sobota, 13 czerwca 2015

*Rozdział 16
Problemy z pracą.

*Perspektywa Wiktorii.

-Mamo.

-Tak córciu.

-Martwię się o Adriana. Gdzie on się podziewa?

-Nie wiem, nie odbiera telefonu.

-No bobrze może się odezwie. Ja wychodzę z Anką.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

Zapukałam do drzwi, od razu się otworzyły tylko nie stała tam Ania tylko on.

-Co ty tu robisz?-Spytałam.

-A co mam robić w swoim domu?-Spytał.

-Co ty tu mieszkasz?-Spytałam zdziwiona.

-No tak od tygodnia.-Odpowiedział.

-Jest Ania?-Spytałam.

-Nie, nie ma.-Odpowiedział.

-Co przecież się ze mną umówiła.-Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.

-Może wejdziesz?-Spytał.-Za chwilę powinna być.

-Nie.-Odpowiedziałam krótko.

-Jest moja mama w domu.-Powiedział.

-No dobra.-Powiedziałam i wpuścił mnie do sierotka.

-Gdzie jest?-Spytałam.

-W kuchni.-Powiedział i zniknął za rogiem.

-Dzień dobry.-Powiedziałam.

-Cześć Wikusia.-Przywitała mnie serdecznie jak zawsze.

-Mogę w czymś pomóc?-Spytałam.

-No możesz mi pomóc obrać ziemniaki?-Spytała.

-Chętnie.-Powiedziałam i wzięłam się za obieranie.

-Co cie do nas sprowadza, bo raczej nie przyszłaś obierać ziemniaków.-Powiedziała mama Ani i zaczęłyśmy się śmiać.

-Tak umówiłam się z Anią, ale jej nie zastałam wiec Adrian zaprosił mnie do sierotka.-Odpowiedziałam przestając się śmiać.

-To ty znasz mojego syna?-Spytała zdziwiona.

-Tak znam.-Powiedziałam.

Niestety.-Pomyślałam.

-Cześć.-Powiedział ktoś trzaskając drzwiami.

-O Wiktoria. Co ty tu robisz?-Spytała Anka.

-Przyszłam do ciebie, ale cie nie było.-Powiedziałam udając obrażoną, nie przestając obierać ziemniaków.

-Sorry sąsiadka poprosiła, żebym podlała jej kwiaty bo gdzieś wyjechała.-Zaczęła się tłumaczyć.

-Okej. To jak obiorę ziemniaki to idziemy.-Powiedziałam.

-Nie Wiktorka, ja dokończę.-Powiedziała mama Ani.

-Nie jeszcze tylko pięć ziemniaków.-Powiedziałam.

-Dobrze obiorę, wynocha.-Powiedziała pani Krystyna.

-No chodź.-Powiedziała Anna i pociągnęła mnie w stronę wyjścia.

-Do widzenia.-Powiedziałam i wyszłam z domu.

-Gdzie idziemy?-Spytałam.

-Do parku.-Odpowiedziała Ania.

-Wiesz co?-Spytała Anka.

-Nie.

-Muszę iść do lekarza.-Powiedziała.

-To idź.-Powiedziałam.

-Ale nie jestem pełnoletnia, muszę iść z opiekunem.-Powiedziała przejęta.

-No to kiepsko.-Powiedziałam.

-No dzisiaj powiem mamie.-Powiedziała smutna.

-No nie masz wyjścia.-Powiedziałam.

-No dzięki.

-Jestem twoją przyjaciółką nie będę cie okłamywać.-Powiedziałam po chwili.

Poszliśmy do parku. Bawiłyśmy się jak małe dzieci. Przypomniały mi się chwilę młodości jak byłam mała.

-Anka.

-Tak martwię się o Adriana-Powiedziałam.

-Nie bój się, na pewno nic mu nie jest.-Powiedziała spięta.

-A jak mu się coś stało? Gdzie on śpi? Z czego żyję? Co mu do cholery odwaliło, że nie wraca?-Zaspałam koleżankę pytaniami.

-Nie martw się.-Powiedziała.

-Jak mam się nie martwić jak kilka dni nie wraca do domu!-Nakrzyczałam na koleżankę.

-Przepraszam.-Powiedziałam po namyślę.

-Nie powinnam się na tobie wyżywać.-Dodałam.

Anka nie odpowiedziała tylko mnie przytuliła, a ja zaczęłam płakać. Po dwudziestu minutach uspokoiłam się i poszliśmy na lody. Po lodach poszliśmy na małe zakupy, bo poprosiła Anie mama. Oddałyśmy zakupy i poszłyśmy do mnie do domu.

-Cześć mamo-Powiedziałam.

-Dzień dobry.-Powiedziała Anka.

-Cześć dziewczynki.-Powiedziała moja mama.

-Rybeczko, muszę ci coś powiedzieć.-Powiedziała przejęta.

-Tak?-Spytałam wystraszona.

-Adrian zmienił numer.-Powiedziała.

-Teraz to na pewno, nie uda nam się do niego dodzwonić.-Powiedziałam przejęta.

-Może on do nas zadzwoni.-Powiedziała.

-Nie zadzwoni!-Krzyknęłam i pobiegłam z płaczem do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać.

-Nie bój się wróci-Powiedziała Anna.

-Łatwo ci mówić.-Powiedziałam i włożyłam głowę w poduszkę.

Zaczęłam rozmyślać, jak to było kiedy byliśmy mali. Ciągle bronił mnie przed innymi,opiekował się, dbał o mnie, pilnował żeby nic mi nie brakowało, pocieszał w trudnych chwilach. Jak chodził za mną i odstraszał chłopaków, kiedyś mi to pasowało, ale teraz. Rozmyślałam, aż zasnęłam.

Obudziłam się o 19:50, wstałam i poszłam do kuchni, a tam siedział mój tata, z mamą  i Anką.

-Cześć.-Powiedziałam.

-Obudziłaś się!-Krzyknęła uradowana Ania.

-No.

-Zrobiłam wam kanapki, i herbatę.-Powiedziała moja mama.

-Dobrze, ale zjemy na górze.-Powiedziałam.

-Ale jak Adrian się odezwie to mówcie.-Dodałam.

-Dobrze córuś.-Powiedziała moja mama podejrzliwie szczęśliwa.

Wzięłam kanapki i poszłam do pokoju. Za mną weszła Ania z dwoma szklankami herbaty. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się suficie.

-Wiesz kiedyś, rozmawiałam z Adim o wszystkim, był dla mnie jak przyjaciel, był najbliższą mi osobą. A teraz co zniknął, kontakt nam się urwał.-Powiedziałam smutna.

-Na pewno wróci, nie martw się, będzie tak jak kiedyś.-Powiedziała.

Wypiłyśmy herbaty, zjadłyśmy kanapki i włączyłyśmy film. Po filmie Ania musiała iść bo była już 22:30. Po odprowadzeniu jej do wyjścia, udałam się do pokoju, weszłam do garderoby, wzięłam z niej piżamę i pokierowałam się pod prysznic. Umyłam dokładnie włosy, nawilżając je. Wyszłam z kabiny, uczesałam włosy, ubrałam przygotowane ciuchy, umyłam zęby. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zasnęłam.



 Mam nadzieję, że nie czytacie dlatego, że nie macie czasu, a nie bo wam się nie podoba. 

3 komentarze:

  1. Super rozdział. Czekam na nexta. ^=^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko super ale kiedy będzie rozdział w którym Janek będzie się całował z Wiką? ;)

    OdpowiedzUsuń