wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 14

Tramwaj co nie chodzi.

Trochę czekałam. -.- 

*Perspektywa Janka.

-Janek wstawaj.-Krzyknął mi ktoś do ucha.

-Jeszcze godzinę-Powiedziałem, przykrywając głowę kołdrą.

-Chyba śnisz.-Powiedział, a ja wylądowałem na podłodze.

-Filip, kur*a!-Krzyknąłem.

-Słucham w czym mogę pomóc?

-Przecież jest 9 rano.-Powiedziałem zły.

-Czwartek.-Powiedział, a ja popatrzyłem na niego jak na idiotę.

-Co?-Spytałem zdziwiony.

-Dzisiaj jest czwartek, a w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego.-Powiedział.

-No nie!

-Ubieraj się, nie mamy nawet zeszytów kupionych. Ruchy reszta ekipy już czeka.-Powiedział po czym wyszedł z pokoju.

Po wyjściu z toalety, zszedłem na dół, zobaczyłem, że na dole jest tylko Kiślu robiący naleśniki.

-Cześć stary. Gdzie reszta?-Spytałem.

-Hej, poszli po Adriana.-Odpowiedział.

-Okey.

-Zaraz będą naleśniki, siadaj do stołu.

Nie odpowiedziałem tylko od razu usiadłem. Po pięciu minutach wpadli chłopacy, bez Adriana.

-Gdzie Adrian?-Spytał Kiślu.

-Nie ma.-Powiedział Rembol.

-Zapomnieliśmy, że on nie chodzi do szkoły, za 2 miesiące ma 20 lat.-Dodał Filip.

-No, my 19 i dalej chodzimy.-Powiedziałem.

-No to nie nasza wina, że nie zdaliśmy.-Powiedział Thor.

-Za dużo pracy było, ale za to będziemy mądrzejsi.-Zażartował Smav.

-Dobra jeść!-Krzyknął Rafał, jedząc naleśnika.

Po śniadaniu poszliśmy na zakupy, w końcu przydadzą się nowe zeszyty, książki i długopisy.

-Ej patrzcie jaki fajny długopis.-Powiedział LeStefan.

-Fajny bo nie znasz tabliczki mnożenia?-Spytałem i wszyscy zaczęli się śmiać nawet kasjerka.

-Bardzo śmieszne.-Odparł LeStefan.

Po dwóch godzinach zakupów wróciliśmy do domu.

-Idę po kebaba!-Krzyknąłem.

-Idę z tobą!-Krzyknął Rafał i szybko podbiegł do mnie.

Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę naszej ulubionej butki z kebabami. Po drodze Kiślu, potknął się o gałąź i wylądował na ziemi, a, że się z niego śmiałem oberwałem szyszką w czubek czoła.
Podeszliśmy do budki, koło niej stały trzy stoliki. Dwa zajęte, jeden wolny. Zamówiliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach, niestety bez kebabów bo musieliśmy trochę poczekać.

-E Rafał, tam idzie twoja kuzynka.-Powiedziałem i wskazałem palcem na dziewczynę w fioletowej spódniczce.

-Zaraz wracam.-Powiedział i odszedł.

Siedziałem z telefonem w ręce, aż wyrwał mnie sprzedawca.

-Panie Janie proszę kebaby.-Powiedział.

Wziąłem kebaby i usiadłem do stolika.

-Rafał, kebab!-Krzyknąłem, żeby usłyszał.

Ten odwrócił się automatycznie i zaczął biec.

-No Kiślu nie wiedziałem, że umiesz tak szybko biegać.-Zaśmiałem się.

-Jeśli chodzi o jedzenie.-Powiedział i zaczęliśmy się śmiać.

Usłyszałem za plecami śmiech dwóch dziewczyn, odwróciłem się i zobaczyłem Wiktorię z jakąś dziewczyną. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że ją spotkałem. Dziewczyna mnie zobaczyła i się uśmiechnęła. Patrzyliśmy na siebie z kilka minut, utonąłem w jej oczach.

-Halo taxi. Wiktoria no. Ziemia do Wiktorii!-Krzyknęła jej koleżanka.

-No ta. Ja? O co chodzi?-Spytała Wiktoria.

-O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziała znajoma Wiktorii.

-Dziwnę, żeby chodził.-Powiedział Kiślu.

Wiktoria uśmiechnęła się do mnie, a ja puściłem jej oczko. Zjedliśmy kebaba i wróciliśmy do domu.


Trochę nie było rozdziału, ale nie komentujecie. Wiec muszę coś robić.  Napisałam ten rozdział około cztery dni temu. -.-






4 komentarze:

  1. Super rozdział. Czekam na nexta ^=^

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz nie denerwuj się malpeczko ;3 teraz każdy poprawia wszystko co się da czekaj do piątku a będzie aktywność jak ta lala c: zapraszam do mnie Takaprawdziwa-jas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń