*Rozdział 12
Poszliśmy do salonu. Czekał tam cały zespół, no prawie cały bo nie było Mikołaja.
-Chłopaki.-Powiedział Adrian.
-Co jest stary?-Spytał Rembol.
-Mikołaja ktoś pobił.-Oznajmił Adi.
-Co?!-Krzyknął Rembol, Thor i LeStefan.
-Niestety.-Powiedział Adrian.
-To żmijki?-Spytał Kiślu.
-Nie wiem, nie chce nikomu powiedzieć.
-To nie żmijki.-Oznajmiłem.
-Skąd wiesz?-Spytali.
-Ja to zrobiłem.-Powiedziałem ze spuszczoną głową.
-Co?!-Krzyknął głośno Rafał, aż mu kiełbasa wypadła z buzi.
-Fuu, Kiślu!-Krzyknął Filip.
-Sorry no.-Powiedział Kiślu.
-Ale stary będziesz miał problemy.-Powiedział Maciek.
-Wiem ...-Powiedziałem, lecz nie było mi dane dokończyć.
-To nie jego wina.-Przerwał mi Smav.
-Jak nie jego wina.-Powiedział zdziwiony Adrian.
-Ja mu kazałem.-Powiedział Smavek.
-Filip przecież wiesz, że to nie prawda!-Powiedziałem wkurzony, nie chce, żeby prze zemnie miał kłopoty.
-Daruj sobie Janek ja cie do tego namówiłem.-Powiedział Filip.
Nie wiedziałem co powiedzieć, wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do Skkf`a.
-Co jest?-Spytał szef.
-Niechcący zmasakrowałem Mikołaja.-Powiedziałem.
-Co?! Jak niechcący?!-Krzyknął do słuchawki.
-No tak pobiłem go, ale chcący. Musiałem mu przyj*bać, nie miałem innego wyjścia. Rzucał się, nie mogłem narażać na niebezpieczeństwo innych osób.-Powiedziałem, a wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć.
-Jakich innym osób?-Spytał zdziwiony Eskacz.
-Jednej osoby.-Powiedziałem po chwili.
-Kogo?-Spytał.
-Dane poufne.-Powiedziałem.
-Janek, kto to był?!-Spytał wściekły.
-Nie mogę powiedzieć.-Odpowiedziałem.
-Nie żartuj ze mnie!-Krzyknął Florian.
-Nie.-Powiedziałem spokojnie.
-Jan.
-Nie to jest niebezpieczne, nie chcę, żeby jej się coś stało.-Powiedziałem wkurzony.
-Czyli to dziewczyna.-Powiedział Eskacz.
-Masz mnie!-Krzyknąłem wkur*iony.
-Ej uspokój się.-Powiedział.-Przyjedź do mnie jutro z samego rana.
-Po co?!-Spytałem zły.
-Bo inaczej będziesz miął przerąbane.-Powiedział i się rozłączył.
Dopiero teraz poczułem wzrok wszystkich na moim ciele.
-Ejj.-Pomknął Kiślu.
-Nie ważne, idę spać.-Powiedziałem i pokierowałem się w stronę pokoju.
Wszedłem do pokoju, wziąłem ciuchy do spania i udałem się w stronę łazienki. Po kąpieli, umyłem zęby i poszedłem spać.
*Perspektywa Wiktorii.
Wyszłam od Janka i pokierowałam się w stronę domu.
Jestem mu bardzo wdzięczna za to co dla mnie robi.
Weszłam do domu i zauważyłam mamę, która siedziała z (z Anią?)
-Cześć.-Powiedziałam oschle.
-Cześć.-Powiedziała moja rodzicielka.-Dobrze, że jesteś Ania do ciebie przyszła.
-Yhy, ale jest problem.-Powiedziałam.
-Jaki? Gdzieś wychodzisz?-Spytała zdziwiona mama.
-Nie ja nie chce z nią rozmawiać.-Powiedziałam oschle.
-Przepraszam.-Powiedziała Ania.
-Przepraszasz mnie za swojego brata?-Spytałam.
-Ja wam nie przeszkadzam.-Powiedziała moja Matka i wyszła do pracy.
-Co?! Czemu za mojego brata?!-Spytała.
A to ona jeszcze nic nie wie.-Pomyślałam.
-Nie wiesz co zrobił?-Spytałam, choć to było jasne.
-Nie? Może mi wytłumaczysz?-Spytała.
-Nie dzięki, a teraz spadaj.-Powiedziałam i otworzyłam drzwi wejściowe.
-Ale co się stało? Mam z nim po rozmawiać?-Spytała.
-Nie obchodzi mnie to wynocha!-Krzyknęłam, a na twarzy dziewczyny pojawił się grymas.
-Nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić.-Powiedziała pewna siebie.
-A jednak to robię. Wynoś się i nie pokazuj mi się więcej na oczy.-Powiedziałam i wypchnęłam ją za drzwi.
Zamknęłam drzwi i spojrzałam przez wizjer, nadal stała pod moimi drzwiami.
-Boże jakie to żenujące.-Powiedziałam sama do siebie i odeszłam.
Poszłam do kuchni, wyjęłam jogurt i usiadłam na kanapie w salonie. Siedziałam w ciszy kilka minut, aż włączyłam telewizor. Oglądałam kilka filmów, aż zasnęłam.
Obudził mnie hałas w kuchni. Przestraszyłam się rodzice byli w pracy a Adrian, nie obchodzi mnie to, ale nie powinno być go w domu. Złapałam za szklany wazon i pokierowałam się do kuchni. Zobaczyłam posturę chłopaka, nagle się odwrócił i mnie zobaczył. Zaczął się zbliżać a ja zaczęłam krzyczeć.
-AaaaaaaaaaaaAaaaaaaaaaaaaaaa!-Wydarłam się na całe osiedle.
-Nie krzycz już.-Powiedział mężczyzna.
Chwila, chwila przecież znam ten głos.-Pomyślałam.
-Adrian?-Spytałam.
-Nie ufoludek z marsa.-Powiedział.
-Nie strasz mnie więcej.-Powiedział.
Ale on mi działa na nerwy.-Pomyślałam.
-Idź spać.-Powiedział.
-No idę, nie mam zamiaru patrzeć na twój ryj.-Powiedziałam i uśmiechnęłam się chytrze.
-Nie przeginaj.-Powiedział.
-Yhy. Pa.-Powiedziałam.
Tym razem udałam się do swojego łóżka nie na kanapę. Położyłam się i już nic mi nie przerwało w spaniu.
*Perspektywa Janka.
"Dryń" "Dryń" "Dryń" . Obudził mnie budzik.
Kurde muszę jechać do Katowic.-Pomyślałem.
Ubrałem się, zjadłem śniadanie i gdy wychodziłem spotkałem Filipa.
-Stary, nie mówiłeś, że chodziło o dziewczynę.-Zagadał do mnie.
-Nie pytałeś.-Powiedziałem.
-Pytałem dlaczego to zrobiłeś.-Powiedział.
-Ale nam przeszkodzili.-Powiedziałem.
-Chodzi o tą dziewczynę?-Spytał.
-Jaką?-Spytałem głupio.
-O tą co miałeś w aucie, o tą która u ciebie spała.-Powiedział.
-Co tak. Nie?! Co?! Skąd wiesz?!
-Widziałem jak wychodziła z twojego domu, a i zostawiła u ciebie w pokoju podkoszulkę.-Powiedział.
-Co byłeś u mnie w pokoju.-Wkurzyłem się.
-Tak jak widać i słychać.-Powiedział.
-Mam dobrą rade.-Dodał.
-Jaką?-Spytałem zdziwiony.
-Zapomnij o niej, tak będzie najlepiej.-Powiedział.
-Okey, jak chcesz.-Powiedziałem i wsiadłem na motocykl.
Założyłem kask i odjechałem.
Wszedłem do gabinetu Eskacza i wszystko mu wytłumaczyłem, oraz poprosiłem, żeby nikomu nie mówił. Trochę zdziwiła mnie jego mina jak powiedziałem nazwisko Wiktorii. Umówiłem się z nim na spotkanie grupy i pojechałem z powrotem do domu. Było bardzo późno jak wróciłem do domu. Chłopacy spali u mnie w domu, oczywiście oprócz Adriana i Mikołaja. Adrian podobno ma młodszą siostrę którą musi się zajmować, a Mikołaj z wiadomych przyczyn.
*Perspektywa Wiktorii.
Wstałam o 13. Poszłam do łazienki, wykąpałam się ubrałam w dres i poszłam do kuchni. W kuchni zastałam Adriana.
-Cześć mała.-Powiedział.
-Już nie dzi*ka?-Spytałam chamsko.
-Nie przesadzasz?-Odpowiedział pytaniem na pytanie.
-A ty nie przesadziłeś niszcząc mi połowę ubrań?-Teraz ja odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Daj spokój.-Powiedział.
-Nie daj spokój wydałam całe oszczędności.-Powiedziałam i zaczęłam robić sobie śniadanie.
-Masz.-Powiedział i rzucił na blat pieniądze.
-3500zł?-Spytałam.-Ja wydałam na wszystko 4000zł.
-Oh. Masz.-Powiedział i do rzucił 500 złotych.
-Nie ma za co.-Powiedziałam z chamskim uśmiechem na ustach.
-Obejrzymy jakiś film?-Spytał.
-Z tobą?-Spytałam.
-Nie z ufoludkiem z marsa.-Powiedział.
-Powtarzasz się.-Powiedziałam i zrobiłam dziwni wyraz twarzy.
Adi zaczął się ze mnie śmiać z resztą też do niego dołączyłam. Po pięciu minutach spytałam.
-To co oglądamy?-Spytał.
-Ostatnia piosenka!-Krzyknęłam i pobiegłam włączyć film.
-Nie proszę tylko nie to.-Powiedział Adrian.
-A właśnie, że to.-Powiedziałam i usiadłam na kanapie.
Zleciało już połowę filmu, a Adrian ciągle narzeka.
-Kochana a ty gdzie wczoraj byłaś?-Spytał.
-Mam ci opowiedzieć, cały dzień?-Spytałam.
-Tak.
-No wiec tak: Byłam w sklepie z mamą i Anią, nagle coś tej wariatce odbiło i zaczęła mi wyrzucać jaka to ja nie jestem zła ...
-Nie mów tak o niej.-Przerwał mi brat.
-Wiec uciekłam od nich i spotkałam Liwke i Werke. Poszliśmy do siłowni, a potem czekałyśmy na Katrinę...
-Ale ty nie byłaś na nią obrażona, bo cie nie zaprosiła na osiemnastkę?-Znów mi przerwał.
Ah. Nie dlatego kretynie, ale nawet nie mogę ci powiedzieć dlaczego.-Pomyślałam.
-Tak ale już z nią pogadałam i jest ok, a wiec potem poszłyśmy pochodzić po galerii i poszliśmy do hotelu. Właśnie tak mi minął wieczór.-Dokończyłam.
-Jesteś pewna, że powiedziałaś mi wszystko?-Spytał zły.
-Tak, a o co ci chodzi?-Spytałam.
-Nie okłamuj mnie idiotko!-Krzyknął.
-Nie jestem idiotką, idioto.-Powiedziałam.
-Czemu ty mnie kur*a okłamujesz? Ja chcę dla ciebie jak najlepiej!
-Odpie*rz się!-Krzyknęłam.
"Dryń", "Dryń", zaczął dzwonić mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam "Jasiek".
-Kur*a.-Powiedziałam cicho.
-Co?!-Spytał wkurzony.
-Nic.-Powiedziałam i wyłączyłam telefon.
-Nie oszukuj mnie!-Wydarł się i zacisnął swoją rękę na moim nadgarstku.
-Puść mnie psychopato!-Krzyknęłam.
Nagle wbiegli nasi rodzice.
-Adrian do cholery puść siostrę.-Powiedział tata.
-On już nie jest moim bratem.-Powiedziałam, wiem to dziecinne, ale ja nie chce go znać.
-Wiktoria uspokój się, proszę.-Powiedziała Matka.
Adrian puścił mnie i uciekł z domu.
-Nic ci nie jest?-Spytał Ojciec.
-Nie, ja idę spać.-Powiedziałam i pobiegłam do pokoju.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Po dwudziestu minutach zapukała moja mama.
-Córciu, mogę wejść?-Spytała.
-T-tak.-Odpowiedziałam.
-Masz obiad.-Powiedziała i podała mi talerz.
-Dziękuję.
-Kochanie, przyszła Ania, prosi o spotkanie.-Powiedziała przejęta.
-Oh ona nigdy nie odpuści? No dobra niech wejdzie.-Powiedziałam a moja mama zeszła szczęśliwa na dół.
Czemu moja mama tak bardzo przejmuję się moimi relacjami z przyjaciółkami.-Spytałam się w myśli.
-Przepraszam.-Powiedziała.
-Za siebie? Czy Mikołaja?-Spytałam.
-Za siebie, on niech cie spam przeprasza.-Powiedziała.
-Nie chce jego przeprosin nie chce go widzieć na oczy.-Powiedziałam zła.
-Nie wiem co on ci zrobił ale mnie popamięta.-Powiedziała bardzo przejęta, aż się uśmiechnęłam.
-No wiec muszę ci coś powiedzieć.-Powiedziała poważnie Anka.
-Co?-Spytałam.
-Powiem ci pod warunkiem, że nie wyrzucisz mnie z domu i wysłuchasz do końca.
-Ok.
-A wiec ja ...
Hymmm jak Polsat. Już czuję się troszkę lepiej. Chciałam zrobić coś w stylu "maratonu", ale nie wiem czy się uda bo podobno ma do mnie przyjechać rodzina i nie wiem czy znajdę czas. Smuci mnie liczba komentarzy. Jeden, dwa komentarze, a przecież komentarz nie pisze się z trzy, cztery godziny jak rozdział. Ja piszę po 3-5h rozdziały a wy nawet nie komentujecie. Oczywiście doceniam tych co komentują i postanowiłam im to jakoś wynagrodzić.
Super rozdzial. Czekam na next. ^=^
OdpowiedzUsuńSuper rozdział ;3
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
OdpowiedzUsuń