Rozdział 14
Tramwaj co nie chodzi.
Trochę czekałam. -.-
*Perspektywa Janka.
-Janek wstawaj.-Krzyknął mi ktoś do ucha.
-Jeszcze godzinę-Powiedziałem, przykrywając głowę kołdrą.
-Chyba śnisz.-Powiedział, a ja wylądowałem na podłodze.
-Filip, kur*a!-Krzyknąłem.
-Słucham w czym mogę pomóc?
-Przecież jest 9 rano.-Powiedziałem zły.
-Czwartek.-Powiedział, a ja popatrzyłem na niego jak na idiotę.
-Co?-Spytałem zdziwiony.
-Dzisiaj jest czwartek, a w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego.-Powiedział.
-No nie!
-Ubieraj się, nie mamy nawet zeszytów kupionych. Ruchy reszta ekipy już czeka.-Powiedział po czym wyszedł z pokoju.
Po wyjściu z toalety, zszedłem na dół, zobaczyłem, że na dole jest tylko Kiślu robiący naleśniki.
-Cześć stary. Gdzie reszta?-Spytałem.
-Hej, poszli po Adriana.-Odpowiedział.
-Okey.
-Zaraz będą naleśniki, siadaj do stołu.
Nie odpowiedziałem tylko od razu usiadłem. Po pięciu minutach wpadli chłopacy, bez Adriana.
-Gdzie Adrian?-Spytał Kiślu.
-Nie ma.-Powiedział Rembol.
-Zapomnieliśmy, że on nie chodzi do szkoły, za 2 miesiące ma 20 lat.-Dodał Filip.
-No, my 19 i dalej chodzimy.-Powiedziałem.
-No to nie nasza wina, że nie zdaliśmy.-Powiedział Thor.
-Za dużo pracy było, ale za to będziemy mądrzejsi.-Zażartował Smav.
-Dobra jeść!-Krzyknął Rafał, jedząc naleśnika.
Po śniadaniu poszliśmy na zakupy, w końcu przydadzą się nowe zeszyty, książki i długopisy.
-Ej patrzcie jaki fajny długopis.-Powiedział LeStefan.
-Fajny bo nie znasz tabliczki mnożenia?-Spytałem i wszyscy zaczęli się śmiać nawet kasjerka.
-Bardzo śmieszne.-Odparł LeStefan.
Po dwóch godzinach zakupów wróciliśmy do domu.
-Idę po kebaba!-Krzyknąłem.
-Idę z tobą!-Krzyknął Rafał i szybko podbiegł do mnie.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę naszej ulubionej butki z kebabami. Po drodze Kiślu, potknął się o gałąź i wylądował na ziemi, a, że się z niego śmiałem oberwałem szyszką w czubek czoła.
Podeszliśmy do budki, koło niej stały trzy stoliki. Dwa zajęte, jeden wolny. Zamówiliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, niestety bez kebabów bo musieliśmy trochę poczekać.
-E Rafał, tam idzie twoja kuzynka.-Powiedziałem i wskazałem palcem na dziewczynę w fioletowej spódniczce.
-Zaraz wracam.-Powiedział i odszedł.
Siedziałem z telefonem w ręce, aż wyrwał mnie sprzedawca.
-Panie Janie proszę kebaby.-Powiedział.
Wziąłem kebaby i usiadłem do stolika.
-Rafał, kebab!-Krzyknąłem, żeby usłyszał.
Ten odwrócił się automatycznie i zaczął biec.
-No Kiślu nie wiedziałem, że umiesz tak szybko biegać.-Zaśmiałem się.
-Jeśli chodzi o jedzenie.-Powiedział i zaczęliśmy się śmiać.
Usłyszałem za plecami śmiech dwóch dziewczyn, odwróciłem się i zobaczyłem Wiktorię z jakąś dziewczyną. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że ją spotkałem. Dziewczyna mnie zobaczyła i się uśmiechnęła. Patrzyliśmy na siebie z kilka minut, utonąłem w jej oczach.
-Halo taxi. Wiktoria no. Ziemia do Wiktorii!-Krzyknęła jej koleżanka.
-No ta. Ja? O co chodzi?-Spytała Wiktoria.
-O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziała znajoma Wiktorii.
-Dziwnę, żeby chodził.-Powiedział Kiślu.
Wiktoria uśmiechnęła się do mnie, a ja puściłem jej oczko. Zjedliśmy kebaba i wróciliśmy do domu.
Trochę nie było rozdziału, ale nie komentujecie. Wiec muszę coś robić. Napisałam ten rozdział około cztery dni temu. -.-
Po śniadaniu poszliśmy na zakupy, w końcu przydadzą się nowe zeszyty, książki i długopisy.
-Ej patrzcie jaki fajny długopis.-Powiedział LeStefan.
-Fajny bo nie znasz tabliczki mnożenia?-Spytałem i wszyscy zaczęli się śmiać nawet kasjerka.
-Bardzo śmieszne.-Odparł LeStefan.
Po dwóch godzinach zakupów wróciliśmy do domu.
-Idę po kebaba!-Krzyknąłem.
-Idę z tobą!-Krzyknął Rafał i szybko podbiegł do mnie.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę naszej ulubionej butki z kebabami. Po drodze Kiślu, potknął się o gałąź i wylądował na ziemi, a, że się z niego śmiałem oberwałem szyszką w czubek czoła.
Podeszliśmy do budki, koło niej stały trzy stoliki. Dwa zajęte, jeden wolny. Zamówiliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, niestety bez kebabów bo musieliśmy trochę poczekać.
-E Rafał, tam idzie twoja kuzynka.-Powiedziałem i wskazałem palcem na dziewczynę w fioletowej spódniczce.
-Zaraz wracam.-Powiedział i odszedł.
Siedziałem z telefonem w ręce, aż wyrwał mnie sprzedawca.
-Panie Janie proszę kebaby.-Powiedział.
Wziąłem kebaby i usiadłem do stolika.
-Rafał, kebab!-Krzyknąłem, żeby usłyszał.
Ten odwrócił się automatycznie i zaczął biec.
-No Kiślu nie wiedziałem, że umiesz tak szybko biegać.-Zaśmiałem się.
-Jeśli chodzi o jedzenie.-Powiedział i zaczęliśmy się śmiać.
Usłyszałem za plecami śmiech dwóch dziewczyn, odwróciłem się i zobaczyłem Wiktorię z jakąś dziewczyną. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że ją spotkałem. Dziewczyna mnie zobaczyła i się uśmiechnęła. Patrzyliśmy na siebie z kilka minut, utonąłem w jej oczach.
-Halo taxi. Wiktoria no. Ziemia do Wiktorii!-Krzyknęła jej koleżanka.
-No ta. Ja? O co chodzi?-Spytała Wiktoria.
-O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziała znajoma Wiktorii.
-Dziwnę, żeby chodził.-Powiedział Kiślu.
Wiktoria uśmiechnęła się do mnie, a ja puściłem jej oczko. Zjedliśmy kebaba i wróciliśmy do domu.
Trochę nie było rozdziału, ale nie komentujecie. Wiec muszę coś robić. Napisałam ten rozdział około cztery dni temu. -.-
Super rozdział. Czekam na nexta ^=^
OdpowiedzUsuńDziękuje.
UsuńJuz nie denerwuj się malpeczko ;3 teraz każdy poprawia wszystko co się da czekaj do piątku a będzie aktywność jak ta lala c: zapraszam do mnie Takaprawdziwa-jas.blogspot.com
OdpowiedzUsuńNa pewno wpadnę. 😘😘😘
Usuń