*Rozdział 16
Problemy z pracą.
*Perspektywa Wiktorii.
-Mamo.
-Tak córciu.
-Martwię się o Adriana. Gdzie on się podziewa?
-Nie wiem, nie odbiera telefonu.
-No bobrze może się odezwie. Ja wychodzę z Anką.-Powiedziałam i wyszłam z domu.
Zapukałam do drzwi, od razu się otworzyły tylko nie stała tam Ania tylko on.
-Co ty tu robisz?-Spytałam.
-A co mam robić w swoim domu?-Spytał.
-Co ty tu mieszkasz?-Spytałam zdziwiona.
-No tak od tygodnia.-Odpowiedział.
-Jest Ania?-Spytałam.
-Nie, nie ma.-Odpowiedział.
-Co przecież się ze mną umówiła.-Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
-Może wejdziesz?-Spytał.-Za chwilę powinna być.
-Nie.-Odpowiedziałam krótko.
-Jest moja mama w domu.-Powiedział.
-No dobra.-Powiedziałam i wpuścił mnie do sierotka.
-Gdzie jest?-Spytałam.
-W kuchni.-Powiedział i zniknął za rogiem.
-Dzień dobry.-Powiedziałam.
-Cześć Wikusia.-Przywitała mnie serdecznie jak zawsze.
-Mogę w czymś pomóc?-Spytałam.
-No możesz mi pomóc obrać ziemniaki?-Spytała.
-Chętnie.-Powiedziałam i wzięłam się za obieranie.
-Co cie do nas sprowadza, bo raczej nie przyszłaś obierać ziemniaków.-Powiedziała mama Ani i zaczęłyśmy się śmiać.
-Tak umówiłam się z Anią, ale jej nie zastałam wiec Adrian zaprosił mnie do sierotka.-Odpowiedziałam przestając się śmiać.
-To ty znasz mojego syna?-Spytała zdziwiona.
-Tak znam.-Powiedziałam.
Niestety.-Pomyślałam.
-Cześć.-Powiedział ktoś trzaskając drzwiami.
-O Wiktoria. Co ty tu robisz?-Spytała Anka.
-Przyszłam do ciebie, ale cie nie było.-Powiedziałam udając obrażoną, nie przestając obierać ziemniaków.
-Sorry sąsiadka poprosiła, żebym podlała jej kwiaty bo gdzieś wyjechała.-Zaczęła się tłumaczyć.
-Okej. To jak obiorę ziemniaki to idziemy.-Powiedziałam.
-Nie Wiktorka, ja dokończę.-Powiedziała mama Ani.
-Nie jeszcze tylko pięć ziemniaków.-Powiedziałam.
-Dobrze obiorę, wynocha.-Powiedziała pani Krystyna.
-No chodź.-Powiedziała Anna i pociągnęła mnie w stronę wyjścia.
-Do widzenia.-Powiedziałam i wyszłam z domu.
-Gdzie idziemy?-Spytałam.
-Do parku.-Odpowiedziała Ania.
-Wiesz co?-Spytała Anka.
-Nie.
-Muszę iść do lekarza.-Powiedziała.
-To idź.-Powiedziałam.
-Ale nie jestem pełnoletnia, muszę iść z opiekunem.-Powiedziała przejęta.
-No to kiepsko.-Powiedziałam.
-No dzisiaj powiem mamie.-Powiedziała smutna.
-No nie masz wyjścia.-Powiedziałam.
-No dzięki.
-Jestem twoją przyjaciółką nie będę cie okłamywać.-Powiedziałam po chwili.
Poszliśmy do parku. Bawiłyśmy się jak małe dzieci. Przypomniały mi się chwilę młodości jak byłam mała.
-Anka.
-Tak martwię się o Adriana-Powiedziałam.
-Nie bój się, na pewno nic mu nie jest.-Powiedziała spięta.
-A jak mu się coś stało? Gdzie on śpi? Z czego żyję? Co mu do cholery odwaliło, że nie wraca?-Zaspałam koleżankę pytaniami.
-Nie martw się.-Powiedziała.
-Jak mam się nie martwić jak kilka dni nie wraca do domu!-Nakrzyczałam na koleżankę.
-Przepraszam.-Powiedziałam po namyślę.
-Nie powinnam się na tobie wyżywać.-Dodałam.
Anka nie odpowiedziała tylko mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. Po dwudziestu minutach uspokoiłam się i poszliśmy na lody. Po lodach poszliśmy na małe zakupy, bo poprosiła Anie mama. Oddałyśmy zakupy i poszłyśmy do mnie do domu.
-Cześć mamo-Powiedziałam.
-Dzień dobry.-Powiedziała Anka.
-Cześć dziewczynki.-Powiedziała moja mama.
-Rybeczko, muszę ci coś powiedzieć.-Powiedziała przejęta.
-Tak?-Spytałam wystraszona.
-Adrian zmienił numer.-Powiedziała.
-Teraz to na pewno, nie uda nam się do niego dodzwonić.-Powiedziałam przejęta.
-Może on do nas zadzwoni.-Powiedziała.
-Nie zadzwoni!-Krzyknęłam i pobiegłam z płaczem do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać.
-Nie bój się wróci-Powiedziała Anna.
-Łatwo ci mówić.-Powiedziałam i włożyłam głowę w poduszkę.
Zaczęłam rozmyślać, jak to było kiedy byliśmy mali. Ciągle bronił mnie przed innymi,opiekował się, dbał o mnie, pilnował żeby nic mi nie brakowało, pocieszał w trudnych chwilach. Jak chodził za mną i odstraszał chłopaków, kiedyś mi to pasowało, ale teraz. Rozmyślałam, aż zasnęłam.
Obudziłam się o 19:50, wstałam i poszłam do kuchni, a tam siedział mój tata, z mamą i Anką.
-Cześć.-Powiedziałam.
-Obudziłaś się!-Krzyknęła uradowana Ania.
-No.
-Zrobiłam wam kanapki, i herbatę.-Powiedziała moja mama.
-Dobrze, ale zjemy na górze.-Powiedziałam.
-Ale jak Adrian się odezwie to mówcie.-Dodałam.
-Dobrze córuś.-Powiedziała moja mama podejrzliwie szczęśliwa.
Wzięłam kanapki i poszłam do pokoju. Za mną weszła Ania z dwoma szklankami herbaty. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się suficie.
-Wiesz kiedyś, rozmawiałam z Adim o wszystkim, był dla mnie jak przyjaciel, był najbliższą mi osobą. A teraz co zniknął, kontakt nam się urwał.-Powiedziałam smutna.
-Na pewno wróci, nie martw się, będzie tak jak kiedyś.-Powiedziała.
Wypiłyśmy herbaty, zjadłyśmy kanapki i włączyłyśmy film. Po filmie Ania musiała iść bo była już 22:30. Po odprowadzeniu jej do wyjścia, udałam się do pokoju, weszłam do garderoby, wzięłam z niej piżamę i pokierowałam się pod prysznic. Umyłam dokładnie włosy, nawilżając je. Wyszłam z kabiny, uczesałam włosy, ubrałam przygotowane ciuchy, umyłam zęby. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zasnęłam.
Mam nadzieję, że nie czytacie dlatego, że nie macie czasu, a nie bo wam się nie podoba.
Super rozdział. Czekam na nexta. ^=^
OdpowiedzUsuńWszystko super ale kiedy będzie rozdział w którym Janek będzie się całował z Wiką? ;)
OdpowiedzUsuńAhh. Na pewno niedługo.
Usuń