poniedziałek, 15 czerwca 2015

*Rozdział 17
Powiedziałam

*Perspektywa Ani.

Wróciłam od Wiktorii. Przechodząc przez próg przełknęłam głośno ślinę. Bałam się powiedzieć mamie o "niespodziance". Zdjęłam buty i kurtkę, po czym pokierowałam się do swojego pokoju. Zdziwiłam się bo nikogo w nim nie zastałam. Z szafy wyciągnęłam czystą bieliznę i piżamę. Poszłam do łazienki i wzięłam długą odprężającą kąpiel. Po wyjściu z wanny przebrałam się w przyszykowane  ubrania. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę łóżka, na którym leżał telefon. Wzięłam go i napisałam sms.

Do Wikula: Zmotywuj mnie jakoś bo się boję zejść na dół powiedzieć mamie.

Odłożyłam telefon i włączyłam laptopa. Włączyłam piosenkę, która zawsze mi pomagała w trudnych sprawach.

Czuję Twój smak słyszę jak Ci bije serce
Czujesz mój dotyk i to serce mówi jeszcze
Już teraz wiem za czym tak naprawdę tęsknię
Znów jesteś ze mną Boże nie chcę nic więcej 

Podśpiewywałam sobie kiedy usłyszałam dźwięk dochodzący z mojego telefonu.

Od Wikula: Nie możesz się bać bo będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni, a wiec ty musisz zjednoczyć się z mamą.

Do Wikula: Ale jak ja mam to zrobić?

Od Wikula: Po postu musi to zrozumieć jak nie to przyjdź do mnie na noc.

Do Wikula: Jesteś kochana. Pa pa jak coś będę pisać.

Odłożyłam telefon, założyłam kapcie i zeszłam na dół. W kuchni zastałam mamę i Mikołaja. Usiadłam na przeciwko nich na krześle i podkuliłam nogi, przyciągając kolana do czoła.

-Coś się stało?-Spytała moja rodzicielka.

-Tak.-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz.-Powiedział Mikołaj.

-Ale..-Powiedziałam szlochając.

-Nie płacz kotku, powiedz co się stało, my zawszę będziemy z tobą.-Powiedziała mama.

-Na pewno?-Spytałam krztusząc się przez łzy.

-Na pewno.-Odpowiedzieli oboje, na co się lekko uśmiechnęłam.

-No bo ja...-Przerwałam, ocierając łzę. 

-Ja zaszłam w ciąże.-Powiedziałam.

-Co?!-Krzyknęła moja mama,

-Uff.-Powiedział w tym samym momencie Mikołaj.

-Jak to uf? Twoja siostra jest w ciąży, a ty zwykłe uf?-Spytała zdziwiona.

-No tak,  ja już wiedziałem tydzień temu, myślałem, że coś się stało z dzieckiem.-Powiedział spokojnie Mikołaj.\

-Co wiedziałeś a mi nie powiedziałeś?!-Spytała wkurzona.

-No tak.

-Jak mogliście!?-Krzyknęła moja mama.

W tej chwili do salonu wszedł mój tata.

-Co tu się dzieje?-Spytał zły.

-Anka jest w ciąży.-Powiedziała z wyrzutami moja mama.

-Od początku nie podobał mi się ten chłopak.-Rzucił ojciec.

-Odczep się od niego!-Krzyknęłam.

-Odczepić się od niego? Tak? Po tym co ci zrobił?-Powiedział groźnie.

-Tak odczep się to też moja wina powinnam uważać.-Powiedziałam pewna siebie, ale w środku cała się trzęsłam.

-Uważaj sobie. Zabraniam ci się z nim zadawać. A pewnie jak się tylko dowie to cię zostawi i będziesz miała dziecko na utrzymaniu.-Powiedział mój tata z wyższością.

-Skąd ty możesz coś o nim wiedzieć? Nigdy nie ma cie w domu, a jak jesteś to tylko kłócisz się z mamą, albo siedzisz i nic nie robisz.-Powiedział z pretensjami Mikołaj.

-Jak ty się do mnie odzywasz!?-Krzyknął do Mikołaja ojciec.

-Tak jak na to zasługujesz.-Powiedział Mikołaj i wskazał ręką na drzwi.

-Do puki nie przyjechałeś smarkaczu to było wszystko dobrze.-Powiedział unosząc się tata, a ja się popłakałam.

-Darek skończ!-Krzyknęła pierwszy raz w życiu na swojego męża.

-Co?-Spytał zdziwiony.

-To co słyszałeś, a teraz daj nam porozmawiać w Anką.-Powiedziała wkurzona.

-Nie będziemy z nią rozmawiać. Chciała zostać dzwi*ą to nią została,-Powiedział, a ja się rozpłakałam jeszcze bardziej.

-Ale Aniu jak to się stało?-Spytała moja mama.

-A nie wiesz jak się dzieci robi?!-Krzyknęłam z pretensjami i pobiegłam do pokoju.

Po chwili przybiegła moja mama, najpierw wydzierając się na ojca.

-Aniu proszę nie płacz.-Powiedziała moja mama.

-Ale jak mam nie płakać jak nie skończyłam szkoły, a już będę miała dziecko?-Spytałam rozżalona.

-Kochanie pójdziesz prywatnie, z dzieckiem ci pomogę, nie bój się jakoś się ułoży.Pocieszała mnie mama.

-A jak nie? Jak on nie będzie chciał dziecka?-Spytałam.

-To ty mu jeszcze nic nie mówiłaś?-Spytała zdziwiona.

-No jakoś nie było okazji.-Powiedziałam smutna.

-No, a chociaż Wiktorii powiedziałaś?-Spytała moja mama.

-No tak, ale nie wszystko.-Powiedziałam smutna.

-To musisz jej to wytłumaczyć do końca.-Powiedziała.

-Ja idę spać. Dobranoc.-Powiedziałam, a moja rodzicielka wyszła.

Położyłam się i od razu zasnęłam.

*Perspektywa Wiktorii.

Wstałam o 7 i uświadomiłam sobie , że to ostatni dzień wakacji. Wzięłam telefon z szafki i napisałam do Ani sms.

Do Aniulka: Hej. Dziś ostatni dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, wiec może się gdzieś przejdziemy?

Od Aniulka: Oczywiście. O 12:30?

Do Aniulka: Jasne. U mnie.

Napisałam, ustawiłam budzik na 11:30 i położyłam się spać.

Obudził mnie budzik, wzięłam wybrane ciuchy i pokierowałam się do łazienki. Wzięłam krótki, ale relaksacyjny prysznic, potem ubrałam się w przyszykowany strój.

Potem zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni na śniadanie. 

-Cześć mamo. A ty nie w pracy?-Spytałam.

-Nie. Nie mogę się skupić, martwię się  o Adriana.-Powiedziała.

-Ja też, ale trzeba jakoś funkcjonować.-Powiedziałam przytulając ją.

-No niby tak, niby tak.-Powiedziała.

Ktoś zapukał do drzwi.

-Otworze.-Powiedziałam.

Otworzyłam i zobaczyłam Anie.

-Cześć.

-Wejdź.-Powiedziałam i wpuściłam koleżankę.

-Dzień Dobry.-Powiedziała do mojej mamy.

-Cześć Aniu.-Przywitała ją ciepło moja rodzicielka.

Naglę zadzwonił telefon.

-Hallo.-Powiedziała moja mama.

-Pani Sylwio.-Powiedział jakiś pan.

-Tak?-Spytała do telefonu.

-Pomyliła pani bardzo ważne papiery.-Powiedział ktoś w telefonie.

-Nie możliwe-Powiedziała zszokowana.

-Tak mamy stratę o 10 tysięcy złotych w firmie-Powiedział.

-Kur*a. Dobrze ja pojutrze to naprawie.-Powiedziała.

-Dobrze, pani jest szefem.-Powiedział i się rozłączył.

-Dziewczynki idę się położyć.-Powiedziała.

-Dobrze.-Odpowiedziałyśmy..

-Co się stało twojej mamie?-Spytała cicho.

-To wszystko, przez Adriana. Moja mama powoli się załamuję.-Powiedziałam.

-Jejku Wiktoria, współczuję.-Powiedziała smutna.

-Jak tak dalej pójdzie, cała firma zbankrutuje.-Powiedziałam załamana.

-Współczuję ci, ale tak jak twoja mama mówiła naprawi wszystko, a  my chodźmy się bawić.-Powiedziała Anka.

-No dobrze, chodźmy.-Powiedziałam i weszłyśmy po schodach do mojego pokoju.

-Już jutro, do szkoły.-Powiedziała znudzona Anna.

-No.-Odpowiedziałam tak samo znudzona.

-Chodźmy na miasto.-Powiedziała Ania.

-No to dobry pomysł.-Odpowiedziałam.

Ubrałam buty i poszłyśmy na miasto.

Dzień, w którym zaczynamy martwić się o przyszłość, jest dniem końca naszego dzieciństwa.    - Patrick Rothfuss


Mam nadzieję, że w wakacje was przybędzie. <3

3 komentarze: