A na deser?-Spytała moja rodzicielka.
-Cheesamisu.-Powiedziałam.
-A ja po proszę wiśniowy deser jogurtowy.-Powiedziała Ania.
-A do picia?
-KFC Summers.-Powiedziałyśmy równocześnie. 
Moja mama pokiwała głową i odeszła, a my zaczęłyśmy się śmiać. Po około 5 minutach przyszła moja mama z jedzeniem. Zjadłyśmy i poszłyśmy do jakiegoś butiku. Kupiłam trzy pary obcasów. Potem poszłyśmy do Zary i zaczęłam przymierzać sukienki, w żadną się nie zmieściłam, byłam załamana. `Kurwa, muszę schudnąć.-Powtarzałam w myśli.` Odłożyłam sukienki i nie miałam ochoty szukać innych, żeby się bardziej nie załamać. Podeszłam do Ani i powiedziałam, że będę czekać, za zewnątrz. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo ja już siedziałam na ławce przed sklepem. Czekając ciągle błądziłam myślami wokół Jasia. `Tak strasznie mi go brakuje.-Pomyślałam.` Po 15 minutach przyszła moja mama z Anią.
-Co się stało Wiki?-Spytała moja przyjaciółka.
-Bo.. no ten ... w nic się nie mieszczę.-Powiedziałam.
-No nie prze sadzaj, może brałaś za małe rozmiary.-Powiedziała Ania.
-Nie na pewno, chodźmy gdzieś indziej.-Powiedziałam, wstałam z ławki, złapałam Ancie za rękę i poszłyśmy.
Przechodziliśmy koło sklepu z odzieżą dla grubszych, stanęłam i tym samym zatrzymałam Anie.
-Co jest?-Spytała.
-Wejdźmy tu.-Powiedziałam.
-Co ty oszalałaś, przecież jesteś bardzo chuda, nie przesadzaj.-Powiedziała Ania.
-Nie prawda.-Powiedziałam.
-Wiktoria nie wydziwiaj.-Wtrąciła się moja mama. 
-Oh, chodźmy do sklepu z butami.-Powiedziałam i skierowaliśmy się w stronę butiku. 
Kupiłam sobie trampki o kolorze pudrowego-różu i niebiesko-biało-fioletowe Air Max`y , musiałam kupić sobie jakieś buty do biegania, bo postanowiłam się odchudzać, zacząć biegać, jeść mniej kalorii. Weszłyśmy do H&M, chciałam kupić bluzkę do pępka z nadrukiem "Chupa Chup`s ", poszłam do przymierzalni, założyłam bluzkę i jak tylko zobaczyłam mój brzuch, zaczęłam piszczeć. Przybiegła Ania i zaczęła wypytywać się mnie co się stało, jaki jej powiedziała to obdarzyła mnie gniewnym spojrzeniem i wyszła. Powiedziała, pani kasjerce, która pytała się o co chodziło, że widziałam pająka, a ona odpowiedziała jej, że to normalne. Wyszłam ze sklepu i czekała już na mnie Ania.
-Co ci odwala, dziewczyno?-Spytała zła.
-Mogę wiedzieć, o co ci chodzi?-Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Czemu zaczęłaś krzyczeć?
-No nie widziałaś mojego brzucha?-Spytałam.
-Dziewczyno, ogarnij się! Wiesz jaki wstyd mi zrobiłaś?!-Krzyczała na mnie.
-O co ci chodzi?-Spytałam.
-O to, że ci odwala, może sama sobie rozwaliłaś ciuchy?!
-Co?! Nie! Jaki bym miała tego powód?-Spytałam zdziwiona i wkurzona na nią, że mi nie wieży. 
-Może ciuchy była na ciebie za duże? A może chciałaś w kopać Adriana?!-Krzyczała, a ja zaczęłam płakać.
-Jak możesz!-Wydarłam się na nią i uciekłam.
Biegłam przed siebie, przepychałam się przez ludzi, nie zwracałam na nich uwagę, nagle poczułam szarpnięcie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam moje przyjaciółki Liwie i Weronikę. Wtuliłam się w nie a one zadawały pytania typu "Kochana co się stało?", "Nie płacz, ktoś ci coś zrobił?, "W ogóle co ty tu robisz?" , po kilku minutach przestały i wtuliły się we mnie. Bez słowa usiadłyśmy na ławkę i zaczęłam im opowiadać o przeprowadzce, o Ani, o Jasiu, o Adrianie, o tym, że jestem za gruba, o tym, że Ania na mnie nawrzeszczała i, że mi nie wierzy. Zajęło nam to jakieś półtora godziny, bo opowiadałam bardzo szczegółowo. Nie oznacza, że  nie mówiłam o piciu to nie znaczy, że tego nie robiłam, bo piłam, ale nie jadłam. Dziewczyny słuchały mnie uważnie, nawet nie próbowały mi przerwać. Ciągle dzwonił mi telefon raz to była mama raz Ania. Nie chciałam z nimi gadać.
-Dziewczyny, a wy nie musicie wracać do domu?-Spytałam.
-Nie dopiero za trzy godziny mamy autobus.-Powiedziała Liwka.
-Ej a mogę z wami pochodzić?-Spytałam z nadzieją.
-Pewnie ...-Nie skończyła bo Weronika jej przerwała.
-Ale ...-Weronika nie mogła się wysłowić.
-Ale za godzinę przyjdzie Katrina.-Dokończyła Liwia.
-Eh, No nic.-Powiedziałam nie, że ona mnie nie lubi tylko ja ją uważała kiedyś się za moją przyjaciółkę, ale mnie zraniła, perfidnie oszukała.
-Okey jak ci nie przeszkadza, to może skoro mówisz, że jesteś za gruba, to pójdziemy na siłownię?.-Zaproponowała Weronika.
-Tak to dobry pomysł, ale najpierw idziemy kupić jakieś termoaktywne leginsy i termoaktywna bluzkę.-Powiedziała Liwcia. 
-No to do sklepu sportowego.-Powiedziałam i zaczęłyśmy szukać sklepu z odzieżą sportową.
Chodzimy po galerii kilka minut i nic nie możemy znaleźć. Wyjęłam telefon, żeby się rozłączyć i uświadomić im, że nie mam zamiaru ich widzieć, ani słyszeć, ale dziewczyny zobaczyły, ze mam 53 nieodebranych wiadomości.
-Wikcia napisz do mamy poinformuj ją, że nic ci nie jest ona też się martwi.-Powiedziała Li.
-No Liwia ma racje napisz chociaż sms`a.-Powiedziała Werka.
Tak jak powiedziały, tak zrobiłam.

 Mamo, ja jestem z Liwią i Werkom. One mają autobus za nie całe trzy godziny. Jak będziecie jeszcze tu to spotkamy się koło parkingu. Jak nie wrócę do domu autobusem, lub pociągiem. Nie martw się jestem cała i zdrowa. Nie chcę z wami gadać, wiec nie dzwoń i nie pisz. Pa kocham Wiktoria.

Napisałam i zauważyłam sklep sportowy.
-Dziewczyny znalazłam.-Powiedziałam z  uśmiechem.
-O jaka spostrzegawcza.-Powiedziała Wercia.
-No, a jak.-Powiedziałam, zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy do sklepu. 
Kupiłyśmy i poszłyśmy na siłownię, kupiłyśmy kupony bo stwierdziłyśmy, że będziemy częściej się spotykać i razem ćwiczyć.
-To gdzie idziemy? Hmm?-Spytała Liwia.
-Może najpierw na rowerki?-Zaproponowałam.
-Okey. Idziemy.-Powiedziały we dwie i zaczęłyśmy się cicho śmiać.
Poszłyśmy na rowerki i zaczęłyśmy ćwiczyć. Naglę zaczęłyśmy się śmiać z jakiegoś chłopaka, nie był chudy, ale też nie jakoś bardzo gruby. Śmiałyśmy się bo jego koledzy kazali mu podnosić sztangę, a on bulwersował się, że jest za ciężka, a ważyła 7 kilo, kiedy już ją podniósł to spadła mu prawie na twarz. Zaczęłyśmy się śmiać w niebo głosy, a oni zaczęli się na nas patrzeć, co nas jeszcze bardziej rozśmieszyło. Spojrzałam na dziewczyny pękały ze śmiechy, a potem znowu na chłopaków, zauważyłam, że było jednego więcej, bardzo przypominał mi Jasia, jak tylko zobaczył, że patrze to od wrócił się, zawołam chłopaków i szybko wyszedł. Nawet nie zdążyłam się mu pżyjrzec , a go już nie było. Chwilę się zastanawiałam czy to nie był Jasiu, siedziałam skupiona wiec się już nie śmiałam. Nagle podszedł do nas jakiś pan.
-Przepraszam, mogą panie przestać tak krzyczeć bo będziemy musieli panie wyprosić.-Powiedział Mężczyzna. 
-Właśnie dziewczyny, przestańcie się wydzierać.-Powiedziałam poważnym tonem co je jeszcze bardziej rozbawiło, ale po chwili przestały i powiedziały.
-Przepraszamy już się to nie powtórzy.-Powiedział Weronka, nadal rechocząc pod nosem.
Spojrzałam na Liwie, która wpatrywała się w tego mężczyznę jak w najpiękniejszy obraz na świecie. Weronika tego nie widziała, może to i dobrze, Li nigdy nie mówiła jej wszystkiego. Szturchnęłam ją lekko łokciem i od razu oprzytomniała, w sumie nadal się na niego patrzyła, ale już nie tak. Nagle ktoś go zawołał, a on tylko uśmiechnął się do nas i puścił oczko Liwce. Po pięciu minutach poszłyśmy na bieżnie. Biegałyśmy 25 minut. Po czym poszłyśmy się przebrać w normalne ciuchy i usiadłyśmy na ławce pod Cropp`em . W pewnym momencie zobaczyłam...


Noś w sobie pewność, wiedz, że osiągniesz cel, a osiągniesz go z pewnością. Nie pozwól, by do twojej głowy wkradły się wątpliwości, bo cię zniszczą. Tak brzmi reguła samosprawdzającej się przepowiedni.   -John Flanagan 

Oto rozdział 8 mam nadzieje, że się spodoba już dzisiaj piszę następny, ale nie obiecuję, że go jeszcze dzisiaj wstawię.  Mam pogodzić Wiktorię z "Katriną" i  "Anią"? Czy może tylko z jedną?? Co myślicie?   Dziękuję za komentarze, dużo ale mnie znaczą, a dla was to chyba nie jest problem napisać nawet "Czekam na nexta" lub"Next". Chyba, że wam się nie podoba to też piszcie uzasadniając tego powód, bo chciała bym wiedzieć co robię źle a co dobrze. Kocham was i widzę, że z dniem  na dzień jest was coraz więcej, bardzo mnie to cieszy.

3 komentarze: